| Woblery Kobi |
|
|
| Przynęty | |
| Wpisany przez Przemek Szymański | |
| sobota, 12 lutego 2011 01:11 | |
|
Testowane egzemplarze. Oględziny były szybkie. Osobiście, nie jestem pedantyczny, jeśli chodzi o woblery. Woblery Kobi są wykonane solidnie. Trwały, dobry lakier, w kilku warstwach. Tradycyjne malowanie, które lubię, może uciec uwadze na aukcjach, bo kalkomanii, można znaleźć, bez liku. Lubię tak malowane korpusy. Robert wykonał je z drewna lipowego. Balsa ma tą przewagę nad drewnem z drzewa lipowego, że jest choćby bardziej wyporna. Pomijam szybkość obróbki, bo to kwestia sporna. Dużo zależne jest, od jej techniki. Wyporność w małych korpusach poniżej 30 mm. to wymóg bardzo ważny. Ale Robert mimo tych pozytywnych cech, pozostał przy tradycyjnym drewnie. Warto wspomnieć, choćby, o uzbrojeniu. Woblery są zbrojone w jedną bardzo mocną kotwicę. To, nie druciak. To kotwica, o mocnym trzonku. Ma swoją masę, niestety. Ale nie zauważyłem, by wpłynęła ujemnie na pracę wabika. Drut z którego wykonany jest stelaż, jest dobrej jakości. Nie odkształca się. Ma średnicę: 0.6 mm . Ster wykonany z poliwęglanu. Tradycyjna grubość: 1mm. Osadzony solidnie. Nie ma obaw o jego utratę w kamienistym dnie.
Testy
Testy zacząłem, nie długo, po dostarczeniu. Wybrałem się na jedną z moich rzek. Nie za rybna, płytka z większą populacją mniejszych kleni. Miałem porzucać, posprawdzać, może coś złowić.
Największy kleń z pierwszej rzeki.
Ciekawy byłem pracy. Jak się zachowują w wodzie. Jak zareagują na nie klenie. Byłem ogólnie lekko zdziwiony, gdy kilka razy rzuciłem. Woblery były za lekkie, by łowić z użyciem plecionki, którą normalnie stosuję w polowaniu na duże klenie. Odchudziłem, więc zestaw. Założyłem, szpulę z poczciwą czternastką, którą używam, tylko w takich sytuacjach. Przynęty zawiązałem luźnym węzłem. Nie stosuję agrafek. Uważam, że przynęty małej wielkości, zachowują się wtedy naturalniej. Łowienie, diametralnie się poprawiło. Rzuty były dłuższe, finezja odczuwalna. Woblery pracowały inaczej, od standardu. Drgają mocno z racji na szeroki ster, ale gdy się je „mocno przyciśnie”, odchodzą na boki. Wielu uzna to, za błąd, ale czy do końca? Można by powiedzieć, że to przypadek. Myślę, że nie. Robert z zamiłowania łowi pstrągi na dolno śląskich rzekach. W dodatku łowi je na swoje woblery, które są jego pasją. Czytając o woblerach pstrągowych, można się natknąć, na zdanie pstrągarzy, którzy taką właśnie pracę wysławiają. Dzięki temu, wobler naśladuje naturalny pokarm ryby opierającej się nurtowi. Można, odpowiednio pracując wędziskiem odpuszczać przynęcie w chwilach odbijania w lewą, czy to prawą stronę. Tak właśnie łowiłem. Moje rzeki na co dzień, są nie uregulowane. Klenie w porze testowej stały na swoich tradycyjnych miejscach. W rynnach, w cieniu pod drzewami, pod burtami. Ustawiałem się powyżej, rzucałem woblery kilka metrów przed domniemanym stanowiskiem kleni. Zanurzałem przynętę. W okularach polaryzacyjnych widziałem jak pracują. Odczucie odchodzenia na boki, podczas „przyciśnięcia”, nauczyłem odczuwać się na wędce i wtedy odpuszczałem cofając szczytówkę o 20-30 cm. Woblery fajnie wyrównywały pracę, cofając się o daną odległość, dostosowywaną przez mnie. Było to często kwitowane braniami, bo wpływający do samej kleniowej paszczy pokarm, jest najczęściej kwitowany zassaniem, przez rybę. Kleń mało kiedy odpuszcza takim zagraniom.
Standardowa wielkość z drugiej rzeki
Dwa drugie tygodnie czerwca spędziłem na pierwszej rzece. Były to 1-3 godzinne wypady po pracy. Nałowiłem wiele, ale mniejszych kleni. To dało mi obraz, co mogę oczekiwać, po tych woblerach. W lipcu przeniosłem się na moje okazowe burty. Chaszcze, po szyję, parzące pokrzywy, mnóstwo wszelkiego rodzaju pnączy, które owijają się o gałęzie krzaków, pokrzyw, ostów. Istna zapora nie do przejścia! W tej gęstwinie płynie owa rzeka. Lubię te okolice, bo mała liczba wędkarzy odwiedza ten odcinek, za względu na warunki. Żyją tam piękne klenie.
Wrześniowy pięćdziesiątak złowiony na „trójkę” Kobi.
Na rekomendowane w tej chwili woblery nie złowiłem ich wiele. Można to tłumaczyć wieloma testami w zeszłym sezonie. Najogólniej mówiąc, woblery spełniły swoje oczekiwania i widzę, że „łowią” klenie. Ten sezon mam nadzieję spełni moje plany, bo testów będę miał na pewno mniej. Myślę, że te woblery będą jednymi z moich ulubionych na małe zarośnięte rzeki. Korzystając z okazji poprosiłem Roberta o krótką rozmowę na temat jego przynęt i ogólnie, temat przynęt wykonywanych ręcznie, od podstaw.
Przemek Szymański: Witaj Robercie. Na początku chciałbym Ci pogratulować na prawdę łownych woblerów. Szczególnie czarny w żółte kropki przypadł moim kleniom do gustu. Opowiedz o swoich początkach w budowaniu woblerów. Robert Kobylarz: Woblery strugam już od około 10 lat. Do czego skłoniło mnie? Mały wybór tych przynęt w sklepach wędkarskich, bynajmniej w moim regionie. Początki jak to początki, dużo mozolnej pracy, a efekty marne, ale się nie zniechęciłem i próbowałem dalej. Pierwsze woblerki malowałem głównie lakierami do paznokci i wyglądały bardziej jak ozdoby choinkowe, niż przynęty wędkarskie, a do tego z ich praca, było różnie. Przyznam się, że na początku mojej przygody z produkcją woblerów, nie miałem pojęcia jak je ustawić, aby poprawnie pracowały. Szperałem, więc w czasopismach wędkarskich, aż w końcu w którymś z nich znalazłem artykuł jak korygować pracę woblera. Jakaż była moja radość, gdy 80 % mojej produkcji udało się ustawić. Pewnie w dobie internetu, trwało by to znacznie krócej, ale mój opór nie poszedł na marne i z czasem zacząłem robić przynęty, które naprawdę zaczęły łowić ryby, co przynosi na prawdę dużo frajdy. Z resztą sam dobrze znasz to uczucie. Początkowo same wystruganie korpusu zajmowało mi około 30 minut, teraz po kilkunastu latach praktyki, w tym samym, czasie mogę wystrugać 4-5 woblerków. Zależnie od kształtu i wielkości. P.S.: Tak. Znam swoje początki. Skromnie mówiąc to uważam, że jestem jeszcze początkującym. Nie wiem, czy to kwestia psychiki, ale nie do końca jestem zawsze zadowolony z moich owadów. Z pracą jest lepiej, ale wygląd jest jeszcze mocno do poprawienia. Ogólnie swoje pierwsze informacje brałem z Wędkarza Polskiego. Nie było wtedy portali. To były lata 90-te. Łowiło się na Gembale. Te woblery najlepiej pamiętam. R.K.: Ciężko mi powiedzieć ,czy woblery pstrągowe są uniwersalne na wszelkie gatunki ryb, czy to pstrąg jest uniwersalną rybą, na wszelkie modele i rozmiary woblerów. Stawiam jednak na to drugie. Zdarzało mi się łowić pstrągi na ciężkie woblery boleniowe, jak i na 15 mm. smużaki i nie były to przyłowy, ale celowe działanie. Tak więc, wydaje mi się, że to raczej pstrąg potrafi zadowolić się każdą przynętą. P.S.: Rozumiem. Osoby sceptycznie nastawione do woblerów wykonywanych ręcznie, twierdzą, że owe woblery są egzemplarzami pojedynczymi, którymi walorów, nie sposób powielić w domowy sposób. Jak myślisz? Jednakowa akcja ma, aż taki wpływ, na sposób prezencji przynęty, czy może niektórzy wybiegają poza margines, szukając w przynęcie nie wyników powodzeń, na swoich wyprawach? R.K.: Trudne pytanie i wydaje mi się, że prawda leży po obu stronach. Niewątpliwie praca przynęty ma bardzo duży wpływ na prowokowanie ryb, ale czy to jest główny czynnik naszych wędkarskich wyników? Ciężko mi powiedzieć. Wydaje mi się, że na woblery trzeba umieć łowić, pracować nimi, urozmaicać ich pracę podszarpywaniami, spowolnieniami, itp., itd. No i oczywiście, musimy mieć zaufanie do przynęt, na które łowimy. A co do woblerów robionych seryjnie. Czy, dwa egzemplarze tego samego P.S.: Tym pytaniem, nawiązuję, do moich obserwacji z nad wody. Wynika z niej, że większość spinningistów łowi tak samo, prowadząc woblery z przeznaczeniem na bolenie, na klenie, szczupaki. A mało tego! Łowią tak samo prowadząc nawet przynęty gumowe, czy wahadłówki. Rzucają przed siebie, kręcą, a potem narzekania, że na tego i tamtego nie bierze. Twoje woblery ciężko wyszukać na aukcjach. Kiedy możemy się spodziewać nowych egzemplarzy? A może robisz, je tylko na zamówienie? R.K.: Tak jak już pisałem poprzednio na woblery trzeba umieć łowić, jaki na wszystkie przynęty. Oczywiście zwijając jednostajnie woblera, też od czasu do czasu dostaniemy jakieś rybki, ale nie na tym polega spinningowanie, bynajmniej jest to moje doznanie i wielu spinningistów twierdzi tak samo. Co do aukcji raczej unikam tego typu sprzedaży, choćby dla tego, że często trafiały, by w nieodpowiednie ręce, a ludzie są różni i różnie reagują. Wystawiałem kiedyś woblerki na allegro i miałem kilka nieprzyjemności, ze strony kupujących. Jeden Pan zrobił mi niezłą awanturę, że kupione ode mnie woblery, w ogóle nie pracują. Wysłałem mu kolejną partię ale i ta mu nie odpowiadała .Odesłałem mu pieniądze i poprosiłem, że jak może, żeby przysłał mi je z powrotem. Był na tyle uczciwy, że odesłał je. Oczywiście nie wytrzymałem i następnego dnia pojechałem z owymi woblerkiami nad rzekę. Przetestowałem wszystkie i z żadnym nie miałem żadnego problemu. Co się później okazało, owy pan wiązał przynętę bezpośrednio do żyłki zwykłym sztywnym węzłem spinnigowym. Ale to tylko jeden z przykładów z allegro. Więc, jeżeli ktoś już chce po testować moje wyroby, nie widzę problemu, chętnie coś wystrugam i podeślę. Co do nowych modeli, mam dwa takowe na ten sezon, ale jeszcze nie przeszły testów. P.S.: Fakt, sytuacje wyjęte z Allegro, nie do pozazdroszczenia. Ja wszędzie gdzie tylko mogę wiążę woblera luźnym węzłem. Pętelka, ma to do siebie, że nie psuje pracy małego woblera, nie mówiąc już o smużaku, wielkości 20 mm. A i takich widziałem, co używali agrafek wielkości samej imitacji owada. Robercie, dziękuję za tą krótką, ale cenną rozmowę. Życzę Ci samych sukcesów i półmetrowych pstrągów i kleni złowionych na, jakże swoje woblery. R.K.: Również dziękuję!
Przemek Szymański
|



Woblery Kobi, są już znane przez entuzjastów dziedziny lurebuildingu, w niemal całej Polsce. Obserwując aukcje, robione są, nie często. W parze z nie dostępnością idzie jakość, bo Robert w tej prostocie wykonania daje fajną, spontaniczną akcję woblerów. Producent poprosił mnie o testy na moich wodach i wyrażenie krótkiego zdania o nich. Nie mogłem odmówić.
W sumie odmowa, nie wchodziła w grę, jeśli mogę pomóc bezinteresownie w przetestowaniu, zaawansowanych już prac nad woblerem, to robię to. Woblery dostałem wiosną zeszłego roku. Producent wysłał mi trzy sztuki w jednej z wielkości, którą produkuje.








