| Początek z Muchą cz.1 |
|
|
| Technika Połowu | |||
| Wpisany przez Mirek Świerkot | |||
| piątek, 17 czerwca 2011 23:32 | |||
|
Po słowie.
Na pewno na samym początku potrzebne są chęci do podjęcia wyzwania i spróbowania czegoś nowego, wydawać by się mogło równie tajemniczego, co trudnego. Choć z czasem okaże się, że wcale tak nie jest, to pierwsze kroki mogą zniechęcać, jednak później wykonuje się wszystko machinalnie. Niejednokrotnie podziwiałem i wpatrywałem się z podziwem w ludzi łowiących tą metodą. Zastanawiałem jak to jest możliwe, zresztą pytań nie było końca. Mimo tego, że nie chłonąłem wiedzy teoretycznej, nie studiowałem książek na ten temat, pewnego razu przy okazji wizyty w sklepie wędkarskim, nabyłem pierwszą w życiu muchówkę. Fascynowała mnie wtedy jej lekkość, delikatność i finezja, a brak znajomości teorii zupełnie mnie nie zrażał. Wielu w tym miejscu może się ze mną nie zgodzić, ale na dziś uważam to za słuszną kolejność. Na nic teoria, jeśli nie wdraża się jej od razu w życie, nie utrwala się nawyków i nie sprawdza jej od razu w praktyce. Z czasem zdobyta w ten sposób wiedza chowa się za mgłą, by chwilę później ulecieć. Oczywiście zapytałem sprzedawcy mniej więcej o klasę i przeznaczenie wędki, jak się łatwo domyśleć propozycja oscylowała w środkowym przedziale, by nie popadać w skrajności (nie chodzi o jakość czy cenę). Zakup niby przypadkowy i nieprzemyślany, ale odmienił wiele w moim życiu i dotychczasowym podejściu do wędkarstwa. Pokochałem pstrągi, górskie rzeki, poznałem wielu pasjonatów, którzy nie tylko czas nad wodą spędzają z wędka w dłoni, lecz dają jej swymi działaniami wiele od siebie.
Pierwsza wędka.
Mowa tu o wszelkiego rodzaju stowarzyszeniach, klubach miłośników i innych mniej oficjalnych zrzeszeniach ludzi, którzy rozumieją jak ważne w naszym hobby jest zachowanie równowagi biologicznej w przyrodzie. Jest to jednak wątek na szerszą dyskusję, więc nie ma sensu go w tym temacie rozwijać i wróćmy do istoty. Pewnie większości z was również wędkarstwo muchowe, kojarzy się z rybami łososiowatymi i górami gdzie jest jego kolebka, jak i cenami przystępnymi jedynie dla nielicznych. Ceny to mit i przeszłość, dziś w cenie kompletnego zestawu spinningowego, można mieć podobny muchowy. Samo zaś wędkarstwo i technika muchowa myślę, że w dzisiejszych czasach na tyle ewoluowało, jak wiele innych dziedzin, iż z powodzeniem może być stosowane na wodach nizinnych, do połowu wielu gatunków ryb, również kleni, które natomiast polubiliście wy, użytkownicy „naklenie.pl”. A więc mam już pierwszą wędkę, która łatwo się wyróżnia od pozostałych charakterystyczną cechą zauważalną pierwszym rzutem oka.
Charakterystyczna cecha.
Całe szczęście (reklamować firm też tu nie będę) była wykonana z włókien węglowych, gdyż dziś wiem, że ta z szklanych szybko by mnie zniechęciła. Uważam za bardzo istotną jej wagę, jak i wyważenie całego zestawu by móc czerpać w pełni przyjemność z tej metody. Chyba nikt nie chciał by się zmuszać do nieustannych wymachów obolałą ręką, przezwyciężając grymas bólu na twarzy. Jak wybrać klasę wędki? Na klenia podobnie jak ja na pstrąga trzeba celować w środek klasyfikacji, czyli #5/#6 wg normy AFTM. Co oznaczają te skróty rozwinę dalej, może jak dojdziemy do sznura, będzie łatwiej, lecz porównać je można do tradycyjnego ciężaru wyrzutu. Rękojeść oczywiście z korka, innej sobie nie wyobrażam, dobre przelotki typu tzw”S”(wyjątkiem może być pierwsza). Przelotki tego typu choć mogą wydawać się bardziej prymitywne, zapewniają właściwą pracę linki i takie być powinny. Pozostałe parametry kija to rzecz gustu i nikomu nie będę niczego sugerować, kto co lubi i preferuje, podobnie jak w spiningu. Do mnie po dzień dzisiejszy koledzy mówią, że preferuję wędki o akcji krowiego ogona, ale ja się z nimi dobrze czuję i nie mam zamiaru tego zmieniać. Mając już pierwszy element zestawu, zacząłem go sukcesywnie uzupełniać o kolejne części składowe.
O kołowrotku i sznurze muchowym.
Rozpocząłem również edukację i wiedziałem, że wszystkie składniki muszą być w tej samej klasie AFTM, która jest nieodzownie z wszystkim związana. Tak więc kołowrotek również w tej samej numeracji i już mam dwie części składowe zestawu. Sam kołowrotek niczym szczególnym się nie wyróżnia, więc patrząc po cenach w sklepie trudno oprzeć się wrażeniu, że niektórych producentów grubo ponosi fantazja. Oczywiście powinien płynnie się kręcić, nie wydawać dziwnych dźwięków, nie być wykonany z chińskiego plastiku i to chyba tyle. Pełni on jedynie funkcje magazynka linki i wywarza zestaw, więc zastosowanie kosmicznych materiałów i technologii jak dla mnie jest tylko szpanem i naciąganiem portfela. Zresztą wszyscy sobie możemy porównać i wyobrazić zaawansowanie technologiczne jak i system pracy kładąc obok siebie dwa kołowrotki, jeden o szpuli stałej, drugi ruchomej. Skoro mam już kołowrotek zaczęła mnie nurtować kwestia co na niego nawinąć i jeśli mam być szczery to w tym momencie rozpoczęły się schody. Szeroka gama sznurów muchowych, mimo zgłębiania w tym okresie już literatury, nie dawała pewności co wybrać. Różne źródła podawały zupełnie sprzeczne informacje, co lepsze na początek, od czego należało by zacząć. Wykorzystując tą niepewność zanim nawinąłem linkę rozpatrzyłem kwestię podkładu pod nią. Mój portfel nie był zasobny więc chciałem troszkę zaoszczędzić, ale czas pokazał nie było na czym. Początkowo planowałem nawinąć jakąś starą żyłkę, jednak nie wiedzieć czemu może to być w sprzeczności z RAPR, który mówił "wędka stosowana w metodzie muchowej musi być wyposażona w sznur muchowy i kołowrotek o szpuli ruchomej. Żyłkę wolno stosować wyłącznie do wiązania przyponów, których długość nie może przekroczyć dwukrotnej długości używanego wędziska." Na dzień dzisiejszy przepis ten uległ chyba modyfikacji, ale i tak bym nie szukał materiału zastępczego. W sklepie rolka podkładu to koszt około 15zł., więc bandaże i inne tego typu wynalazki, które brałem pod uwagę poszły w las. Brak podkładu będzie skutkował złym wyważeniem zestawu, jak i dodatkowo sznur nawinięty bezpośrednio na cienką ośkę ulegnie deformacji i zniszczeniu. Czyli miałem już podkład, czas więc wracać do linki zasadniczej i kłopotów z jej doborem. Dlaczego sprawiło mi to tyle kłopotu osądźcie sami, choć z czasem wszystko okaże się proste i jasne jak słońce.
Kołowrotek z różnymi kolorami sznura i podkładu.
Poszczególne sznury dobiera się w określonym ciężarze, którego podział dokonano na podstawie wagi jego pierwszych dziesięciu jardów i umieszczona właśnie według wspominanej skali AFTM. Numeracja przebiega od 1 do 12, a ciężar odpowiednio waha się w przedziale od 3,9 do 24,7g.
Same sznury dzielimy jeszcze pod względem jego kształtu i również maja tu one swoje oznaczenia.
1) "WF"- sznury przeciążone z przodu .Ten rodzaj sznura w swej budowie jest z przodu grubszy, a zarazem cięższy, co ma za zadanie ułatwić dalsze i celniejsze rzuty. Cięższy przód z łatwością wyciąga resztę linki a praktyczniejsze zadanie spełnia przy standardowym rzucie z nad głowy. Przy nawijaniu takowego na kołowrotek zwracamy uwagę by koniec z tzw. głowicą rzutową był nawinięty jako końcówka, czyli w gotowym zestawie musi znaleźć się na początku.
2)"DT"- sznury koniczne tzn. takie, które w swej budowie są grubsze i cięższe w środkowej części. Taka budowa sprawia ze stosując technikę rollcast cięższy środek łatwiej wyrywa koniec sznura z wody i pozwala ciszej podać samą przynętę. Dodatkowa zaleta takiej budowy to dłuższa żywotność, gdyż w przypadku uszkodzenia końcówki można go tylko przewinąć i dalej pozostają nam te same parametry. Nie zapominamy jednak iż wytrzymałość jego będzie już znacznie ograniczona dlatego na szerokich wodach nie polecam czegoś takiego.
3)"L"- takie oznaczenie maja już zanikające sznury cylindryczne które jak zwykła żyłka na całej swej długości są jednakowego kształtu. Ostatnio pojawiły się sznury trójkątne, lub gwiazdkowe w swej budowie jednak i one są podporządkowane pod dwie pierwsze klasy. Ten profil linki daje optymalny jej obrót w czasie rzutu - dlatego, że najcięższa część linki przez cały czas przetacza najlżejszą część na jej przedzie. Jednocześnie zapewnia delikatną prezentację, łatwe i eleganckie jej podrywanie oraz wytłumia zaburzenia powierzchni wody podczas jej spływu.
Następnym sposobem podziału i symboli jest jego pływalność. Pod tym względem wyróżniamy sznury pływające "F", które zazwyczaj są też w jasnych jaskrawych kolorach ułatwiających jego obserwację. W tej klasyfikacji znajda się również pływające z tonącą końcówką, która ma ciemniejsza barwę od reszty. Sznury tonące "S" najczęściej w ciemnych barwach i w różnym rodzaju szybkości tonięcia. Po mimo takiej różnicy w kolorystyce dla obu grup można spotkać sznury bezbarwne w obu klasach a sprawdzają się one podobno na mocno przełowionych łowiskach. Myślę że choć to tylko kilka podstawowych informacji o podziale sznura muchowego, teraz po tych wypocinach taki symbol "DT5F" będzie dla wszystkich jasny bo chodzi o sznur koniczny środkowo pogrubiony, pływający o ciężarze pierwszego odcinka wynoszącym 9,1g. W końcu wybrałem, jako że zarówno wędka jak i kołowrotek to szóstki, to i linka musiała mieć ten numer w symbolu, a zdecydowałem się na typ „WF6F”. Po dzień dzisiejszy uważam to za trafny wybór I stoję po tej stronie barykady, która poleca początkującym właśnie ten rodzaj sznura. Sznur jest najistotniejszym elementem zestawu, dzięki niemu możemy podać na znaczną odległość muszkę ważącą poniżej grama, mimo swobodnego spływu bez problemu wykonać skuteczne zacięcie ryby, wyczuć w palcach jej branie, przenieść odpowiednią siłę podczas holu i wiele innych. Mimo tego że w późniejszym czasie na tym nie oszczędzałem, na początek zanim opanujemy techniki lepiej wybrać coś tańszego. Dobry sznur muchowy to dziś 200-300 zł. rolka 25m., lecz na początek Cortland oferuje dobre linki z tańszej serii, co uznałem za dobry początek. Przeciągam zadowolony przez szczytową przelotkę, mój nowy nabytek i odkrywam kolejny problem, jak z nim połączyć przypon, węzłem czy też może istnieje jakiś inny trick. Staram się wówczas znów coś wyczytać, lub spróbować na własną rękę coś wymyślić, gdyż to czasy były z małym dostępem do internetu. Z tego co wyczytałem można było szyć, stosować specjalne wiązania, jednak nie ma co się nad tym rozwodzić, najprostszym i dziś uważam jedynie słusznym rozwiązaniem jest zastosowanie specjalnego łącznika.
A co z przyponem?
Pod słowem specjalny nie kryje się jakaś droga konstrukcja, zwykły kawałek plecionki, z dwoma pętelkami i rurkami silikonowymi za parę złotych. Trzeba to przeciąć w połowie i tak naprawdę, mamy wtedy dwa łączniki (jeden na zapas), do środka tak przeciętej plecionki wkładamy końcówkę sznura na długość. około 1 cm., później na to daję kropelkę szelaku dla wzmocnienia połączenia i na całość naciągamy kawałek rurki igielitowej będący oryginalnie na łączniku. Szelak prócz wzmocnienia takiego połączenie dodatkowo zapobiega rozwarstwianiu się przeciętej końcówki łącznika a, że jest nieodzowny w późniejszym wyposażeniu, również się przekonamy.
Połączenie sznura i łącznika.
Brakowało mi już tylko przyponu, do którego mógł bym dowiązać sztuczną muszkę, by zestaw był pełny. Pierwsze przypony wykonywałem samodzielnie, łącząc ze sobą za pomocą węzła baryłkowego, kilka odcinków żyłki różnej grubości. Zaczynałem od kawałka 25cm. żyłki 0,40 mm. Następnie 20cm. - 0,30mm., 20cm. - 0,25mm. i 25cm 0,20mm. Kończyłem to już zwykłym przyponem długości 30cm i przekroju 0,18mm. mocowanym w tradycyjny sposób. Tak robiłem kiedyś. Dziś z czystego lenistwa, no może braku zapasu żyłek, kupuję gotowe przypony koniczne. Są to fabrycznie produkowane odcinki żyłek, które zwężają się w swej budowie w sposób podobny jak przy własnoręcznym wiązaniu, tyle że węzeł został wyeliminowany. Zwężenie takie jest konieczne, gdyż ułatwia, dobre podanie muszki, jej odpowiednią prezentację i łatwiej przenosi naprężenia w czasie zacięcia i holu ryby. Właściwie miałem już prawie wszystko z czym można rozpocząć naukę i szkolenie technik rzutu itp.
Technika rzutu.
Wielu ludzi sugerowało i do dziś można spotkać takie opinie, że właściwie już z samym sznurem można próbować, czy nad wodą czy na łące swoich pierwszych rzutów. Oczywiście asfalt odpada, a owa łąka najlepiej by była mokra, w przeciwnym razie ryzykujemy zniszczeniem sznura. Radzę jednak zainwestować, lub zdobyć kilka muszek jak sam zrobiłem i udałem się na pobliski staw. Muszki nie musiały być jakieś wzorcowe, zwykły losowy przypadek, gdyż służyć miały innym celą niż połowy. Wziąłem to na logikę, próby z samym sznurem nie odzwierciedlą efektu jak układa się na wodzie przypon, jak dotyka wody muszka, a są to istotne elementy techniki połowu, które trzeba szkolić od samego początku. Cóż by mi dało wykonanie najdalszego rzutu, gdyby wszystko wpadając do wody wytwarzało tyle szumu co cegła. Jest to oczywiście moja opinia, myślę jednak ze godna rozważenia przez tych, którzy mają zamiar również spróbować swych sił. Zanim jednak wyruszyłem na pierwsze testy, sprawdziłem wyważenie zestawu. Jest to łatwy zabieg i polega w najprostszej wersji by wesprzeć początek rękojeści np. na palcu wskazującym i zobaczyć czy całość układa się w płaszczyźnie poziomej. Korekta i weryfikacja może się odbyć na wiele sposobów, dołożyć lub zmniejszyć ilość podkładu, zamocować kawałek taśmy ołowianej pod stopkę kołowrotka itp. Nie wielu zwraca na to uwagę, nie jest to konieczny element, jednak może bardzo znacząco poprawić komfort późniejszego łowienia. Teraz już naprawdę nie pozostało mi nic innego jak rozpocząć swoje pierwsze zmagania i próby opanowania zestawu. Jest wiele technik rzutu jednak nie podjął bym się ich opisywania i nauki, od tego jest literatura fachowa, a i w niej słowo pisane nie zastąpi prób terenowych, to trzeba po prostu wyczuć. Jako nie doświadczony wędkarz musiałem szukać otwartych łowisk, łatwych technicznie i tam metodą prób i błędów, zasłyszaną teorię wcielać w życie. Zacząłem od poprawnego trzymania zestawu w dłoni, który choć w pewnym stopniu pozwalał wyeliminować spinningowy nawyk jakim jest ruch nadgarstka. Nadgarstek powinien być nieruchomy, a siłę do rzuty uzyskujemy jedynie z ruchu przedramienia. Są dwa sposoby uchwytu, pierwszy to trzy kolejne palce od małego do środkowego spoczywają od dołu po stronie mocowania kołowrotka. Palec wskazujący wyprostowany, układa się w jednej linii z wędziskiem, kciuk zamyka całość od góry. Drugi sposób, cztery palce tworzą podparcie z dołu, a kciuk układa się w linii wędziska, jak w pierwszym sposobie palec wskazujący. Dla zniwelowania odruchu nadgarstka, próbuje się również usztywnienia za pomocą opaski lub innego sposobu taki jak bandaż elastyczny. Usztywnienie to polega na czasowym ciasnym jego owinięciu wraz z rękojeścią wędki. Próbowałem i naprawdę w znacznym stopniu eliminuje to ten nie pożądany odruch i szybko nie będzie musiało być już stosowane.
Sposoby trzymania wędki.
Samo rzucanie rozpocząłem jak chyba wszyscy, od klasycznego znad głowy, jest to najprostsza technika choć nie zawsze w każdych warunkach da się ją wykorzystać. W metodzie muchowej wabik jakim jest muszka, jest nieporównywalnie lżejszy niż przynęta spinningowa, której ciężar i mocny wymach pozwala na zarzucenie zestawu. Faza rzutu muchówką składa się z, poderwania sznura, nadania mu odpowiedniej pętli prędkości i kierunku, jak i momentu gdy on sam prowadzi już imitację owada. Gdy poderwiemy już sznur, poprzez coraz szybsze wymachy przedramieniem, nadaje się mu coraz szybszą prędkość (ewentualnie długość) i kierunek, przy czym przeciwnie do metody spinningowej, szczytówka wędziska nie powinna kreślić okręgu. Wygląda to mniej więcej tak, poderwany sznur kreśli pętle za głową i układa się równolegle do linii wody (gdyby szczytówka zataczała okrąg było by to niemożliwe).
Coraz szybszymi, a nie silniejszymi wymachami nadajemy sznurowi coraz więcej energii potrzebnej do oddania rzutu ( w metodzie skandynawskiej dodaje się w tej fazie kolejne metry sznura, wyciąganego ze szpuli, wymaga to jednak dodatkowej wprawy i synchronizacji). Gdy sznur prostuje się nam za plecami lub z przodu i ugina wędkę ( występuje tzw ładowanie kija) wykonujemy ruch powrotny, powtarzając kilkakrotnie. Gdy uznamy, że nadeszła pora rzutu, gwałtownie przerywamy te czynności, kierując wędkę w pożądanym kierunku, a energia z sznura i prostującej się szczytówki pozwoli na naprawdę daleki rzut. Naprawdę trudno to opisać i trzeba sobie wszystkie poszczególne fazy wyćwiczyć, co wbrew pozorom nad wodą wcale nie jest trudne. Błędy w poszczególnych fazach rzutu objawiają się w następujący sposób zbyt krótki czas między wymachami:
Kolejna technika do jakiej przeszedłem był rzut rolowany, przydatny w bardziej trudnych łowiskach, gdzie nie ma miejsca na szerokie wymachy. Polega to na tym, że wyciągnięty i ułożony na wodzie sznur wprawiamy w ruch wykonując znak pętli szczytówką. Energia jaką w to włożymy pozwala na to by owa pętla z kolei płynnie przesuwała się po całej lince podrywając na końcu przypon wraz z muszką i opada w żądanym miejscu. To tylko kilka sposobów, mających jedynie w przybliżeniu zobrazować zasady rzutu gdyż do tego dochodzą techniki, skandynawskie, łososiowe, pod kijem, spey, z wiatrem, pod wiatr, wykorzystanie nurtu itp. Dla zainteresowanych polecam literaturę fachową, pomoc znajomego wędkarza no i próby oczywiście, aż do wyrobienia i wpojenia sobie techniki. Gdy opanowałem i zrozumiałem już łatwiejszą technikę rzutu, nadeszła pora by wybrać się na pierwsze na planowane połowy. Łowiska nadal musiały być dość przestronne co pozwalało mi na szerokie wymachy, bez obaw o splątanie, czy uszkodzenie zestawu.
Mirosław Świerkot Skomentuj ten artykuł w temacie na naszym Forum.
|



Długo zastanawiałem się jak napisać ten tekst i mówiąc szczerze nadal nie bardzo wiem jak to zrobić, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Nie chce tu powielać mnóstwa poradników jakie na ten temat każdy bez trudu znajdzie w internecie, powielać szeregu tych samych tabelek, czy suchych formułek.
Dlatego też może słowem wstępu będzie to jak ja sam zaczynałem przygodę z wędkarstwem muchowym, zgłębiałem jego tajniki i do czego doszedłem.















