| Klenie ze Stojącej Wody |
|
|
|
| Technika Połowu | |||
| Wpisany przez Kamil Rudnik | |||
| środa, 03 lutego 2010 00:00 | |||
|
Przystępujemy zatem do psychologicznego rozpracowania klenia , wchodząc w jego skórę myślimy „ co , gdzie i kiedy bym jadł gdyby przyszło mi tu pływać?”. W tym momencie przystępujemy do rozpoznania łowiska , a więc poprzedzająca łowienie obserwacja. Kryspinów czy Budzyń to idealne miejsca na letnie eskapady z wędka , idealne też dla krakowskich plażowiczów których w gorące dni jest tu bezliku. Fakt ten znacznie nas ogranicza czyniąc wczesny ranek i zachód słońca idealną porą na polowanie. Linia brzegowa jest bardzo słabo rozwinięta, nieliczne kryjówki stanowią zwisy gałęzi drzew nad tafla wody czy przybrzeżna roślinność, a także pomosty czy filary podtrzymujące zjeżdżalnię . Są to wyborne potencjalne miejsca gdzie znajdziemy klenia , a właściwie klenie, które grupują się w „stada” ryb o podobnej wielkości. Niech nie dziwi zatem ławica 6-7 czerwonopłetwych „pięćdziesiątczaków”. Niezbędne w poszukiwaniu kleni okażą się okulary polaryzujący , które pozwolą na zlokalizowanie ryb patrolujących przybrzeżne płycizny. Wiemy już kiedy , wiemy już gdzie , ale jak i na co???
Zlokalizowany kleń w tym wypadu to nie przysłowiowe „50 % sukcesu”. Pomimo odmienności charakteru wody w której występują klenie i innych zwyczajach tych ryb, zachowują zwierzęce instynkty. Niemal pewna jest (o ile kleń nas nie zauważy) jakakolwiek reakcja ze strony ryby świadcząca zainteresowaniem się naszą przynęta.
Zwykle jednak skończy się na eskortowaniu ściąganego wabika lub „rzuceniem oka” na niego. Na rzece by wziął, dlaczego tu nie chce?? Bo woda stoi. Wielkie rozlewisko stojącej wody w którym ryba ma masę czasu by przyglądnąć się przynęcie z każdej strony , nie znaczy to by woblerka , czy blachę ściągać jak najszybciej-nie łowimy boleni. Dodatkowo większy kąt widzenia ryb znacznie utrudnia nam zadanie , a nawet , jeśli któryś karpiowaty zdecyduje się uderzyć jest duża szansa , że daleki kuzyn-okoń go uprzedzi , a wtedy mamy nie ciekawą sytuację. Umiejętne podanie przynęty ma tu wiec pierwszorzędne znaczenie. Winniśmy zaserwować wabik tak by ryba miała jak najmniej czasu na zweryfikowanie jego jadalności. Tu można to zrobić w dwojaki sposób. Pierwszy polega na poprowadzeniu sztucznej przynęty domniemanej (wyżej wymienione) kryjówki ryby, tak by imitacja przeszła przed nosem klenia, który ją zaatakuje nie odprowadzając jej. Takie branie jest wynikiem stacjonarnego polowania bądź instynktownym odruchem gonienia drobnicy. Drugi(mój ulubiony) sposób bazuje na tych samych zachowaniach Leuciscus’a cephalus’a choć jest bardziej ryzykowny. Technika ta polega na tym by wobler (najlepiej imitujący owada) zarzucić dokładnie w miejsce przebywania ryby, najlepiej w okolicach tyłu głowy. Wspomniane ryzyko polega na tym, ze zamiast agresywnego brania klenia ,który zgarnia wabik w momencie jego styku z wodą możemy jedynie spłoszyć rybę, którą ponownie w tym miejscu nieprędko zobaczymy. Nic nie stoi na przeszkodzie by próbować łowić klenie na stojącej wodzie obławiając akwen mechanicznie , wachlarzowo , wtedy jednak branie jest raczej kwestia przypadku niż świadomym sprowokowaniem do ataku.
Przynęta powinna być możliwie jak najbardziej naj- najmniejsza(w przypadku obrotówek 00-0 , gumek i woblerów max 2,5cm) , najprawdziwsza (do złudzenia powinna przypominać naturalny pokarm-tyczy się to głównie kolorystyki) z najostrzejszymi kotwicami (prym wiedzie Owner i Gamakatsu- dla mnie bezkonkurencyjne). Nasz sztuczny kąsek przywiązujemy bezpośrednio do żyłki , której grubość nie powinna przekroczyć 0,14 mm. Łowimy ultra lekko i takie też powinno być wędzisko z kołowrotkiem.
Pozdrawiam życząc wszystkim połamania ( byle nie na kolanie ) kija na kleniach ze stojącej wody! Wodom cześć!
Kamil „Bluzer” Rudnik
|






Ileż to razy, pomimo niedługiego stażu spinningisty próbowałem się dorwać do kleni na wodach Kryspinowa i Budzynia. Niby woda, jak woda, tylko nie płynie, kleń zawsze i wszędzie jest kleniem, zatem i sprawdzone w boju przynęty na te ryby powinny dać radę.
Nic bardziej, mylnego. Powszechna zasady ,że nie ma przynęt uniwersalnych, a killery dotyczą raczej jednej, konkretnej wody i tu znajdują zastosowanie, choć nie o same przynęty chodzi. Zacznijmy może od końca a zarazem od tego który nas najbardziej interesuje - piękny, waleczny i nieufny- prof. Kleń. Mówi się, że ten wspaniały karpiowaty drapieżca w każdej łusce ma oko, a bytowanie ryby w zalewie czy zbiorniku zaporowym zdaje się potęgować jej i tak już dużą płochliwość. Po wielu bezowocnych próbach „kuszenia” kryspinowskich kleni przynętami niezastąpionymi w bojach na Rudawie , czy Wiśle nie sposób nie zgodzić się postawiona przez Jacka Kolendowicza hipotezą. Jak twierdzi „tajemnica tkwi w fakcie , że kleń dzieli się na kilkanaście „podgatunków”. Nie ma to żadnego związku z klasyfikacja ichtiologiczna , za to ma duże znaczenie dla wędkarzy. Kleń z wysokiej wody to zupełnie inny „podgatunek” niż kleń z niskiej wody. Kleń z Wisły różni się od tego z Odry czy Sanu. Każdego łowi się inaczej, do każdego trzeba dobrać odpowiednia metodę”.




Kleń to wbrew pozorom jedna z najbardziej sportowych ryb. Zapytacie: Kleń? Ta wszędobylska, pospolita ryba?’. Tak, właśnie ta. To ryba płochliwa, ostrożna i bardzo sprytna. Kleń jest trudny do złowienia. A duży kleń to jeszcze wyższa szkoła jazdy.
Jest taki okres kiedy człowiekowi w tej części świata robi się cieplej na duszy. Ciało ciepłotę czuje różnie, a to dlatego, że zależnie gdzie się znajdujemy inną mamy temperaturę. Atmosfera jednak jest inna.
Pierwsza wyprawa po przyjeździe z Polskich łowisk musi być udana – myślę sobie i stwierdzam, że złą passę trzeba dzisiaj przełamać. Mam do tego dobrą okazję mimo tego, że klenie na przełomie późnej jesieni nawet w Anglii nie są łatwym kąskiem.
Polska, ale i europejska zima w pełni. Mało jest wędkarzy, którzy polują z zamysłem na klenie właśnie zimą. Są inne utarte w wędkarskiej wierze gatunki ryb, które, jakoby są cenniejsze. Zależnie od europejskich przepisów od stycznia można łowić, trocie, łososie. W niektórych rzekach pstrągi.
Pogoda utrzymuje się na tym samym poziomie, więc grzechem by było nie próbować swych sił w walce i w poszukiwaniach zimowych kleni. Rozpoczynam znowu o świcie. Nie śpieszę się z rozłożeniem sprzętu. Mam na to dużo czasu.





