|
Paskudna jest ta Angielska pogoda. Pada co chwilę i nie ma w tym końca. Wcześniej na wiosnę był miesiąc suszy, a teraz od maja leje z przerwami. Kulminacja opadów nadchodzi zawsze na weekend. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale zawsze tak jest.
Dzisiaj jest podobnie.Nadszedł weekend. Mam dwa dni wolnego , a tu masz. Leje.Przemogłem się jednak i jadę.W plecaku mam wszystko co by mogło mi pomóc w połowach. Jest płaszcz przeciwdeszczowy oraz 4 pudełka z przynętami. Mam zamiar zrobić dzisiaj eksperyment z małymi gumkami.Nie wiem jak na River Gade reagują na nie klenie , więc ten eksperyment pomorze mi w tym.Dojeżdżam na łowisko.Cały czas przelotnie pada , więc nie jest tak źle.Okolice tego odcinka River Gade obfituje w stare kasztanowce , więc na wypadek krótkiego deszczu nie muszę wyciągać płaszcza. To dodatkowy atut tego łowiska.Woda w rzece jest mętna przez te deszcze , więc eksperyment z paprochami odpada dzisiaj. Od początku próbuję łowić na „rodzynki” , czyli najmniejsze z możliwych woblerów , ale nie mam na nie zadowalających wyników. Są co prawda brania , ale są to małe klenie.Próbuję na większe woblerki od 3 do 5 cm. długości.Z pierwszej miejscówki wyrywam klenia , na pewno trzydziestka , ale w połowie długości schodzi.Do pierwszego mostu idę ekspresowo.Są to płytkie miejsca i moim zdaniem nie gwarantują ryby powyżej czterdziestu centymetrów.Okolice pierwszego mostu są zajęte przez miejscowych wędkarzy , więc idę dalej na już głębsze miejscówki.Staję na prostce i pruję wodę „Siekiem” 4 cm. o agresywnej , ale drobnej akcji. Jest kilka puknięć , ale zero kontaktu z rybą.Przechodzę obok na wolne stanowisko. Łowię teraz za zwaliskiem. Kilka rzutów i w samym środku nurtu za przeszkodą podwodną mam branie.To kleń. Nie jest wielki. Chwila i jest na chwilę mój. Miał 25 cm. długości. Przechodzę na kolejne stanowisko. Jest nim wielka gałąź okolicznego drzewa , która leży idealnie w wąskim przewężeniu rzeki.Przed zwaliskiem nic się nie dzieje. Idę za zwalisko. Kilka rzutów w poprzek rzeki i w samym przewężeniu w ostrym nurcie tuż przed zwaliskiem mam nie złe kopnięcie w kij.

Palcem zatrzymuję świszczącą szpulę i zaczynam ostre pompowanie. Mam wrażenie , że kij wygina mi się w okolicach dłoni. Kleń jednak nie daje za wygraną i uparcie trzyma się tego nurtu i dna.Mam założoną szpulę z żyłką 0.14 mm. i nie mogę sobie pozwolić na szalony hol poparty ułańską fantazją , więc czekam ąż kleń sam wypłynie z tego przewężenia.Nie trwa to długo. Po kolejnym pompowaniu wypływa lekko zmęczony. Schodzę jedną nogą ze zbocza małej burty brzegowej i chwytam go za Krak. Fotka i do wody. Kleń nie był duży. Miał 39 cm. , ale w takim nurcie wydawał się większy.Idę na przód! Mijam kolejne ciekawe miejscówki , ale ryby jakby zniknęły. Tymczasem deszcz lekko przybiera na sile. Wracam się. Pod sam wieczór zaglądam jeszcze na to magiczne przewężenie. Kilka rzutów Siekiem i mam kolejne mocne kopnięcie! Nie wierzę … Ten sam?? Kleń bierze jednak nie co bliżej mnie i wykorzystuje moje całkowite zaskoczenie odpływając szybko w okolice zwaliska i pewnych zaczepów. Zatrzymuję go siłą. Kij wygina się po dłoń ( !!! ) , żyłka napręża się nie bezpiecznie…deszcz rozpadał się w najlepsze!!! Ale mam go stale na haku…mimo , że wchodzi mi w korzenie okolicznego kasztanowca , więc jest dobrze. Odciągam go od tych korzeni i holuję na spokojną wodę tuż pod moimi nogami. Schodząc nogą ze skarpy o mało nie wpadam do wody , ale jakoś się udaje… Chwyt za kark i mam go. Robię fotkę w strugach deszczu , która i tak nie wychodzi. Mierzenie … 41 cm. długości. A jednak to nie ten sam.
Przemek Szymański
|