| Ożywić Owada cz.1-Przemyślenia |
|
|
| Lurebuilding | |||
| Wpisany przez Przemek Szymański | |||
| czwartek, 11 lutego 2010 00:00 | |||
|
Lubię robić owady. Tak mogę już powiedzieć , bo przez ostatni sezon 2009 bardzo intensywnie eksperymentowałem z kształtami korpusów , wielkością i ogólnym zarysem myślenia. Robienie przypadkowych przynęt nie mogło wchodzić w grę. Musiałem wszystko przemyśleć i poświęcić kilkadziesiąt korpusów by wybrać kilka typów swoich woblerów.Najbardziej chyba dziwiła się moja żona widząc jak co dziennie wyrzucam do kosza kilka sztuk , które moim zdaniem nie miały nic w sobie. Ona twierdziła inaczej i negowała moje zapędy. Ja jednak miałem inną myśl. Co mi nie pasowało wyrzucałem. Chciałem stworzyć coś zupełnie innego kształtem i wyglądem , bo to co ostatnio zalewa Allegro to kopia kopii jakiejś tam kopii , którą notabene wymyślił Pan X.To moim zdaniem nie dobre podejście do tej sprawy , bo skopiowanie przynęty przecież nie nastręcza żadnych trudów. Tym Panom zależy tylko na zysku w postaci większej sprzedaży , ale czy kupujący ma potem świadomość , że coś złowi na taką imitację , która nie wyszła z pod ręki osoby , która pół życia chodzi za danym gatunkiem ryby?? Mam wątpliwości jeśli chodzi o to zagadnienie.Są osoby , które robią świetne imitacje owadów , choćby Andrzej Lipiński , Darek Mleczko , ale oni się nie afiszują jak większość na aukcjach są skromni i przez to cicho jest o ich produktach , ale kunszt w wykonaniu owych przynęt dowiedzie z czasem , że nie warto się afiszować , bo dobry produkt z czasem będzie miał swą stałą gehennę i odbiorców.Kolejnym powodem dla którego zacząłem swą przygodę z imitacjami owadów to uwolnienie się od cen i chęć eksperymentów i wykorzystanie swoich doświadczeń.Nie ma co ukrywać , że ceny czasami rzucają na kolana. Jednak robiąc własne woblery dowiedziałem się ile to kosztuje pracy , by coś było dobre , ładnie wyglądało i łowiło ryby. Rozumiem wtedy ilość złotówek , które należy przelać na konto twórcy by nabyć ów cud twórczej myśli.A doświadczenia?? Owszem zbierają się co roku. Z każdym sezonem jest coś w zapasie , ale też o czymś się zapomina. Taka właśnie imitacja ma być twardym dyskiem wiedzy. Ma przypominać , o nabytym doświadczeniu. I szczerze mówiąc z dobrą przynętą jak wie się gdzie ryby „zimują” to można pozwolić sobie na odrobinę lenistwa i tylko podrzucić coś dobrego w dobrą miejscówkę , a klenie same wyskakują by porwać to konkurentowi.
Pamiętam sytuację latem zeszłego roku jak opracowałem już swój projekt i przyszedł czas na właściwe testy. Po pracy uzbrojony jedynie w odzież maskująca , wędkę i kilka owadów własnej produkcji stawałem naprzeciw kleniom , które były w moim zasięgu. Woblerom odpinałem kotwiczki , by nie kłuć ich w ogóle. A po co to robić. Setny , tysięczny kleń… Praktycznie w tamtym okresie każde wessanie przynęty było adekwatne w zaliczoną rybą. Kleń podpływał wsysał owada , a potem czując coś dziwnego – opór z mojej strony wypluwał go. A potem następny , następny. I tak do znudzenia. Woblery , które były chętnie zbierane z powierzchni zostawały w pudełku , a te , które nie wzbudzały zachwytu chowałem do innej przegródki by przetestować je na innej wodzie lub podczas innych warunków pogodowych. Wyciągałem wnioski , a jak nie przynosiły one zadowalających efektów to kolejny owad lądował w koszu.Nie ma tu miejsca na buble.Nie ma miejsca na nie dociągnięcia.Nie ma po prostu tyle miejsca w pudełku by trzymać coś co w ogóle nie pasuje do Naszego łowienia , coś co nie łowi kleni w oparciu o Nasze doświadczenie.
Przemek Szymański
|





Moja przygoda z lurebuildingiem , czyli wykonywaniem przynęt spinningowych typu wobler zaczęła się kilka lat temu. Nie były to jednak kroki szałowe mające na celu stworzenie jakiejś kolekcji.
Szło mi nad wyraz opieszale , a to chyba ze względu na to , że próbowałem wykonywać podstawowe kształty korpusów przypominające ryby. Nie miałem dużo samozaparcia w tą pasję , bo dostępność gotowych produktów w Polsce jest niesłychanie duża. Za w sumie za nie wielkie pieniądze można kupić rękodzieło na aukcjach internetowych bezpośrednio od producenta lub dołożyć więcej i wybrać się do sklepu.Robiłem przez tamten okres pojedyncze przemyślane egzemplarze woblerów , na które łowiłem ładne klenie i okonie ,ale jak to zawsze bywa zapas ten ubywał , bo lubię zaczepy , bo tam są ryby , które lubią Nasze przynęty.Fakt jest faktem , że jest u Nas popyt , który równa się z podażą , jeśli chodzi o podstawowy kształt korpusu. Inaczej jest , jeśli mielibyśmy wybrzydzać , a najczęściej tak jest i szukać czegoś innego , czegoś co na co dzień nie zobaczymy w pudełkach przygodnego spinningisty.Mam na myśli imitacje owadów , kręgowców.




