| Wisła-Rudniki |
|
|
|
| Łowiska | |
| Wpisany przez Przemek Szymański | |
| czwartek, 28 stycznia 2010 00:00 | |
|
Atrakcyjność to nie tylko woda , a także to , że droga , która biegnie przeważnie przy samym wale zabezpieczającym tereny niżej położone odchodzi w kierunku wschodnim –kilka kilometrów od Wisły. To stwarza niesłychany spokój nad wodą. Często ostroga na , którą byśmy dotarli w ogóle nie była obławiana przez kilka dni. Nie ukrywam , że jeżdżę nad ten odcinek za względu na klenie. Jest tutaj ich jeszcze trochę. Nie będę wody lał , że to eldorado. Było to świetne łowisko jeszcze 12 lat temu. Po pamiętnej powodzi stulecia w 1997 roku wszystko się zmieniło. Rybostan cały czas się odradza , ale to zjawisko następuje powoli. Całe szczęście , że zniknęli już prawie całkowicie rybacy ze Spółdzielni Rybackiej Troć z Tczewa. Rok temu widziałem już ostatniego prekursora , który może na spółkę z nieuczciwymi „wędkarzami” wziąć na siebie odpowiedzialność za brak tak cennych wiślanych gatunków jak szczupak , sandacz , leszcz , węgorz. Przygodę z Wisłą zacząłem w 1995 roku i od tamtego okresu Ci panowie sukcesywnie rok po roku, co raz bardziej zapuszczali się, w okolice przykos, bo ostrogi były już puste na tyle, by byli nie zadowoleni. Mam jednak nadzieję , że teraz to się zmieni. Choćby w stopniu zadowalającym. Niestety jestem sceptykiem jeśli chodzi o nastawienie miejscowej ludności dla , której obcy jest regulamin , limity i wymiary ochronne. Robię się czerwony ze złości jak widzę „kłusowników” z kartami wędkarskimi w kieszeni , którzy wkładają krótkie szczupaki do reklamówek. Uwagi mało co pomagają. Niech nikt nie myśli , że to okoliczna ludność. Czasami to się zdarza , ale w większości przypadków to ludzie z miast , którzy tutaj przyjeżdżają dobrymi samochodami , łowią wędkami za kilkaset złotych. To nie są ludzie z marginesu , którzy nie mają co jeść… Polska rzeczywistość? Wędkowanie zacznijmy jednak od tzw. „Złotego Rogu”. W gwarze miejscowych to zakręt na granicy wsi Biała Góra. Droga odchodzi tutaj wraz z wałem od Wisły stwarzając dogodne warunki dla tutejszej zwierzyny leśnej. Te okolice sąsiadują z resztkami lasu żuławskiego w międzywalu Wisły-Leniwki oraz lasu na dnie doliny Wisły między Białą Górą a wsią Uśnice. Jest to las łęgowy jesionowo-wiązowy, a we fragmentach - las wierzbowo-topolowy.Podczas wędrówek pieszych wzdłuż brzegu Wisły można zaobserwować liczne stada saren , pojedyncze osobniki zajęcy , lisów , a także dzików.Odnośnie tych ostatnich należy przyjąć szczególne środki ostrożności. Gdy zaobserwujemy maciorę ze swoim potomstwem należy bezzwłocznie oddalić się z tego miejsca i przyjąć inny kierunek marszu omijając to stanowisko. Wspominam o tym gdyż miałem już styczność z tym zwierzęciem w takich miejscach.Idąc więc wzdłuż Wisły na tym odcinku bierzmy pod uwagę to , że zwierzęta wędrują tutaj do wodopojów. Uszanujmy to i sprawmy byśmy byli jak najmniej widoczni. Jesteśmy tylko częścią przyrody.Złoty Róg obfituje nie tylko w zwierzynę leśną , ale także w ciekawe miejscówki , które zmieniają się wraz z każdą wysoką wodą , która kilka razy do roku przychodzi nad Wisłę.Łowienie zaczynam od pierwszej opaski na granicy z Białą Górą.
Rzeka tutaj wychodzi z ciasnego zakrętu i przeważnie odkłada łachę piachu na samym środku.
Ta właśnie łacha piachu skierowuje nurt w stronę mojego brzegu. Jest tutaj na tyle ciasno , by woda wymyła głęboką rynnę wzdłuż opaski i kilku ostróg powyżej.
Woda jest tutaj głęboka , ale są rejony spokojniejszej i także głębszej wody. Właśnie te okolice są atrakcyjne. Są tam cenione przeze mnie klenie , ale na łowisko wpływa też jaź , szczupak i sandacz.Krążą legendy o sumach , które rwą słabe szczupakowe zestawy przyjezdnym spinningistom. Niestety sam nie mogę tego potwierdzić , ale rozmawiałem z kilkoma spinningistami , którzy sami stracili swój zapas żyłek na szpuli kołowrotka.Może kiedyś spróbuję.Podczas polowania na klenie , które ustawiają się wzdłuż opaski w silniejszym nurcie w nurtowych warkoczach można zaobserwować śmiałe ataki boleni.
Ta rzeka przeżywała w tym odcinku boleniową zapaść w poprzednich latach , ale od dwóch lat widzę co raz częstsze ataki tej pięknej ryby , która jest rybą herbową Wisły. Bez niej woda jest martwa , pozbawiona życia.
Klenie tutaj to w większości przypadków stare fragmenty opasek i krótkie ostrogi , które czasami posiadają podwodne szczyty i na nich powinniśmy się skupiać.Wymaga to kilku wypadów nad tą wodę w celach zapoznawczych , bo nie da się ciągu kilku godzin rozgryźć wody , nad którą niektórzy spędzają pół życia.
Mam jednak kilka swoich ulubionych ostróg , na które niestety , albo i „stety” trzeba wędrować około godziny wzdłuż brzegu i tam gdzie zwierzyna wydeptała ścieżki. Muszę przy tym zachować ostrożność , bo mam kiepskie doświadczenia z dzikami. Cały problem dojścia , bo trzeba walczyć z ostami , pokrzywami dochodzącymi do prawie dwóch metrów wynagrodzi nam rzeka , która przywita Nas spokojem. Brak konkurencji to jest to co lubię. Nie tylko warunki terenowe odstraszają wędkarzy , ale jest coś jeszcze. Tym czymś jest samica komara. Są okresy w wilgotniejszych latach , że naprawdę sam daje sobie spokój z wędkowaniem w tych okolicach. Nie dają rady te wszystkie medyczne specyfiki , bo po spryskaniu się za kilka minut mamy zmasowany atak tych owadów.Jednak tutejsze ostrogi potrafią wynagrodzić wynikiem tego kto poświęci się by tam dotrzeć.
To jest tak jakby rzeka miała świadomość i nagradzała tego kto postępuje godnie wg zasad. Nie ma nic jednak za darmo i poświęcenie to jest to co trzeba spełnić.Zawsze to robiąc mam potem nadzieję na odrobinę emocji , które mogą dać mi fajne miejsca , bo idąc ostroga po ostrodze można śmiało czytać wodę i widzi się jak na dłoni każdy garb , każdą rynną , każdą mini rafę u szczytu ostrogi , a gdzie niegdzie po prostu równy głęboki nurt omywający kilka ostróg i tutaj sięgam po inny sprzęt i inny wachlarz przynęt , tych nie kleniowych tych na coś grubszego. Czasami się udaje , czasami nie. Zrozumie to każdy kto spędził tysiące godzin nad Wisłą w osamotnieniu wpatrując się w zachody słońca i żegnając jego ostatnie czerwone promienie.
Przemek Szymański
|






Dwa lata temu opisałem zdawkowo, bo szczegółowo się nie da tak pięknej rzeki opisać odcinek we wsi Biała Góra. Czas, więc opisać kolejny.Dotarłem tam osobiście w latach 90-tych. Był to czas kiedy miałem więcej wolnego czasu. Życie kawalera nie goniło tak bardzo jak w obecnej chwili. Łowiskiem opisywanym jest prawobrzeżna Wisła we wsi Rudniki.
Rzeka w tym właśnie miejscu skręca w prawo i cały impet nurt kieruje właśnie pod prawy brzeg, który jest tutaj wyjątkowo atrakcyjny.










Pierwsza wyprawa po przyjeździe z Polskich łowisk musi być udana – myślę sobie i stwierdzam, że złą passę trzeba dzisiaj przełamać. Mam do tego dobrą okazję mimo tego, że klenie na przełomie późnej jesieni nawet w Anglii nie są łatwym kąskiem.
Jest taki okres kiedy człowiekowi w tej części świata robi się cieplej na duszy. Ciało ciepłotę czuje różnie, a to dlatego, że zależnie gdzie się znajdujemy inną mamy temperaturę. Atmosfera jednak jest inna.
Pogoda utrzymuje się na tym samym poziomie, więc grzechem by było nie próbować swych sił w walce i w poszukiwaniach zimowych kleni. Rozpoczynam znowu o świcie. Nie śpieszę się z rozłożeniem sprzętu. Mam na to dużo czasu.
Kleń to wbrew pozorom jedna z najbardziej sportowych ryb. Zapytacie: Kleń? Ta wszędobylska, pospolita ryba?’. Tak, właśnie ta. To ryba płochliwa, ostrożna i bardzo sprytna. Kleń jest trudny do złowienia. A duży kleń to jeszcze wyższa szkoła jazdy.
Polska, ale i europejska zima w pełni. Mało jest wędkarzy, którzy polują z zamysłem na klenie właśnie zimą. Są inne utarte w wędkarskiej wierze gatunki ryb, które, jakoby są cenniejsze. Zależnie od europejskich przepisów od stycznia można łowić, trocie, łososie. W niektórych rzekach pstrągi.





