| Wrzesień |
|
|
|
| Wspomnienia | |||
| Wpisany przez Przemek Szymański | |||
| piątek, 12 września 2008 00:00 | |||
|
Dzisiaj idę piechotą. Nie jadę , tylko idę. A co mi tam , nadrobię trochę drogi , zmęczę się , bo to dobre pół godziny marszu , ale to zmęczenie będzie przyjemne. Może to śmiesznie brzmi , ale dla mnie nie ma w tym nic śmiesznego. Jedni wolą odsypiać dni pracy , a ja wolę jeszcze bardziej upodlić się i złazić po krzakach i dla niektórych - innych terenach nie godnych uwagi.Podążam jeszcze spokojnymi ulicami , które pamiętają jeszcze nocne hulanki Angielskiej społeczności.Mijając High Street mam wrażenie , że powywracano wszystkie kosze na śmieci , kosze , których i tak jest nie za wiele w tym mieście.Powoli docieram do Cassiobury Park. Mój bagaż , który niosę coraz bardziej mi przeszkadza. Mimo tych kilku kilogramów stwierdzam , że czasami chciałoby się powrócić do początków mojego wędkarstwa spinningowego. Wtedy wystarczał jeden kij , jeden kołowrotek i kilka przynęt. Ryby były jakieś łatwiejsze , woda ciekawsza … taka bardziej nie dostępna.Zejdźmy jednak na ziemię …Powoli dochodzę do rzeki. W miejscu gdzie rozpocznę łowienie znajduje się most gdzie można dostać się w rejon Grand Union Canal i udać się na przechadzkę do Whippendell Wood.Jest to bardzo wypłycony obszar rzeki , który za dnia i pod wieczór za sprawą spacerowiczów świeci pustką , ale o świcie kiedy nikt nie chodzi można tutaj liczyć na klenie.Rozstawiam statyw , podpinam Kodaka , rozkładam spinnera , wybieram przynętę – to pierwsze czynności nad wodą tego dnia.Potem maskuję się i wykonuję pierwsze rzuty moim ulubionych „Dorado”.Są klenie …
W okolicy płytkiej płani następuje gwałtowny atak klenia. Głębokość łowiska sprawia dobre wrażenie wizualne. Tuż przed atakiem za przynętą utworzył się całkiem spory garb wody spowodowany grzbietem ryby. Kleń uderza gwałtownie w przynętę jednocześnie wpływając na bardzo płytką wodę.Tnę!!! Siedzi!!!Po zacięciu następuje błyskawiczny odjazd do miejsca w którym podejrzewam , że kleń przebywał.Kij mam wygięty w pałąk , hamulec świszczy ,a ja mam radochę. Znowu się zaczyna…Niestety… Kleń miał szczęście i się wypina. Cóż … Może następnym razem go spotkam.Pięć minut później łowię dwa klenie 25 cm. i 26 cm. Pędzę dalej bo już wschodzi słońce.Przechodzę przez most i idę jeszcze obrzucać prostkę , która posiada obiecującą rynnę po drugiej stronie rzeki. Podejrzewam , że przy odrobinie szczęścia mogę się pokusić o sporego klenia.Szczęście jest jednak zmienne i nie każdemu jest ono dane. Szybko łowię kolejne dwa klenie 26 cm. i 28 cm. , ale większych „prosiaków” nie widzę. Wędruję dalej. Cofam się przez most i dopadam ciekawy zakręt vis a vis placu zabaw dla dzieci w parku. Kryję się za krzakiem i wykonuję pierwsze rzuty. Kolejny rzut pod prąd… Jeden obrót korbką… Uderzenie jak z armaty!!!Nawet nie tnę , tylko trzymam kij , a palcem wskazującym zatrzymuję grającą szpulę kołowrotka.
Teraz wędruję wzdłuż brzegu i obławiam go z marszu. Czas aktywniej poszukać ryb. Nie zmieniam przynęty i łowię dzisiaj najskuteczniej jak się da. Dochodzę do śluzy. Jest to jedno z moich ulubionych porannych miejscówek. Woda pędzi tutaj dość szybko wymywając na większym obszarze sporą rynnę. Na początku owej rynny rośnie sporej wielkości drzewo , które odciąga nieco nurt w stronę mojego brzegu.Przez to woda w tamtej części rzeki staje się spokojniejsza i ryby mają ostoję.Są tutaj klenie. Nie duże , ale dają mi frajdę , której nie da się opisać. W przeciągu niespełna 45 minut łowię 12 kleni w przedziale od 25 cm do 32 cm. oraz 3 okonie od 19 cm do 26 cm. Ciężko w taki wynik uwierzyć , ale w rzeczywistości tak było.Pędzę dalej.Dopadam moje bankowe miejscówki w parku, Woda w rzece jest bardzo niska, Nie padało chyba od miesiąca , więc jeśli tak dalej pójdzie to nie dobrze będzie się działo nad River Gade.Praktycznie do drugiego mostu łowię tylko jednego klenia 27 cm.Ryby biorą w tamtej części bardzo słabo , nie widać ich , są pochowane. Dochodzę do mojego tajemnego nawisu za zakrętem.Chowam się za trawami i wykonuję pierwsze rzuty. Mam małego klenia. Podczas holu pod sam brzeg odprowadza mi go spory „czterdziestak”. To jest podobna sytuacja do sytuacji kiedy kleń wyszarpywał przynętę holowanemu koledze. Jednak tutaj o wyszarpywaniu nie było mowy , ale kleń płynął łeb w łeb z holowaną rybą.Małego klenia wypuszczam. Miał 28 cm. I szybko ponawiam rzuty w miejsce gdzie odpłynął większy okaz. To był dobry pomysł. Branie następuje natychmiastowo!! Kleń jest silny i próbuje się schować pod okoliczny nawis. Zatrzymuję go siłą i doholowuję do brzegu. Jest zahaczony bardzo płytko , za skórkę , więc muszę być ostrożny. Klękam na kolanach i próbuję podebrać przeciwnika.Niestety… Podczas podbierania ręką kleń odważył się jeszcze na jeden akt rozpaczy i wywinął mi się na ogonie pozbywając się woblera.Szkoda fotki … Kończę łowienie w tym rejonie i idę jeszcze zobaczyć na odcinek River Gade przy polach golfowych. Wędrując deptakiem przechodzę wzdłuż Grand Union Canal. Patrzę na tą ciemną wodę , która skrywa te piękne okonie i nie wytrzymałem. Rozkładam spinnera i wykonuję rzut.Branie nastąpiło już w pierwszym rzucie. To okoń!!! I do tego ładny. Krótki hol i mam go na brzegu.Miał 34 cm. długości.Wypuszczam go i ponawiam rzuty na tym odcinku kanału. Staram się rzucać jak najbliżej drugiej strony kanału gdzie jego wody spowite są cieniem. Nagle w polaroidach zauważam ruch przy powierzchni. Rzucam w tamtym kierunku. Przynęta upada około metr od miejsca gdzie widziałem obecność ryby. Wykonuje jeden obrót korbką kołowrotka i mam przytrzymanie. Przytrzymanie , nie uderzenie. Ale kleń i tak bierze , czasami jego brania przypominają brania jazi w spokojnym nurcie.Ten kleń nie należy do wielkich i po krótkiej , ale pełnej emocji walce wyhodowuję go do ręki.Miał 41 cm.W chwili wypuszczania ryby podpływa łódź , więc kończę już łowienie w kanale i pędzę czym prędzej na upatrzony River Gade.
Wypuszczam go ostrożnie i siadam na chwilę. Zastygam w bezruchu i po prostu gapię się w wodę.Jest pięknie!Tak dla relaksu idę jeszcze połowić pod nawisy. Nic się tutaj nie dzieje. Robię się jakoś dziwnie spokojny.Postanawiam iść trochę dalej gdzie jeszcze nie byłem. Przeprawiam się przez gąszcz pokrzyw i cały poparzony wychodzę nad brzegiem ciekawej miejscówki. Jest to wylot wody bocznej śluzy z kanału do rzeki.Pędząca woda napotyka nurt i wymywa w dnie naprawdę spory dół. Ciężko go obłowić tradycyjnym woblerem . Muszę go dociążyć. Jednak daruję sobie tą operację i łowię tradycyjnie.Jest już późno , Mika czeka na mnie w domu , więc odpuszczam sobie już tą miejscówkę i idę wzdłuż brzegu i przyglądam się nowej i bardzo płytkiej wodzie.Nie jest tutaj ciekawie , ale dochodząc do wyspy łowię dwa klenie , które mierzą odpowiednio 26 cm. i 29 cm.Nie są duże , ale satysfakcja jest.Zaczynam się wracać.Poprzysięgam sobie odwiedzić ten odcinek jeszcze w tym tygodniu po pracy. A szczególnie ten wylot wody i ten dół.
Przemek Szymański
|




Wrzesień. Zawsze czekałem na ten miesiąc. Czekałem , czekam i zawsze będę czekał.Inne miesiące nie równają się do Września. Nie wiem dlaczego. Może to dlatego , że zima tuż , tuż ??Sam nie wiem.
Wiem tylko to , że Wrzesień jest magiczny.Wreszcie weekend.Nie mogłem się go już doczekać , jego i świtu nad wodą. Pewnie się powtórzę , ale kocham świt i jego tajemniczość. Na świecie mało jest rzeczy tak samo przyjemnych jak ta pora dnia.








