| Kleń dla Zuchwałych cz.1 - W Górę, czy w Dół? |
|
|
| Technika Połowu | |||
| Wpisany przez Przemek Szymański | |||
| sobota, 28 sierpnia 2010 00:07 | |||
|
Łowimy idąc z nurtem wody
Tutaj sprawa jest bardzo komfortowa, jeśli chodzi o samo podanie przynęty. Wyobraźmy sobie nie uregulowaną rzekę lub częściowo uregulowaną opaską. Piękna sprawa, jeśli brzegi są porośnięte wysokimi trawami okraszonymi wierzbami, które dobrze maskują naszą pozycję. Możemy wtedy nawet nie maskując łowić w pozycji wyprostowanej. Kleń nie ma szans nas zobaczyć. W takim podejściu możemy świetnie obłowić rafy, rynny, opaski małe burty, które trzymają klenie bliżej brzegu. Przynętę najczęściej rzucamy prostopadle do swojej pozycji i ściągamy ją łukiem do brzegu. Taka technika daje nam nie ograniczone możliwości. Zależnie od stosowanych przynęt, które różnią się nie tylko pływalnością, ale masą, stawianym oporem względem nurtu możemy stosować różne techniki prowadzenia przynęt. Łowiąc na gumowe żabki, których kształt sprzyja wypływaniu pod powierzchnię za sprawą napierania nurtu warto robić przystanki w zwijaniu linki. Żabka opada wtedy w kierunku dna. Każde poderwanie wędki ku górze ta przynęta kwituje skokiem. Pomaga nam w tym nurt i dobre ustawienie się względem pozycji. Warto to poćwiczyć w nurcie na płytkiej wodzie zakładając okulary polaryzacyjne. Od razu zauważycie, że dobierając odpowiednio masę główki do siły uciągu wody można prawie wcale nie używać kołowrotka. Przynętę tą w takim przypadku najwygodniej prowadzić samym wędziskiem. Kołowrotek w takim przypadku to tylko przedmiot do niwelowania luzu. Praktycznie taką technikę łowienia z nurtem można stosować od wahadłówek po obrotówki lub woblery. Woblery stwarzają niedoścignione wzory, jeśli chodzi o sposoby i liczbę technik ich prowadzenia. Wykorzystując nurt i ustawienie możemy wypuszczać woblera na dalsze odległości. Spływający wobler, jeśli nie będzie przytrzymywany będzie nie postrzeżenie wchodził w rejon kleni. Mówienie o woblerach w takich kryteriach to w sumie pomyłka, bo czasy się zmieniają. Pojawiają się niedoścignione wzory owadzich woblerów, które wyglądem bardzo przypominają oryginały. Spławiając taką imitację z prądem i zatrzymując ją na chwilę możemy liczyć na brania kleni. W rzeczy samej są dni kiedy klenie biorą na spławiane owady lepiej niż na ściągane w tradycyjny sposób.
Na zdjęciu widzimy prostkę, która wychodzi z ciasnego zakrętu
Przed kolejnym zakrętem widoczny jest ciekawy nawis i duża koncentracja gałęzi w wodzie. To odbija nurt w lewą stronę i wymywa rynnę u podnóża przeszkody. Są tam klenie!
Nie zapominam o niskiej pozycji podczas wędkowania. Jak sprawdziłem podczas kilku wypraw. Nie tylko okolice zwaliska, ale także cały drugi brzeg obfituje w klenie różnej wielkości. Przyciąga je podmyty brzeg i głębsza rynna. To doskonałe miejsce by wypróbować spławianie owadów z nurtem rzeki.
Żabka Dorado – dobra do cichych rzutów prawie na drugi brzeg. Klenie są całkiem przy brzegu i cały szkopuł w tym by przynęta była tak zaprezentowana rybom jakby „wyszła z brzegu” - jak żaba.
Owad handmade
Osa własnego pomysłu
Imitację owada wrzucamy pod sam drugi brzeg. Czym bliżej tym lepiej. Należy pamiętać, że jest tam rynna i prawdopodobnie będą tam klenie. Przynęta upada cicho na powierzchnię i przy wysoko podniesionym kiju kontrolujemy jej spływ. Ja to nazywam kontrolą na pół napiętej lince. Niby owad spływa swobodnie, ale cały czas kontrolujemy jego spływ podtrzymując go co 2-3 sekundy na chwilę. Dobry sposób na zaciekawienie ryb. I często się udaje!
Korzystając z przynęt wolno opadających lub pływających można świetnie łowić w poprzek rzeki. To swoista odmiana połowu kleni maszerując z dół rzeki. Tutaj od razu nasuwa się trudność z podejściem do ryby, bo należy zauważyć, że podchodząc tak rybę wystawiamy się na wścibskie kleniowe oczy w pierwszym podejściu. Z góry mówię, że 90% ryb nie damy rady oszukać. Omawiany sposób połowu jest na tyle trudny, że czasami zastanawiam się dlaczego uparcie próbuję zastosować przepływankę w postaci spinningu.
Fajny łąkowy odcinek rzeki. Poruszamy się na czworakach lub czołgając się. Długi kij wysoko uniesiony, cienka żyłka, owad uwiązany na luźnym węźle.
To świetna metoda na oszukanie tej ryby. Wędrujemy ( czołgamy się ) na czworakach w dół rzeki i każde spowolnienie w okolicy drugiego brzegu jest warte by podrzucić imitację owada. Często się zdarza, że łowić będziemy na długość kija, co tłumaczy zbyt przesadny proces w podejściu do łowiska.
Wczesna wiosna. Brak roślinności, nie ma jak się ukryć. Klęczę i łowię na płytko schodzące woblery. Długi trzy metrowy kij pomaga w wachlarzowatym sposobie prowadzenie przynęty.
Dobra meta na kwietniowe klenie. Ryby znajdują się na granicy rwącej i spokojnej wody. Wrzucam woblera w nurt i sprowadzam go po łuku w okolicę cofki. Tam staram się go najdłużej przytrzymać.
Rynna pode mną. Nie maskuję się. Nie ma sensu, bo ryby są przyklejone do dna rynny, która wcina się pod mój brzeg. Opuszczam nisko kij i prowadzę ostro schodzący wobler pod prąd tuż przy dnie. Luty i zima rządzą się innymi prawami.
Miejscówka typu jedno branie zmiana miejsca. Klenie są tuż za zakrętem w spowolnieniach za kładącym się tatarakiem. Jeden rzut dobrą przynętą wystarczy by, któryś z nich wziął. Nie wykorzystane branie skutkuje ich późniejszym brakiem.
Maciek z „czterdziestakiem” złowionym idąc z dół rzeki
Łowimy idąc pod prąd
To jakby łatwiejszy sposób prezentacji przynęty, ale tylko w teorii. Na skuteczność naszych przynęt przedkładana jest w szczególności jej praca, drgania przynęty, które wabią klenie do ataku. To podstawa kleniowej teorii. Lwią ilość brań zawdzięczam właśnie odpowiedniej akcji woblera na, którą oddziałuje opór wody. Tym większe będą drgania przynęty im większy opór przynęta napotka podczas prowadzenia. Nie muszę tutaj przypominać, że prowadząc przynętę właśnie z prądem pozbawiamy nasze wabiki tak istotnego oddziaływania. Tak, więc dochodzimy do istotnego wniosku – z prądem łowimy, ale nie zawsze i nie wszędzie. Oczywiście z prądem łowię zawsze tam gdzie to będzie możliwe z technicznego punktu widzenia. Zawsze w pudełku mam kilka wabików, które spełniają cięższe wymagania terenowe. To choćby specjalnie skonstruowane owady z szerszym sterem lub obrotówki ze skrzydełkiem typu aglia.
Ciekawa miejscówka by zaprezentować naturalnie spływający pokarm właśnie kleniowi. Łowię w miejscu gdzie zrobiłem to zdjęcie. Rzucam najczęściej Meppsa Aglię pod drugi brzeg gdzie nurt atakuje tworząc głębszą rynnę. Przynętę staram się szybko wyprowadzić na spokojna wodę, ale prowadząc ją na skraju nurtu. Świetny sposób na oszukanie nie tylko kleni!
Meandrująca rzeka. Ciężkie warunki by próbować opisywanego sposobu podania przynęty. Tutaj można jedynie poprowadzić obrotówkę na skraju zatoki po prawej stronie. Brania powinny być zaraz za roślinnością.
Leniwy odcinek rzeki. W tym miejscu można obławiać z nurtem całe koryto z uwzględnieniem środkowej jej części.
W tym artykule opisałem tylko kilkanaście sytuacji. Podsumowując - podczas każdego wędkowania mamy zapewne kilkaset miejsc gdzie kleń będzie występował i gdzie zapewne obierze sobie stanowisko. Do tego dochodzi nasza pozycja względem tego miejsca lub ryby, a to znowu kolejne utrudnienie i inna jakby przynęta.Każde moje podejście do miejscówki to inna taktyka. Znając miejsce staram się zawsze wprowadzać odrobinę świeżości. Łowiąc we wtorek miałem wyższą wodę. Kleń stał przy brzegu tuż przy roślinności. Dzisiaj jest w korycie, bo woda jest niższa. Nurt zelżał, co stwarza doskonałe warunki by zacząć łowienie z prądem rzeki. Wykonuję, więc kilka kontrolnych dobrych rzutów prowadząc przynętę z prądem rzeki. Jeśli nic się nie dzieje obchodzę to miejsce z drugiej strony i próbuję zabawy z nie co innego kąta.
Leśny mieszkaniec nizinnej rzeki
Niestety nie prowadzę statystyk i nie podsumowuję w liczbach skuteczności owych sposobów, ale jestem pewny, że błąd robi ten kto nie łowi pod jak i z prądem rzeki.
Przemek Szymański
|



Zainspirował mnie na portalu pewien młody spinningista, który uparcie pytał o tą kwestię. Jak podchodzić do klenia? Jak go łowić? Idąc w dół rzeki, czy może iść pod prąd od ogona jak każą podręczniki, elementarze wędkarskie, które są zbiorem wiedzy autorów. Ale kto jak kto nawet autorzy mają prawo się mylić.
Są wszak ludźmi. Już wiele lat temu wyszedłem temu naprzeciw i łowię po mojemu – czyli tak i tak! Na początku podejdźmy do tematu teoretycznie. Zastanówmy się co daje nam przejście przez łowisko łowiąc z prądem rzeki , a co gdy podążamy pod prąd?























