| Oskar. Ryby, Wyprawa, Wiosna, Soła |
|
|
| Wspomnienia | |||
| Wpisany przez Mirek Świerkot | |||
| niedziela, 01 maja 2011 08:53 | |||
|
Woda trzy razy ponad normę. Będzie ciężko…
Jednak dwa tygodnie czekał, ja też, na te kilka chwil więc coś trzeba zaradzić, poszukać alternatywy, a tą w takiej sytuacji może być dopływ Macocha, lub jakieś starorzecza. Na całym odcinku można znaleźć kilka takich i spróbować tam szczęścia, tak też robimy. Kierując się w stronę Kęt, rzeka płynie niedaleko drogi. Mamy ją po naszej prawej stronie. Nie zawsze dojazd do samej wody jest możliwy, jednak to nie kłopot, kilkadziesiąt metrów spaceru powinien wyjść na zdrowie i my również tak robimy. Wiosna w pełni, da się to zauważyć na każdym kroku, mijamy ostatnie zabudowania, ukwieconą łąkę, jeszcze tylko pas przybrzeżnych drzew i będziemy nad wodą.
Wiosna.
Odcinek który opisuje i w którym się znajdujemy, przy normalnym stanie wody jest bardzo czytelny i większość z was bez najmniejszego trudu rozpozna miejsca gdzie można spotkać klenia. Będą to oczywiście spokojniejsze i nieco głębsze odcinki na brzegu opierającym się o nieliczne drzewa i roślinność, a naprzeciw zawsze kamienista płycizna. Fragmenty te wciąż się przeplatają, jednak przeprawa z jednej strony na drugą nie sprawi problemu, poza nurtem, dno jest twarde a głębokość sporadycznie przekracza 1m. Ja z muchówką, Oskar z spinningiem stanęliśmy niestety nad zupełnie inną wodą, której stan ok. trzykrotnie przewyższał jej normę i o przechodzeniu z jednego brzegu na drugi nie było mowy.
Ja z muchówką…
…Oskar ze spinningiem.
O przeprawach nie ma mowy.
W takich warunkach należałoby zweryfikować cały ekwipunek i ograniczyć się jedynie do niezbędnego minimum, by nie taszczyć zbędnego balastu. Samemu jest łatwiej, człowiek zaprawiony w ciężkich bojach wiele może wytrzymać, jednak z dzieckiem trochę to kłopotliwe. Jako kompromis uznaję nie oddalanie się zbyt od auta, zawsze można w miarę szybko wrócić po coś potrzebnego, a w razie czego podjechać kawałek dalej szukając lepszego łowiska. Zabieramy dodatkowo tylko coś do jedzenia i picia, jedno pudełko przynęt i ruszamy wzdłuż brzegu, szukając jakiegoś starego koryta lub rozlewiska gdzie woda jest spokojniejsza. Znajdujemy dość szybko to czego szukaliśmy, raptem kilka minut marszu i jesteśmy nad takim starym korytem. Maluje się tu zupełnie inny obraz, stojąca spokojna woda pozwala mieć nadzieję na jakikolwiek połów. Rozkładamy sprzęt i powoli zaczynamy obławiać cały odcinek, wolno przesuwając się naprzód, pod baldachimem zwisających gałęzi, jednak bez większych efektów. Sam dość szybko rezygnuje, wolę wpatrywać się w poczynania syna, tak bardzo za nim tęskniłem, więc wolę z nim rozmawiać, tłumaczyć, niż oddawać się wędkarstwu. Oskar mimo braku jakiegokolwiek brania dzielnie walczy ze spiningiem, co raz zagadując jak bardzo chce złowić pstrąga.
Inny krajobraz.
Oskar nadal dzielnie walczy.
Wobler przecina krystalicznie czystą wodę.
W moich myślach pojawiają się błagania do opatrzności, chce by miał radość, choć sam wciąż zapewnia że mu się podoba. Wobler pracuje nienagannie, przecinając krystalicznie czystą wodę, aż w końcu słyszę, tato ten robak się musi rybą nie podobać, może założymy coś takiego? Jakiego pytam? No tutaj zobacz i wskazał na młode pędy topoli, gdzie żerowały oddając się miłosnym amorom, pewne chrząszcza, hmm wiosna. Uściślając dokładniej była to rynnica topolówka, chrząszcz z rodziny stonkowatych, szkodnik występujący właśnie w maju często na pędach topoli i wierzby. Jako że gatunki tych drzew często porastają brzegi wszelkich zbiorników wodnych, z całą pewnością można przyjąć, że czasami trafia do rybiego menu.
Rynnica Topolówka.
Zazwyczaj dobierając sztuczną muszkę, staram się by była to imitacja jakiegoś stadium owada żyjącego w okolicy, więc dlaczego w spiningu nie stosować podobnej selekcji. Następne zdanie Oskarka brzmiało: – „Pamiętasz jak ostatnio u ciebie byłem to robiliśmy takie robaki i ja je kolorowałem, bo twój kolega ci przysłał takie inne". Faktycznie, tydzień wcześniej po tym jak dostałem od Przemka dwa woblery, chciał wiedzieć jak sie coś takiego robi i trochę tam sobie strugaliśmy. Nie muszę pytać , dokładnie wiem jaki wabik ma na myśli i kilka chwil później można się przekonać, jak obserwacja otoczenia może wpłynąć na sukces. Pierwszy rzut, w którym troszkę pomagam, pod nawis w okolicy gdzie żerowały chrząszcze. Wobler cicho wpada do wody i zastyga w bezruchu, oddaje wędkę małemu, w tym czasie lustro wody uspokaja się zupełnie. Nie rozpoczynamy zwijania przynęty od razu, pierw tylko parę cm podciągnięcia szczytówką i znów czekamy aż znikną zmarszczki na powierzchni. Za trzecim razem woda zafalowała wyraźnie mocniej i jest, ten jeden, może to tylko jeden jedyny dziś, wprawdzie nie pstrąg, ale ryba i sukces. Nie powala rozmiarem, to jedyne około trzydzieści parę centymetrów. Jednak jak na takie warunki i charakterystykę górskiej wody, niczego sobie.
Robal.
Sukces.
Jeszcze kilka prób i wracamy. Dalej przejścia nie ma, trzeba poszukać innego miejsca. W drodze powrotnej widzę u syna pewien niepokój, wyraźnie nie podoba mu się, że idziemy na skróty, a nie wzdłuż rzeki, w końcu nie wytrzymał. - Poczekaj tu na mnie ja zaraz wrócę –mówi. – Ja muszę iść tamtędy co przedtem i potem tu przyjdę. - No chyba oszalałeś –odpowiadam. – Jesteś mały i jak wpadniesz do wody to kto Cię uratuje? -staram się tłumaczyć, pytając jednocześnie co się stało. - Wiesz tato, bo jak szliśmy w tamtą stronę to ja zjadłem tą bułkę i wypiłem jogurt, a śmieci schowałem pod drzewem, bo nie chciało mi się nosić. Myślałem że zabiorę jak będziemy wracać, bo przecież nie wolno tak zostawiać i zapomniałem ci wcześniej powiedzieć. -trwały tłumaczenia. - Dobrze nić się nie stało. -odpowiadam czując jednocześnie wewnętrzną dumę. - Pójdziemy razem i już. Faktycznie za kilka chwil zabieramy z pod drzewa przyciśnięty kamieniem plastik i kontynuujemy wyprawę. Nauka nie poszła w las. Ech, gdyby tak wszyscy robili myślę sobie i jednocześnie uświadamiam jak wielki wpływ możemy mieć na przyszłość. To od nas samych zależy jak wychowamy nie tylko swoje dzieci, ale całe nowe pokolenie. Z tą świadomością w duszy kontynuujemy drogę powrotną i zastanawiam gdzie teraz zrobić przystanek. Dobrą alternatywą przy wysokiej wodzie na Sole, choć nie zawsze, może być jej dopływ o nazwie Macocha, lub któryś z mniejszych cieków pełniących czasem rolę kanałów ulgi. Nie są to niczym szczególnie wyróżniające się potoki, jakich wiele w całym kraju. Latem w czasie suchych , ciepłych dni i niżówek, kompletnie zarastają, a wody w nich jak na lekarstwo. Jednak teraz właśnie tu mogło schować się coś godnego uwagi, dlatego też tam się teraz udajemy. Stan wody nie jest zbyt wysoki i umożliwia swobodne wędkowania, a ryby być może znalazły tu schronienie jak wcześniej wspominałem, przed nurtem w Sole. Rozmawiając o tym jak było kiedyś, jak jest teraz obławiamy typowe miejscówki, a to, że robak się rybą nie podoba i trzeba go zmienić słychać coraz częściej. W końcu po którejś zmianie woblera ( to wciąż u niego są robaki ), lądujemy kolejną rybę. Szybkie zdjęcie i nawet nie muszę nic mówić, jak Oskar wrzuca rybę z powrotem do wody. Choć znów to nie był pstrąg, widać radość na jego twarzy i zadowolenie.
Choć to nie pstrąg…
Wędruje do wody.
Uczmy nasze pociechy sportowego wędkarstwa od samego początku. Wędkarstwo dla sportu, przyjemności, nie dla mięsa.
Mi również tak wiele te parę godzin dało, szkoda tylko że woda nie pozwoliła na większy odpoczynek i rozluźnienie, ale bywa i tak, szczególnie na tym odcinku, może następnym razem będzie lepiej. Na pewno wtedy wybiorę i radził bym innym tez, by był to jakiś letni dzień, gdy dawno nie było by opadów, to i na zaporach będą trzymać wodę. Z całą pewnością będzie można wtedy więcej odpocząć, delektować się przyrodą, liczyć na lepsze połowy i nie szukać alternatywy, by zakończyć wyprawę zanim się zaczęła. Na pożegnanie w polnym rowie znalazł schronienie malutki pstrążek i macha nam ogonkiem, co znów wywołuje uśmiech na twarzy, skromna wyprawa, wiele radości i twórczych spostrzeżeń, polecam.
Na pożegnanie Mirosław Świerkot Zdjęcia: Mirosław, Oskar Świerkot Podyskutuj o tym artykule w temacie na forum.
|



Postaram się tym razem połączyć w jedną całość opowiadanie. Kilka wskazówek i opis łowiska jakim będzie rzeka Soła na odcinku od Kęt do Oświęcimia.
Mam nadzieję, że nikomu nie będzie przeszkadzać nuta tęsknoty i ewentualnej goryczy, ale niestety życie bez naszej winy pisze nam często gorzkie scenariusze. Licząc na zrozumienie, zapraszam do dalszej lektury, gdzie postaram się w pełni rozwinąć tytuł niniejszego artykułu, by każdy coś z niego wywnioskował. A więc, Oskar, to wcale nie filmowa statuetka, czy jakaś znana postać. To prostu mój ośmioletni syn, Oskar Świerkot. Rzeczą normalną jest, że jako ojciec chciałbym, by mnie naśladował. Od zawsze starałem się wpajać mu swoją wiedzę na temat poszanowania środowiska, jego obserwacji i możliwości wykorzystania tego w codziennym życiu. Była to jak do tej pory wiedza prawie tylko czysto teoretyczna, nad wodą był tylko kilka razy i to bardziej turystycznie, na spokojniejszych odcinkach. Do tej pory uważałem, że ważne jest bezpieczeństwo, przecież ułamek sekundy nieuwagi może mieć różne konsekwencje. Czasem woda sięgała mi raptem do kolan i miałem problem z utrzymaniem równowagi, więc widok samotni bawiących się dzieci, a rodzice beztrosko zażywający kąpieli słonecznych w takich miejscach przyprawia mnie o dreszcze. Kiedyś właśnie widziałem jak Oskara porywa rzeka za każdym razem gdy próbował się podnieść, wpadał jeszcze głębiej i dalej, tyle że było to poniekąd kontrolowane zdarzenia. No cóż, taka jest już specyfika górskiej rzeki, dno i brzegi w całości pokryte otoczakami, które są albo śliskie, albo nie trzymają się twardo podłoża. Jeśli trafiają się półki skalne jest podobnie, tyle ze nurt jest jeszcze szybszy. Podobna jest też właśnie rzeka Soła, choć na opisywanym odcinku opuściła już Beskidy to ma dodatkowo jeszcze jeden zdradliwy dodatkowy aspekt. W okolicach Żywca wybudowano kiedyś kaskadowy system trzech zapór wodnych, które regulują pływy na rzece. Właśnie dla tego nie polecam tego odcinka jako planowany wypad wędkarski, może być różnie, choć czasem po kilku godzinach wszystko wraca do normy. Mimo tego, a z racji niedalekiej odległości i tego ze syn jest tylko weekendowym gościem właśnie tam postanowiłem po raz pierwszy w tym roku z nim pojechać. Przejeżdżając mostem nad rzeką w Oświęcimiu, dało się zauważyć, że z łowieniem będzie ciężko, mimo słonecznego tygodnia widać gorszy scenariusz z poziomem wody.



















