| Mistyka Kleniowego Sportu |
|
|
| Na czasie... | |
| Wpisany przez Piotr Flor | |
| sobota, 04 grudnia 2010 12:10 | |
|
Nasz bohater
Powróćmy do naszego europejskiego wędkarskiego wyzwania. Klenie żyją praktycznie we wszystkich środowiskach wodnych całej Europy. I choć są powszechnie uważane za ryby rzeczne, to spotykamy je często w jeziorach i zbiornikach zaporowych. Klenie jeziorowe to z reguły duże i bardzo ostrożne, trudne do złapania ryby.
A, więc zaczynajmy!
Ten biały drapieżnik, podobnie jak boleń, potrafi się świetnie dostosować do warunków środowiskowych, w których się znalazł. Klenie zamieszkują także mniejsze rzeczki i wartkie potoki, gdzie stanowią poważną konkurencję dla pstrągów. Jak sami widzicie, to nie tylko ryba nurtowa, choć właśnie te klenie mają najwięcej siły i to właśnie klenie z przelewów obdarzają nas najwspanialszymi holami. Nurtowy kleń jest pełen siły i potrafi mężnie walczyć.
Nie zapomnijmy o maskowaniu
Przyjrzyjmy się trochę upodobaniom i zwyczajom celu naszych wędkarskich starań. Są to ryby bardzo terytorialne, agresywnie broniące swojego rewiru. Jednakże w czasie tarła, które się odbywa na przełomie maja i czerwca, lub poszukując pokarmu potrafią przemierzać odcinki kilkukilometrowej długości. Klenie żyją w małych ławicach i grupowo patrolują swoje terytorium, polując lub zbierając pokarm.
Duże zakrzaczenie brzegu przyprawia o komfort
W przerwach odpoczywają w cieniu opuszczonych nad taflę wody gałęzi drzew. Nasz bohater jest wszystkożerny i uwierzcie mi, pożera naprawdę wszystko! Kijanki, żaby, małe ryby, owady i owoce. Jego tunelowy pysk jest skierowany lekko ku górze i został przez matkę naturę wyposażony w twarde, głęboko osadzone gardłowe płytki zębowe, dzięki którym potrafi zgniatać nawet najtwardsze skorupy ślimaków, a nawet raków. Do tego ma pewną, jakże cudowną dla nas wędkarzy cechę charakteru, kleń jest zawsze głodny i nigdy nie jest syty. Ten biały drapieżnik dorasta do dorodnych rozmiarów, osobniki kapitalne osiągają lekko ponad 60 cm długości, a wyjątkowo duże klenie przekraczają markę 75 cm przy ponad 4 kilogramach wagi!
Skuteczny wyślizg
Inne, w większości całkowicie zapomniane lub regionalne nazwy klenia to: kleks, biełucha, biały jelec, ześnioczek, paruch, jedlica, kleniak, klin, klonik, lalec oraz żabiak.
Prezentacja
Ze względu na twardy pysk tej ryby powinniśmy zwracać szczególną uwagę na mocne i ostre haki naszych przynęt. No właśnie skoncentrujmy się na wabikach. Jak powinna wyglądać taka przynęta i czym powinna się charakteryzować? To zależy w dużym stopniu od tego, w jakich warunkach będziemy łowić i od tego, w jakiej formie są kleniaki. Inną ważną składową jest wielkość i głębokość łowiska, a także przejrzystość wody i szybkość nurtu. Jak widzicie jest kilka godnych uwagi parametrów, a przecież jeszcze nie wymieniłem tak ważnych punktów jak temperatura wody czy powietrza lub pora roku.
Skuteczna kolorystyka przynęt, nie tylko, w woblerach firmy Salmo
Podejdźmy do problemu pragmatycznie. Chętnie przedstawię kilka dobrych woblerów kleniowych oraz chętnie napiszę dlaczego właśnie te i w jakiej sytuacji je prezentować. W tym celu musimy się wspólnie wybrać na pewne, super tajne, kleniowe łowisko ...
Zbliżenie
Zamknijcie oczy, zapraszam Was do ogrodu wyobraźni. Spójrzcie w dół łagodnego stoku, stoimy nad małą, szybko płynącą, czystą i klarowną rzeczką, miejscami przypominającą duży, górski potok. Obydwa brzegi są obficie porośnięte krzakami i zacienione nisko zwisającymi gałęziami olchy i leszczyny. Łowisko jest relatywnie płytkie, w najgłębszym miejscu, którym jest główna rynna, ma zaledwie 2 metry głębokości. Dno jest w dużej mierze żwirowo-kamieniste, tu i ówdzie prąd przegradzają większe kamienie. Na zakrętach i przy podmytych burtach powstają prądy wsteczne. Nieliczne, naturalne główki tworzą małe klatki. W plytszych partiach z wody wystają konary i grubsze gałęzie zwalonych drzew. To ślady ostatniej wiosennej powodzi. Gdzie tu szukać kleni? Odpowiedź jest bardzo łatwa: teoretycznie wszędzie.
Mój - ale tylko na chwilę
Zacznijmy od samego brzegu i zacienionych partii łowiska. W takiej sytuacji najlepsze będą małe pływające woblery, naśladujące owady lub drobnicę. Takimi woblerami są np. 5 centymetrowy Salmo Minnow, najmniejszy Hornet lub bardzo mały Tiny, najchętniej w ciemnym, a nawet bardzo ciemnym kolorze. Ten mały woblerek kładziemy na wodzie bezpośrednio pod gałęziami zwisającymi nad rzeką. Staramy się go tak prowadzić żeby dobrze naśladował owada, który spadł z drzewa do wody. Podchodząc do brzegu powinniście pamiętać o jednym, chowajcie się! Skradajcie się! Nie dajcie się zauważyć! Jeżeli klenie was zobaczą, to możecie już sobie poszukać nowej miejscówki. W 95% przypadków brań już nie będzie, ponieważ płytko i blisko brzegu stojące klenie odpłyną w siną dal. Po wyrzucie czekamy kilka sekund i jeżeli nie mamy brania, to prowadzimy wabik bardzo krótkimi i spokojnymi skokami pod nasze stopy. Taka prezentacja pozwala nam obserwować bardzo spektakularne brania powierzchniowe i jednocześnie wymaga od wędkarza dobrej techniki rzutowej.
"Smykły", ale gruby Szwajcarski kleń Teraz możemy obłowić głębszą partię łowiska, czyli pierwszą część głównego nurtu włącznie z uskokiem zaznaczającym główną i głęboką rynnę (oczywiście w dalszym ciągu powinniśmy zachowywać się spokojnie). Aby to zrobić potrzebujemy przede wszystkim woblera, który trzyma się bardzo dobrze w uciągu i nie wykłada się. Pozostanę przy firmie Salmo, która produkuje nie tylko znakomite wabiki, które są ogólnie dostępne ale także duży asortyment przynęt, który pozwala nam znaleźć woblery na każdą sytuację. Do wyboru mamy kilka modeli w kilkunastu kolorach. Najpierw staram się obłowić górną partię wody. Najczęściej wybieram modele Butcher w kolorze BE albo GS lub Executora shallow w kolorze RR. To, czy sięgniemy po model pływający czy tonący zależy od siły uciągu, w którym łowimy. Kiedy naszym celem jest uskok do głębokiej rynny, możemy spokojnie sięgnąć po Butchera SDR lub średniego Horneta DR. Te dwa wabiki świetnie pracują w nurcie, agresywnie prowokując ryby. Przynęty rzucamy skośnie pod prąd i prowadzimy je tzw. wachlarzem. Brania następują najczęściej w momencie odwrócenia się woblera sterem pod prąd. Innym dobrym sposobem jest przytrzymywanie woblera w uciągu, nawet na kilkanaście sekund. Po każdym przytrzymaniu powinniśmy zrobić krótki skok woblerem do przodu, przyspieszając znacznie wabik. Bardzo często drapieżnik stojący głębiej nie wytrzymuje i wychodzi do przynęty zagryzając agresywnie.
Na fotografii. 1 - kamieniste wypłycenie z prądem wsteczny, 2 - uskok dna (pas brań), 3 - głęboka rynna, główny uciąg
Teraz przyszła kolej na głęboką rynnę. Tutaj najlepszym wyborem będą modele SDR. Wcześniej wspomniany Butcher, ale także Executor są stworzone do takiego łowienia. Obydwa woblery stoją świetnie w nurcie i dzięki dużym sterom nie tylko penetrują szczeliny między kamieniami, ale także odbijają się świetnie od wszelakich przeszkód. Technika prowadzenia jest podobna jak w poprzednim przykładzie. Najpierw rzucamy przynęty pod prąd i prowadzimy je szybko wzdłuż rynny, przy samym dnie. Następnie możemy przejść do obławiania miejscówki wachlarzem lub trzymania woblera w uciągu. W tym przypadku przynęty będą schodziły najgłębiej i będą pracowały najagresywniej.
Miejscówka jeziorowa Przejdźmy do kolejnego etapu, obłówmy duże zwalisko kamienne znajdujące się w śródrzeczu lub rozległy przelew. Jak się do tego zabrać? Jaki wabik wybrać? Zacznijmy od tego, że z reguły klenie będą stały na napływie albo w samym warkoczu, pomiędzy kamieniami. W dołku tuż za głazami należy się raczej spodziewać pstrąga ... to też miła rybka. Jeżeli woda w tych miejscach nie jest głębsza niż 1,5 metra, to powinniśmy wybrać model woblera, który nie schodzi zbyt głęboko. Pamiętajmy jednak, że prąd w takich miejscach jest szczególnie mocny i dlatego nasz wobler powinien pracować bardzo stabilnie! Moimi faworytami są wabiki Salmo Hornet i pływający lub tonący (w zależności od siły uciągu i głębokości) Butcher. Obydwoma woblerami możemy skutecznie obłowić nie tylko sam przelew ale także warkocz powstający za kamiennym zwaliskiem i napływ upatrzonego przelewu. W warkoczu pozwalamy drapieżnikom doganiać woblera prowadzonego skokami pod prąd i przytrzymywanego w nim. W tym miejscu (na przelewie) jest taki szum i tyle zawirowań, że ryby nie zwracają większej uwagi na kolor wabika, tutaj liczy się przede wszystkim jego stabilna i wyczuwalna praca. Jeżeli ryby zdradziły swoją obecność, ale nie chcą zagryzać prezentowanych przynęt powinniśmy spróbować je wziąć sposobem, czyli wywołać w nich agresję. Do tego celu używam często wabików z grzechotką, która w czystych i spokojnych wodach więcej ryb odstrasza niż kusi. Pamiętajmy jednak, że na przelewie panuje duży zgiełk i ryby nie będą reagowały negatywnie na bodźce dźwiękowe. Małe przynęty z grzechotką często owocują pożądanymi braniami. Stojąc powyżej przelewu i obławiając napływ rzucamy skośnie pod prąd i pozwalamy woblerowi obrócić się tuż przed samym napływem. Tak prowadzona przynęta skutecznie prowokuje do ataku parucha, ukrytego w zawirowaniach wody przelewu i czyhającego na nieostrożne lub ratujące się z opałów ofiary.
Starorzecze
Obławiając prądy wsteczne i klatki pomiędzy główkami używam woblerów poruszających się w górnej kolumnie wody wybierając takie, które pracują znakomicie w uciągu lub na jego skraju. Pływający Executor czy Minnow (obydwa rozmiar 5) są jednymi z najlepszych woblerów w tym segmencie, ale także dwuczęściowy i bardzo subtelny Fanatic potrafi zakręcić rybom w głowie, zwłaszcza tym dużym! Cofki możemy obławiać zarówno z prądem jak i pod prąd, pamiętajmy, że woda w takich miejscach jest z reguły klarowniejsza i o wiele spokojniejsza niż w głównym nurcie, dlatego stosowane przez nas przynęty powinny pracować subtelnie, aby nie odstraszały płochliwych drapieżników. Podchodząc do miejscówki powinniśmy zachowywać się bardzo ostrożnie i spokojnie, ponieważ takie miejsca są często płytsze i z reguły otwarte. Płochliwe żabiaki przebywają chętnie w strefie otwartej wody i reagują ucieczką w głębinę na każdy, nawet najmniejszy ruch w polu ich widzenia, po pewnym czasie ponownie pojawiają się pod jej powierzchnią, gotowe do ataku. Dlatego przynętę musimy często rzucać dalej i kontrolować na znacznie większą odległość niż podczas łowienia w nurcie. Często używam w takiej sytuacji żyłki o średnicy 0,18 mm, która nie tylko pozwala mi na dłuższe rzuty, ale dzięki małemu przekrojowi jest też mniej widoczna dla ryb.
Znakomita zakrzaczona miejscówka na starorzeczu
Podobnie łowię w jeziorze ... Jezioro to całkiem odmienny rozdział kleniowania. Klenie jeziorowe to niby te same ryby, a jednak jak bardzo odmienne od swoich nurtowych kuzynów. Kleksy żyjące w wodzie stojącej są, kiedy dorosną i wyrosną, często kapitalnymi przedstawicielami swojego gatunku. Okazy kalibru 60+ nie są rzadkością! Dlaczego tak jest? Nie mogę na to pytanie odpowiedzieć z całą pewnością, ale jestem skłonny stwierdzić, że brak nurtu wyostrza zmysł ‘ostrożności’ ryb. Brakujący uciąg daje kleniom więcej czasu na inspekcję pokarmu i co za tym idzie decyzję o pochwyceniu przynęty. Te ryby są o wiele trudniejsze do przechytrzenia i złapania. Klenie zamieszkujące wody stojące przebywają z reguły w pobliżu brzegu. Płytkie, dobrze nasłonecznione linie brzegowe z rozległymi, piaszczystymi lub pokrytymi żwirem i kamieniami łachami, działają na te ryby jak magnes. Jeżeli takie wypłycenia sąsiadują z uskokiem dna, najchętniej porośniętym roślinnością, to mamy potencjalną miejscówkę na medalowego klenia. Medalowego klenia w jeziorze spotkamy także w pobliżu krzewów lub w cieniu rozłożystych gałęzi drzew – tutaj jeziorowce nie różnią się niczym od swoich rzecznych pobratymców.
Spojrzenie w oczy...
Jak już wspomniałem wyżej, połów jeziorowych kleni nie jest łatwy i wymaga wiele samozaparcia i cierpliwości. W takich warunkach powinniśmy używać przynęt subtelnych, pracujących delikatnie i zachęcająco dla tych podejrzliwych drapieżników. Salmo Fanatic to moim zdaniem jeden z lepszych wabikow na wody stojące. To samo można powiedzieć o pływającym modelu woblera Salmo Minnow o wielkości 5 cm. Ta bardzo subtelnie pracująca przynęta, prowadzona tuż pod powierzchnią, potrafi skusić fantastyczne klenie. Moim ulubionym kolorem jest Dace, choć i Real Roach jest jednym z moich faworytów. Z całą pewnością wiąże się to z faktem, że łowiska, na których na co dzień poluję są krystalicznie czyste i charakteryzują się bardzo ekstremalną przejrzystością wody. Kiedy nurtowego klenia możemy poławiać praktycznie w ciągu całego roku i o każdej porze dnia i nocy, to kleń jeziorowy rządzi się własnymi prawami. Te ryby to typowe drapieżniki zmierzchu. Kiedy słońce zbliża się do tafli wody, a wokół nas zapada zmrok, wtedy jeziorowe klenie budzą się do życia i wyruszają na nocne łowy. Dużą szansę na spotkanie mamy w okolicach drzew, pod mostami lub w podobnie charakterystycznych punktach, gdzie ryby spekulują na spadające owady (też często aktywne po zmierzchu) lub spłoszoną drobnicę. Dlatego o zmierzchu łowię bardzo chętnie na imitacje żuków i innych owadów. Maleńki Tiny ma o tej porze dnia swoją wielką godzinę. Hornet SR był innym potencjalnym killerem na wieczorowe klenie. Niestety firma Salmo zaprzestała produkcji tego bombowego woblera. Wielka szkoda! Jeżeli ktoś z szanownych Czytelników posiada ich kilka w zapasie lub chce odchudzić swoje pudełka z przynętami, to ja bardzo chętnie przyjmę kilka tuzinów na przechowanie. Kiedy łowię klenie o zmierzchu to najczęściej używam przynęt w bardzo ciemnych, a nawet czarnych, kolorach. Ciemny kolor daje dobry kontrast i umożliwia drapieżnikowi łatwiejszą lokalizację potencjalnej ofiary. Brania następują prawie zawsze w pierwszych sekundach od kontaktu przynęty z taflą wody, tuż po pluśnięciu w fale. Dlatego trzeba być bardzo skoncentrowanym i gotowym do natychmiastowego zacięcia. Jeżeli ryby nie zaatakowały wabika zaraz po wpadnięciu do wody, czekamy krótką chwilę i prowadzimy go króciutkimi, spokojnymi skokami, naśladując ratującego się z opałów żuka.
Duży kleń, bez problemu połknie woblera rzędu 4-7 cm.
Klenie, ogólnie znane jako ryby wakacyjno-letnie możemy poławiać także o innych porach roku, wiosną, jesienią i zimą. Oczywiście, że najszybciej dobierzemy się im do łusek latem, ale szanse na kabana mamy praktycznie przez cały rok. Sezonowe różnice w technice wędkarskiej są nieznaczne. Kleksy możemy łapać praktycznie zawsze na te same wabiki, prowadzone w takim samym tempie. No OK, zimą, w bardzo mroźne dni metabolizm ryb nie pozwala na bardzo szybką prezentację agresywnych przynęt. Jednakże spokojnie pracujące i rozmysłem podawane woblery będą zagryzane nawet w największe mrozy. Największą trudnością zimowego kleniowania będzie znalezienie ryb w łowisku. O tej porze roku klenie stoją z reguły dużo głębiej niż latem, bez różnicy czy łowimy w jeziorze, czy też rzece. Zimowe ryby nie spławiają się na powierzchni, tak jak to mają w zwyczaju ciepłą porą roku. Drapieżniki nie pokazują się nam. Tutaj wędkarz jest zdany na własne umiejętności, znajomość zwyczajów ryb i wiedzę na temat łowiska, po którym się porusza. W takim przypadku nie pomoże żadna literatura, trzeba być dużo nad wodą i łowić, łowić i jeszcze raz łowić! Z całą pewnością zastanawiacie się dlaczego do tej pory nic nie napisałem o popularnych obrotówkach lub przynętach gumowych. Wielu wędkarzy łowi małymi obrotówkami lub na czarne, udające kijanki, twistery i to z sukcesem. Czasami i ja po nie sięgam, ale według mnie wobler to najlepsza przynęta na klenia i żaden inny wabik sztuczny nie jest w stanie go pobić. No tak, jak łowić i gdzie łowić, już wiecie. Napisałem też na jakie wabiki łowić, ale nie napisałem z jakim sprzętem wybrać się najlepiej na klenia. Przepraszam, już się za to zabieram. Używam kilku wędek do kleniowania. Dwie są długie na 2.75 m. Jedna z nich jest zbudowana na blanku firmy Batson o mocy 10 lb i ciężarze wyrzutowym ½ oz. Posiada szybką akcję i pełne ugięcie w czasie holu. Używam jej brodząc w jeziorze lub z brzegu większych rzek, kiedy mam więcej miejsca i kiedy duże dystanse rzutowe mają bezpośredni wpływ na brania. Inna długa wędka, którą poławiam klenie jest 9-cio stopowy (2.75 m) spining St.Croix Avid, na blanku 10 lb i cw. do 3/8 oz. To wspaniały i stosunkowo mocny kij o bardzo sprężystej i dynamicznej akcji. Świetny kij na duże rzeki o mocnym uciągu. Moje krótkie wędziska to kije spiningowe firmy St. Croix. Posiadam dwie takie wędki, jedna z serii Premier a drugi spining to Avid. Obydwie na blanku 10 lb. przy 2.1 m długości. Te wędki także charakteryzują się pełnym ugięciem w holu dużej ryby, jednakże zachowują, typowo amerykańską, sprężystość i szybkość blanku. Używam ich, kiedy muszę się przeciskać przez gąszcze krzewów i nadbrzeżnych drzew. Mój syn łowi na bardzo podobne zestawy, ale jego wędki są minimalnie odmienne. Krótki spining St. Croix jest na blanku 8 lb i posiada cw. 5/16 oz przy 1.85 m długości. Długa wędka, na jeziora i większe rzeki to także kij zbudowany na 10 funtowym blanku o cw. ½ oz. Obydwie wędki mają nieznacznie wolniejszą i łagodniejszą akcję oraz cieplejsze ugięcie niż moje kije. Dzięki temu znakomicie podają nawet najmniejsze przynęty na spore odległości i świetnie trzymają zacięte ryby. Preferowane przeze mnie kołowrotki są relatywnie małe. Zawsze staram się maksymalnie zmniejszyć masę zestawu, tak bardzo jak się tylko da, zwłaszcza kiedy łowię na małe i bardzo małe przynęty. Ze względu na wielkość i specyfikę woblerów stosowane kołowrotki powinny pracować bardzo płynnie. Nie zapominajmy, że łowimy na relatywnie cienkie żyłki. Bardzo dobre hamulce rozumieją się same przez siebie! Kołowrotki mojego wyboru są najczęściej rozmiaru 2000-2500. Bardzo dobrymi kołowrotkami do takiego łowienia są modele Shimano Twinpower z płytką szpulą, czyli typ S. Żyłki, których używam, są miękkie i o średnicy oscylującej w granicach 0.18 – 0.24 mm. Dobry wybór to Quantum Quattron PT, Berkley Smooth Cast XL, Rapala Finesse czy dwa produkty firmy Sufix, mam na myśli Magic Touch i Tritanium. Natomiast nie łowię kleni przy użyciu plecionek. Owszem próbowałem, ale żadna z tych prób nie została zwieńczona sukcesem. Obecnie eksperymentuję z japońskimi żyłkami fluorocarbonowymi. Jednak moje doświadczenia są nadal zbyt skromne, abym mógł podzielić się konkretnymi informacjami i doświadczeniami w tym temacie. Podzieliłem się z Wami sporą porcją wiedzy i udzieliłem całej masy wskazówek. Oczywiście, że nie napisałem wszystkiego, gdyż zawartość tego artykułu zajęłaby, z całą pewnością miejsce całego wydawnictwa ... a może i więcej? Ponadto jestem zwolennikiem samodzielnego zdobywania wiedzy specyficznej, dotyczącej konkretnych łowisk. To sprawia ogromną radość i daje ogromną satysfakcję. Bardzo wszystkich do tego zachęcam. W tym momencie nie wypada mi nic innego jak życzyć wszystkim czytelnikom medalowych kleni i przysłowiowego połamania kija.
Piotr Flor”Pitt”© team Hechtfieber *Piotr Flor jest pasjonatem wędkarstwa sportowego, spiningistą specjalizującym się, w połowie ryb drapieżnych na przynęty sztuczne. Edukacja wędkarska to jego druga wielka pasja, z którą wiąże się czynne członkostwo w dwóch teamach: jerkbait.pl i hechtfieber.de. Piotr od kilku lat angażuje się czynnie, w propagowanie etycznego wędkarstwa sportowego, ze szczególnym uwzględnieniem prawidłowych zasad C&R. Wszystkim zainteresowanym polecam następujące strony o powyżej poruszonej tematyce: www.szczupak.org www.catch-release.de www.jerkbait.pl www.hechtfieber.de
|



Kleń to wbrew pozorom jedna z najbardziej sportowych ryb. Zapytacie: Kleń? Ta wszędobylska, pospolita ryba?’. Tak, właśnie ta. To ryba płochliwa, ostrożna i bardzo sprytna. Kleń jest trudny do złowienia. A duży kleń to jeszcze wyższa szkoła jazdy.
Według mnie istnieje tylko jedna, najwyższa forma kleniowego wtajemniczenia – prawdziwy okaz złapany na upatrzonego w krystalicznie czystej, małej rzeczce lub na płyciznach alpejskiego jeziora. Kiedy podczas pobytu w USA opowiadałem o łowieniu kleni, mój wuj popatrzył na mnie i zapytał: Czy wiesz która ryba w USA jest uważana za ‘gamest fish ever’?’. Po krótkim namyśle zapytałem: ‘Musky?’. Nie’ odpowiedział krótko i od razu dodał: ‘Bass, a dokładniej smallmouth bass’. Wiosenne smallies, wygrzewające się na gruboziarnistych płyciznach bardzo czystych zbiorników wodnych są tak płochliwe, że praktycznie nie do podejścia. Żeby się im o tej porze roku dobrać do łusek, trzeba nie tylko dobrze znać ich zwyczaje, trzeba też być dobrym wędkarzem ... sam się o tym przekonałem i musiałem wujowi przyznać rację. Catching early season samllies is a hard job but great sport!.




















