Start Technika połowu Kleń dla Zuchwałych cz.3 - Letnia Taktyka

Główne menu

Relacje

Sprzęt

Portal

Materiały Filmowe

Reklama
Kleń dla Zuchwałych cz.3 - Letnia Taktyka Drukuj Email
Technika Połowu
Wpisany przez Przemek Szymański   
wtorek, 16 sierpnia 2011 22:09

Lato było do nie dawna moją ulubioną porą roku. Piękne letnie niżówki uwidaczniały w rzekach to co dla wędkarzy poszukujących (...) klenie najlepsze. Płytkie przelewy sięgające daleko w nurt potrafiły obdarzyć kleniem przez cały dzień. Szybkie rynny trzymały największe klenie, brzany, jazie, leszcze w porach największych upałów. Równy nurt, ale brzeg zróżnicowany stwarzały dogodne warunki dla drobnicy, za którą podążały nie tylko białe drapieżniki. Piękne opaski, które były świetne przy prawie każdym stanie wody.

 

 

 

Dla zachęty, by odwieść czytelników od innych letnich spinningowych gatunków. Idźmy na klenie, grube klenie!

 

Teraz to się zmieniło. Zmienia się każdego roku, ale widać jak na dłoni, że pogoda robi się co raz bardziej dynamiczna i na pewno nie będzie rozpieszczać. O niżówki jest ciężej i nie widać poprawy sytuacji. Jedna ulewa potrafi już doprowadzić do prawie katastrofalnej sytuacji, która często zabiera dorobek życia. Jedna ulewa...

Uciekłem z nad Wisły w poszukiwaniu innych łowisk. Zdrada czasami jest bolesna, ale w tym przypadku bardziej zrozumiała. Nowe łowiska dają mi więcej elastyczności, a zmienność rzeki sprawia, że nie nudzę się nigdy. Przecież nad rzeką spinningista nigdy się nie nudzi.

 

Gdzie łowię?

Moje łowiska to rzeki od kilku do kilkudziesięciu metrów szerokości. Mają w swoim posiadaniu nie tylko fajne rafy, ciekawe i głębsze wewnętrzne zakręty, ale też tradycyjne – zewnętrzne płytsze i mocniej zarośnięte. Jeszcze nie tak dawno na dłuższym urlopie wakacyjnym uganiałem się nad Wisłą, teraz to się zmieniło i uprzedziło w przekonaniu, że nie ma co planować sezonu, czy następnego miesiąca wędkarskiego z góry z założenia, że tak będzie. Nie ma sensu. Pogoda i sprawy życia codziennego weryfikują często podobne sytuacje.

 

Tomek – forumowy ”Logan” z małym kleniem złowionym na casta na jednym z odcinków rzeki Wdy.

 

Małe rzeki z natury to ciężki poligon dla kogoś kto przyzwyczaił się do tego, że białe drapieżniki siedzą w kamieniach. Wielkorzeczne kamieniska tak świetnie dostępne na dużej rzece podczas niżówki lub przy średnim stanie wody, na małej, leniwej bierzącej wodzie są zakamuflowane parasolem roślinności, która doskonale chroni nie tylko miejscówki, ale i potencjalne ryby przed wędkarzami.

Jeśli tak jest to jak łowić? Jak dobrać się do kleni, które opychając się owadami i siedząc ukryte nie mają ochoty na nic innego niż coś małego wręcz mikroskopijnego?

 

Spójrzmy inaczej na problem.

Często słychać w żargonie wędkarskim narzekania na roślinność jako główny powód zaniku brań kleni w małych rzekach. Dla mnie to farsa. Mało zgodna z prawdą. Brak brań można tłumaczyć tym, że kleń znika z pola widzenia i chowa się właśnie w roślinności.

Czyli można z góry odrzucić typowe rzeczne miejscówki jako rybne. Głebsze zakręty, rynny, rafy – będą miejscami, gdzie klenia złowi się okazjonalnie. Złowi się go właśnie gdy przebywał tam ukratkiem lub po prostu przepływał. Nie neguję tych miejsc. Jednak łowię tam szybko i posyłam dobry wabik w newralgiczne punkty. Tylko po to, by nie tracić czasu. Głównym zapędem są inne stanowiska...

Bardzo mała rzeka. Lato to przy sprzyjających okolicznościach czas niskiej, czystej wody. Świetne warunki by obławiać takie stanowiska jak pokazuję na zdjęciu. Kleń chowa się pod baldachimem roślinności. Znakiem ryby zaznaczyłem potencjalne miejsca ataków.

 

 

To już nieco większa rzeka. Strefa przy moim brzegu obfituje w zaczepy, szybszy nurt i większą głębokość. Ciekawe miejsce na klenie. Jednak klenie znajduję z drugiej strony, na drugim brzegu. Słabszy nurt, mniejsza głębokość, rejon obfitszy w pokarm zwierzęcy, a także spokój dla ryb bardziej skusiły klenie do właśnie tej lokalizacji.

 

 

Prostka wychodząca z zakrętu. Kilkadziesiąt metrów dalej kolejny zakręt skręci mocno nurt w prawo. Kolejna sytuacja gdzie mój brzeg jest głębszy i obfituje z nieco mocniejszy uciąg. W/g poradników powinny być tutaj klenie. Brzeg umocniony kamieniami, większe głazy tuż przy brzegu – to książkowe miejsca. Niestety tutaj obyło się bez żadnych kontaktów z rybą. Klenie znajazłem na drugim brzegu. Piaszczyste czyste dno, wolny uciąg, dużo roślinności, owadów. I znowu ten rejon bagien, który uniemożliwia dojście nam w woderach. Nie ma szans na to, by podejść i bliżej obłowić miejscówki. Czyżby te cechy decydowały o rybności tych miejsc?

 

 

 

Idąc dalej rzeka się rozszerza by wpaść w fajną banię. Na tym płytkim rozlewisku, które niesie spory nurt przyczaiły się większe grupy kleni. Stoją przyczajone w cieniu prądowym tuż za roślinnością. Tylko rzuty tuż na granicy z otwartą wodą są kwitowane wyjściami ryb do wabika.


Przynęty.

Temat ocean. Nie do przebycia, ale warty polemiki i gdybania. Może w tym miejscu warto znowu odnieść się do planowania i zgubnej jej czynności. Przez lata uzbierało się tony doświadczeń, które wypracowane przez tysiące godzin spędzonych nad wodą procentują w takich właśnie chwilach. Idąc nad wodę, którą znam, wiedząc jakie mam warunki zabieram tylko kilka woblerów. Kilka sztuk, którymi mogę wstrzelić się w kilka fajnych miejscówek.

 

Imitacja osy w/g zamysłów naszego portalowego Rafała Przybyły.

 

 

Mój wymysł, czyli wylęg płoci, krąpia, wzdręgi – jak kto woli.

 

 

Nie ma lipy – tego nie muszę przedstawiać. Używam kiedy już prawie jestem na skraju wyczęczenia psychicznego.

 

 

Znowu moje ustrojstwo. Czarny brzuuch, mały ster, nisko umiejscowione przednie oczko, a także długie cienkie, ale bardzo widoczne czułki.

 

To tylko kilka przynęt na które łowię. Nie jest to moja podstawa, bo zmieniając wodę na inną inaczej pakuję swoje pudełko. Na jednej rzece będzie można bez trudu schodząc z prądem i łowić smużakami prowadząc je łukiem do brzegu lub spławiając je kilkadziesiąt metrów, by potem podszarpywać je pod prąd. Na innej większość rybnych stanowisk będzie dostępna prowadząc przynętę z prądem cieku. W takich przypadkach woblery o sterze zwróconym ku dołu pod kątem 90’ będą nie najlepszym rozwiązaniem. Siegam wówczas po inne konstrukcje. Raczki i Mrówki Rebela, żaby Dorado, woblery zaprzyjaźnionych lurebuilderów. Ster w tych woblerach wklejony jest pod dużo mniejszym kątem. To sprawia, że mogę uruchomić pracę woblera szybciej przy dużo mniejszej prędkości prowadzenia. Z reguły te przynęty mają agresywniejszą pracę, więc te zalety podczas prowadzenia z prądem nie pozostają bez znaczenia.

 

Nieco o Taktyce.

Połowy kleni w mniejszych, nieuregulowanych rzekach mają tą przewagę nad dużymi łowiskami, że w przypadku mniejszych cieków możemy znaleźć klenie w tych samych miejscówkach, nawet gdy poziom wody podniesie się lub opadnie o 20-30 cm. W dużych rzekach jest to z praktycznego punktu widzenia nie zawsze możliwe. Przeważnie jest tak, że na odcinku kilometra tylo kilka przelewów trzyma klenie. W przypadku zmiany poziomu wody klenie zmieniają miejsce postoju i zatrzymują się na przelewie, który był pusty tuż przed zmianą stanu wody. Oczywiście wszystko jest tutaj uwarunkowane tym, czy dany wskaźnik wody idzie w górę, czy w dół. Czyli trafienie na ryby z pierwszej ręki to jak traf, ale się zdarza.

 

„W lipcu na urlopie miałem fajne zdarzenia na pewnym łowisku. W sumie podsumowując dobrych kilka lat połowu na tym odcinku te zdarzenia są notoryczne. Ciekawy motyw do przemyśleń i doskonalenia warsztatu budowy przynęt na przyszły sezon...

Byłem nad wodą około godziny po świcie. Nie potrzebuję być tutaj wcześniej. Głęboki cień jaki pada tutaj przez okalający las sprawia, że dzień nastaje dłużej. Czują to klenie i wstają później. Podchodzę do mostu i oceniam sytuację. Jest dobrze. Woda nie drgnęła nic od wczoraj. Jest równa, bez zmętnienia. Ryb nie widać na razie. Jest za mało światła, ale wiem, że nie długo wyjdą z głębin zakrętu ku powierzchni, by pochwycić pierwszy posiłek tego dnia.

Schodzę z mostu i podążam na dobrze znane mi łąkowe rozlewiska. Jest tam wiele miejsc gdzie kleń zatrzymuje się o tak wczesnej porze. Dzięki tej wodze zauważyłem wiele cech tej ryby, o których kompletnie nie wiedziałem.

Jestem na miejscu. Chowam się za przybrzeżnymi krzewami i odczekuję około dziesięciu minut, aż klenie zapomną, że ktoś wędrował wzdłuż brzegu. W tym czasie główkuję nad pierwszym uderzeniem. Decyduję, że obłowię w kilku rzutach zakręt i rynnę w jej wcięciu. Myślę, że ostroschodzący filigranowy wobler będzie dobrym rozwiązaniem. Tradycyjnie w/g już wcześniejszych doświadczeń nic się nie stało. Aż dziw mnie bierze, że tyle lektury prasowej się przeczytało, a te rynny są puste. Może wogóle nie brać takich opracowań na poważnie? Może lepiej je przeglądać i porównywać ze swoimi doświadczeniami...

Zmieniam taktykę i do monofilu wiążę smużaka o ciemnych rysach. Nie znam masy przynęty, ale jest prawie neutralna i świetnie lotna. Pierwszy rzut. Do celu mam około 30 metrów. Nie ma wiatru. Lekka mgła spowiła okolice. Wysoki świerkowy las skutecznie opóźnia optyczny wschód słońca. Ciężko mi się wykonuje pierwsze rzuty. Krótki sześciostopowy kij badzo utrudnia markowanie spadów imitacji na powierzchnię wody. Zmieniam chrabąszcza na osę Rafała. Jest dużo lżejsza. Wykonana z innego materiału frunie lekko – prawie jak prawdziwy owad. Upada na powierzchnie wody równie naturalnie. Klenie nie czekały długo. Po każdym upadku owada na wodę następuje piękne wyjście ryby w kierunku wabika. Nie są duże. Takie trzydziestaki.

Teraz robię eksperymenty. Bardziej niż na barwie, kształcie imitacji skupiam się na jej masie. Okazuje się, że wobler imitujący owada musi być praktycznie jak najlżejszy. Problem tkwi właśnie w upadku na wodę. Upadek woblera musi być jak wpadniecie prawdziwego owada do wody. Ciche, lekkie. Bez plusku. Ma być znaczone jedynie kółkiem na wodzie. W innym przypadku ryba nie podpływa lub zawraca w połowie długości. Bardzo ciekawe wnioski...

Słońce wreszcie pokonuje horyzont. Szukam innego miejsca. Kroczę dłuższy odcinek i trafiam na fajną prostkę. Jest mało osłonięta. Słońce miło grzeje. Klenie na moją intuicję powinny wygrzewać się w okolicach spokojnej zanurtowej wody. Próbuję. Wiążę najlżejszego smużaka i rzucam w okolicę roślinności, na drugim brzegu. Jest tam fajny zagajnik. Musi tam być cieplej niż na moim brzegu. Nie mylę się. Klenie wychodzą do woblera, ale zawracają. Po kilkunastu minutach eksperymentów wpadam na przyczynę moich obecnych nie powodzeń. Okazuje się, że klenie płoszą się pracą woblera. Wydaje się to irracjonalne, ale skutecznie zacinam klenie tylko w sytuacjach kiedy wobler wogóle nie pracuje! Każde poruszenie go i spowodowanie by zaczął naturalnie kolebać wprawiają ryby w nieufność. Ostatecznie doprowadza to do zwrotów i zniknięcia ryb z łowiska.”


Opisałem jeden z moich tegorocznych wypadów na klenie. Takich i podobnych wniosków nasuwa się wiele. W tym przypadku łowienie polegało na naśladowaniu w praktyce wędkarstwa muchowego. Podejrzewam, że właśnie użycie suchej muchy załatwiło by problem.

 

Wydłubany z "zielska".

 

W praktyce okazało się, że w moim pudełku nie mam na obecną chwilę imitacji, która pasowała by letnim kleniom w tej rzece. To moje zimowe wyzwanie, by zrobić bardzo lekkiego bezsterowaca. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Szkoda, że sprawdzian odbędzie się dopiero za rok. Osobiście polecam Wam jak najczęstsze wypady na klenie i czytanie materiałow z przymróżeniem oka. Pamiętajcie, że swoje doświadczenia należy weryfikować na bierząco. Klenie też się rozwijają i uczą się...

 

Przemek Szymański

Skomentuj ten artykuł na naszym Forum.

 
Lure Factory 2012...
Reklama

Społeczność

Rejestracja
Forum
Facebook

Działy tematyczne portalu

Filmy
Poradnik
Publicystyka
Relacje
Sprzęt
Warsztaty

Aktualnie on-Line

Naszą witrynę przegląda teraz 36 gości i 5 użytkownik 
  • mirek
  • Lechu
  • Majki
  • bobesku
  • Dominik Kubisz

Redakcja - Przemek Szymański, Lesław Ruszała, Arkadiusz Kubale
Współpracownicy - Maciej Wieczorek, Piotr Flor, Paweł Brzuskiewicz, Rafał Kubicki, Remigiusz Kopiej, Kamil Rudnik, Dominik Kubisz, Mirek Świerkot, Darek Mrongas, Rafał Przybyła, Robert Szczepański, Sebastian Zdrojewski, Marcin Janaszkiewicz, Radosław Duszyński, Tomasz Cegiełka, Andrzej Walas i Jacek Grzeszczyk
Korekta tekstu - Arkadiusz Kubale (od 16.10.2011)
Moderatorzy forum - Rafał Przybyła, Lesław Ruszała, Arkadiusz Kubale, Przemek Szymański i Tomasz Palacz.
"Nakład" - www.naklenie.pl czyta miesięcznie średnio 28 000 osób (dane home.pl na maj 2012).
Copyring@2007-2012 www.naklenie.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone!
Materiały opublikowane w tym serwisie chronione są prawem autorskim.
Wykorzystywanie ich w całości lub w części, bez wiedzy i zgody redakcji, jest zabronione.
Realizacja pomysłu projektu:Websites Watford.
Szablon graficzny: templatka.pl
Portal istnieje od 01 lipca 2007 roku.




naklenie.pl naklenie.pl naklenie.pl naklenie.pl naklenie.pl