|
Wspomnienia
|
|
Wpisany przez Przemek Szymański
|
|
środa, 20 czerwca 2007 00:00 |
|
Każdy ma swoje 20 minut. I nie ma w tym żadnej przesady. Jedni cieszą się ze złowienia rekordowej ryby. Inni ze zdobycia Mistrzostwa Koła, czy Okręgu. Jeszcze inni cieszą się przyrodą. Ja natomiast oprócz obcowania z przyrodą cieszę się każdą rybą.
Czy to będzie mały jazgarz złowiony na małego twisterka , czy to szczupak upolowany na wobler własnej bądź firmowej roboty.Nie ma dla mnie reguł - każda ryba sprawia mi taką samą radość.Po powrocie z Polski , zaraz na drugi dzień wybieram się na klenie. Bo co tu w domu robić jak pogoda jest jaka jest. Dobrze , że nie pada tak jak wczoraj… Dylematu z wyborem łowiska nie mam. Nie krzątam się w poszukiwaniu ryby tylko ustawiam się na moich bankowych miejscach , które zawsze trzymają duże klenie. Tylko , żeby dzisiaj chciałby brać. Pierwsze rzuty wykonuję schematycznie i z góry wybranymi i sprawdzonymi przynętami.Teraz nie mam ochoty na eksperymenty i akrobacje.Będę polegał na tym co dał mi ten rok i to co dowiedziałem się o tutejszym łowisku i zwyczajach kleni.Może pozwoli mi to w ocenie sytuacji i dobrania się do grubych obżartych kleni , które są tutaj i na pewno jak przyjdzie ich pora będą żerować. Po godzinie łowienia wiem , że nie będzie łatwo w dzisiejszym dniu. Nie miałem jeszcze kontaktu z rybą a to oznacza jedno – kleń nie bierze dzisiaj. I tak jest w rzeczywistości. Próbuję moich najlepszych wabików , wyciągam z dna pudełek dawno nie używane przynęty , ale to na marne. Jest jeszcze cień szansy o zmierzchu , ale to są chwilę kiedy zawsze coś może się dziać. Łowiąc dalej i kombinując w między czasie czekam na zmierzch ,który zbliża się nie ubłagalnie. Około godziny 21 czasu lokalnego mam pierwsze branie. To na pewno kleń. Nie jest duży , ale zawsze coś. Kilka odjazdów i mam go w podbieraku. Mierzę 34 cm. długości. Wypuszczam go i zabieram się za dalsze łowienie , bo coś przeczuwam , że ryba zaczęła brać.

Kilka rzutów i ma kolejne branie.Teraz to nie było typowe kleniowe uderzenie tylko raczej przytrzymanie. Ryba po zacięciu energicznym susem ucieka w stronę środka kanału wybierając kilka metrów żyłki.Podejrzewam , że to okoń. Jeszcze dwa , trzy odjazdy i ma go w okolicach podbieraka.Jest naprawdę ładny chociaż do mojego rekordu z maja na pewno mu brakuję. Mam go wreszcie w podbieraku.Robię szybko fotkę , mierzę go i wypuszczam. Miał 38 cm. długości. Ładna ryba…Na niestety ostatnie branie nie muszę czekać długo. Następny kleń wziął tuż przy drzewie.Jest mały , ale fajnie walczy. Zrobił nawet niezłe salto.Podbieram go podbierakiem , mierzę i wypuszczam.Miał 29 cm. długości. Po tym kleniu brania ustają jak nożem uciął. Czyli miałem swoje dwadzieścia minut...
Przemek Szymański
|