| Gliniany Początek Jesieni |
|
|
| Technika Połowu | |||
| Wpisany przez Przemek Szymański | |||
| niedziela, 16 października 2011 17:23 | |||
|
Jeden z przedstawicieli klasycznych woblerów. Pewniak w partii redakcyjnego kolegi. Lechu gromi nim nocne klenie na odrzańskich opaskach.
Przynęty. Sukces tkwi w szczegółach.Drobna, szybka akcja – nie co szersza, ale mocno wyczuwalna na kiju – woblery głębiej schodzące, praktycznie tak bym opisał moje woblery na październik. Ten miesiąc jest jak kwiecień. Nie tak dawno na polach widniały piękne, złote łany zboża. Siano pachniało letnim świtem nad rzeką, a zapach ziemi przypominał mi letnie noce spędzane nad ogniskiem. Ale przecież listopadowe zawieruchy co raz bliżej. Wietrzne, zimne noce. Chłód przenikający wędkarski ubiór, wilgoć wdzierająca się w każdy zakamarek... Wracam do plecaka. Biorę letnie pudełko i je otwieram. To już praktycznie przeszłość. Kilkunastomilimetrowe imitacje owadów. Nie co większe, pracujące przy powierzchni. Inne chodzące praktycznie wierzchem. Dobre do spławiania. Pod prąd praktycznie nieznacznie się kolebią. Nie które bardzo małe – całe dwadzieścia milimetrów długości. Siadam i na spokojnie przepakowuję pudełko. Bez nonszalancji, bo znam siebie i lubię umiar. Wolę 2-3 dobrze dobrane woblery od kilku pudełek bezimiennych konstrukcji.
Mój zbiór na mocno październikowe klenie. Przeważają klasyczne konstrukcje rodzimej Polskiej produkcji. Żadnych rewelacji. Nic nie zmieniłem już od 2-3 lat. Nie ma w tych przynętach żadnych krajowych potentatów.
Pozostały ekwipunek, czyli jak kto woli.Z zasady poluję na klenie powyżej pół metra. To ryby z rozmiarem. Takie traktowanie wymusza używanie innego sprzętu. W myśl zasady, że lepiej dużo grubiej niż za cienko. Takie klenie w ułamku sekundy wchodzą w korzenie, wpływają w podtopione gałęzie. Wędką o wolnym ugięciu będziemy mieć małe szanse na wygranie walki z godnym osobnikiem, który jak to w tym okresie przebywa w innych obszarach rzeki. Stoję nad swoją ścianą i nie mogę się zdecydować. Lamiglas do 20lb, czy IM6 o mocy do 10lb ze stajni RS Rods. Po dłuższych przemyśleniach wybieram tradycyjnie drugą opcję. Na Lamiglasa jeszcze przyjdą chwile. Może już w przyszły weekend?? Moc robi wrażenie i u wielu dziwną mimikę na twarzy. Jednakże ten wie, kto łowił już na wędki wykonane z różnych rodzajów węgla. Kij o mocy 20lb w przypadku zastosowań materiałów wyższej generacji, a materiałów rodzimej/tradycyjnej pułki to nie te same wędki. Kołowrotek, plecionka, żyłka. Nie obchodzą mnie takie rzeczy. Obchodzi mnie tylko hamulec w młynku i ciche podejście do łowiska. Wędkarz ma być nie widoczny dla ryby.
Nad wodą.Mam wreszcie skompletowany ekwipunek i udaję się nad wodę. Pogoda rozpieszcza. Jesień spóźnia się w tym roku. Nastąpiło ocieplenie, ale długie już i zimne noce zmieniają przyrodę. Poczerwieniało nad wodą.
Idę, nie spiesząc się. Bardziej rozglądam się dookoła i bacznie obserwuję zachodzące zmiany. Na łące obserwuję już chyba ostatnie takie spektakle. Ciepłe powietrze i ostre słońce obudziły do życia owady.
Nie tylko pszczoły, ale trzmiele dokazują. Robię zdjęcia i pośpiesznie udaję się na łowisko. Jest nią mała rzeka, która posiada wiele małych rozlewisk.
Jesienny kleń to zupełnie inna ryba. To dla mnie już prawie nie kleń. To tylko kleń z nazwy, ale z zachowania jak szczupak, ale z małymi wyjątkami. Duże klenie przyjmują pasywny tryb życia. Lubią glinę, zastoiska. Jednakże muszą to być zastoiska czyste, bez liści. Osłonięte przez nurt powalonym drzewem, pniem, który by osłaniał to miejsce przed napływem liści. Rozkład liści powoduje wydzielanie się szkodliwych gazów. To uniemożliwia rybom bytowanie w takich miejscach. O takie zastosko z odpowiednią głębokością na małej rzece nie łatwo. Jednak, jak już się znajdzie takie miejsce to można być pewnym, że duży kleń tam będzie. Jest październik. Klenie z natury już mało i nie często wychodzą do owadów. Ale jest ocieplenie, więc próbuję. Nie zaszkodzi.
Chrabąszcz majowy od naszego moderatora Rafała Przybyły.
Widzę klenie. Penetrują wodę po uda na granicy nurtu. Pod drugim brzegiem rozciąga się zastoisko, które zajeżone jest gałęziami i większymi otoczakami. W polaroidach widzę gliniastą barwę dna, drobnicę i duże klenie prawie nieruchomo stojące na pograniczu nurtu. Posyłam chrabąszcza i pracuję nim w poprzek nurtu. Fajnie smuży powierzchnię wody. Praca spokojna – niestety nie przykuwa uwagi okazów. Szybka zmiana. Wiążę bezpośrednio do plecionki na luźnym węźle chrabąszcza mojego pomysłu. Trochę mniejszy, ciemniejszy, pracujący agresywniej. Nie smużący powierzchni wody. Nurkuje kilka centymetrów pod powierzchnię. Przyciśnięty, ciekawie bruździ wodę. Powstaje wybrzuszenie, owad pochłania trochę powietrza, które zamieniane jest w bąbelki tuż za przynetą. Dwa, trzy przeprowadzenia również nie wzbudzają entuzjazmu. Wydaje mi się, że klenie, które już są bardzo grube, nie mają ochoty podpływać bliżej powierzchni, by pochwycić wabik. Może im się po prostu nie opłaca, albo tusza nie pozwala? Sam nie wiem. Klękam, zwijam woblera i odczekuję kilka minut grzebiąc w pudełku. Nie mogę się zdecydować. Szansa może być ostatnia. Duży kleń jest cwany. Nie podejdzie się go na kilka metrów gdy słońce, które już nisko jest na horyzoncie świeci nam mocno w plecy. Nawet niska pozycja nie stwarza dogodnych warunków. Dziesięciostopowy kij nie może być niezauważony. Postanawiam dać szansę Góralowi. Klasyczny jesienny wabik w kolorze okonia. Nie wiem, czemu kleń szaleje za okoniową zielenią. Jest to jedna z ważnych zagadek związana z tym gatunkiem. Jakoś trudno było by mi uwierzyć, że kleń dałby radę w konfrontacji w małym okoniem. Potężne zęby gardłowe klenia kontra płetwa okoniowa... Ciekawa zagadka biologiczna. Na pewno jest w tym związek. Kolejny, cichy rzut pod drugi brzeg. Wobler praktycznie upada na styku wody z lądem. Kij w górze, kręcę bardzo wolno. Wobler idzie w pół wody. Odpuszczam zwijanie linki gdy przynęta wchodzi w obszar wirów. Widzę, że jeden się ruszył. Idzie. Fajny widok. Jak duży kleń odwroci się głową w moją stronę i w dodatku płynie pod słońce widać każdy szczegół. Głowa fajnie błyszczy, pokrywy skrzelowe nastroszone. Tym bardziej im bliżej do ataku. Świetny moment jest około 1-3 sekundy przed decydujacym atakiem. Kleń podpływa nie co od dołu i daje dynamiczny skok w stronę przynęty otwierając przy tym mocno otwór gębowy zasysa wodę wraz z woblerem. Zawsze jak łowię klenie, a szczególnie sposobem na wzrok, na upatrzonego lub na czuja jak kto woli – mam zawsze to przeczucie i widzę, że w szczególności okazy do ostatniego momenu nie przestają obserwować co się dzieje dookoła. Prawdopodobnie kleń, który zamieszkuje często odwiedzane odcinki ma to we krwi. Płynie w kierunku ofiary. Ma już ją na wyciagnięcie ręki. Tuż przed zdecydowanym atakiem zawsze widzę jak się patrzy. Patrzy się z całą powagą na brzeg. Tylko od nas samych zależy, czy nas zobaczy, czy nie. Tym razem ja przegrałem. Prawie pochwycił woblera, ale zrobił zwrot o 180 stopni tuż przed przynętą chlapiąc niesamowicie ogonem. Niezapomniany widok. Niezapomniane przeżycie. Szkoda, że nie mogę uwiecznić tej chwili na zdjęciu. Ale jak zamknę oczy to widzę ten chytry, przebiegły wzrok glinianego klenia.
Przemek Szymański Porozmawiaj o tym artykule na naszym Forum.
|



Sobota. Nie mogę usiedzieć już od rana. Tak się składa, że cały dzień spędzę bez rodziny. Sam, samiutki jak palec. Krótka decyzja. Idę. Nie byłem nad rzeką już dawno.
Nie znam stanu wody, nie znam lokalizacji kleni, ale kilka lat spędzonych na tej wodzie daje cień szansy, by wyjść bezstresowo i coś upolować. Jakoś nie mam koncepcji i w pośpiechu pakuję swój wędkarski dobytek do plecaka. Z szafy biorę „letnie” pudełko, a z przybornika wyjmuję kilka normalnych woblerów na już prawie ołowianą jesienną wodę.












