| Sylwestrowe spotkanie we Wrocławiu |
|
|
| Imprezy Wędkarskie | |||
| Wpisany przez Arkadiusz Kubale | |||
| niedziela, 01 stycznia 2012 23:15 | |||
|
Lista obecności: Leszek (@Lechu), Łukasz (@lukasz), Paweł (@ziom7), Sławek (@Slavobeer) oraz niżej podpisany – Arek (@arhuku). Czas operacyjny: 31.12.2011, 09:00 (CET). Miejsce: samo serce miasta kultury, miłości i kostki brukowej – wrocławski „murek”. Tyle suchych i oficjalnych faktów na temat wrocławskiego pospolitego ruszenia w ten ostatni dzień roku, aby w zacnym gronie pogapić się na wodę, być może coś złowić i wznieść toasty za nadchodzący Nowy Rok. A teraz po kolei... Na tramwaj wyruszam z drobnym poślizgiem czasowym i dosłownie świńskim truchtem pokonuję ostatnie kilkadziesiąt metrów dzielących mnie od przystanku, gdy uświadamiam sobie, że dziś wszystko kursuje wg sobotniego rozkładu jazdy. Kto jest z Wrocławia lub miał okazję zaznajomić się z tutejszym MPK, wie co mam dokładnie na myśli. Stojąc pod wiatą, skrobię SMS-a do Lecha, że będę jakieś 20 minut później, niż zaplanowaliśmy i wypatruję jakiegoś środka transportu. W tym czasie drobna mżawka zamienia się w regularny deszcz, wieje i w zasadzie nie jest to najlepsza pogoda, jakiej moglibyśmy sobie życzyć z okazji sylwestrowego spotkania. Naciągam kaptur i przekonuję sam siebie w myślach, że jednak nie wypada narzekać i... trzeba być twardym. Chwilę potem na horyzoncie pojawia się tramwaj, wyrywając mnie z tych okołopogodowych refleksji.
Miejsce spotkania
Krótka przejażdżka tramwajem, telefoniczny kontakt z Lechem – żebym się przypadkiem nie zgubił w drodze na to „tajne” miejsce – i już ściskamy sobie dłonie na powitanie. Pada coraz mocniej, obieramy azymut na „murek”, aby po kilku minutach dołączyć do reszty. Okazuje się, że jesteśmy w piątkę i ta liczba już do końca spotkania się nie zmieni. Kilka innych osób, co prawda, odgrażało nam się, że przyjdzie i pożegna stary rok w naszym towarzystwie, lecz pogoda oraz inne okoliczności losu sprawiły, że tak się nie stało. Już teraz pragnę nadmienić, że bardzo liczymy na większą frekwencję na kolejnym takim spotkaniu.
Pokaż co masz Lechu!
Czas podpiąć młynek
Nie zrażeni trudnymi warunkami atmosferycznymi (aktualnie: śnieg z deszczem) czterech z nas zaczyna łowienie. W tym momencie należałoby napisać, że z nastawieniem na klenia, lecz prawda była zgoła inna – dominowały zestawy sandaczowe, czyli plecionka, guma i jig. Duch i tematyka portalu „naklenie.pl” jednak nie zaginęła – położyliśmy na nią nacisk w naszych rozmowach, opowieściach i wspólnym przeglądaniu pudełek z przynętami.
Prawie pusta szpula to oznaka intensywnego sezonu 2011-go
Z ciekawostek – w niedużej odległości od nas pływali jacyś badacze (hydrotechnicy?), którzy sondowali dno. Udało się nam w ten sposób dowiedzieć, jak głęboko jest w kilku miejscach – mała rzecz, a cieszy. Innych ciekawostek brak. No, może poza przepływającą norką (stawiałem, że to piżmak), która została zaatakowana przez wrocławską wronę – uroki miasta, agresywne zachowania coraz częściej docierają niestety również i nad wodę. Był też jeden wędkarz po drugiej stronie brzegu i mimo że dzielnie biczował wodę blisko dwie godziny w zasięgu naszego wzroku, to skończył prawdopodobnie tak jak my – na tzw. „zero”.
Poszukiwania
Po jakimś czasie w końcu przestało padać. Leszek, by poprawić nasze morale (które, nawiasem mówiąc, nie było wcale jakieś niskie) wręczył nam plastikowe kubeczki i poczęstował rozgrzewającym napojem. Tak rozpoczęła się dyskusyjno-konsumpycjna część naszego nadodrzańskiego panelu. W programie: wspomnienia minionego sezonu, napomknięte już przeglądanie pudełek, rozmowy na temat życia forum i inne ciekawe opowieści, zwykle powiązane rozmaitymi drogami z naszym hobby. Szczególnie barwnie wypadła opowieść Pawła o holowaniu suma na Kanale Powodziowym i oględziny ran odniesionych przez Lecha, który w tym sezonie miał okazję holować pterodaktyla (lokalna nazwa wrocławian dla Ardea cinerea, czyli czapli siwej).
Mijały minuty, godziny, pogoda zmieniała się dość intensywnie, a my na brak tematów nie narzekaliśmy. Wreszcie najbardziej wytrwali (chyba Sławek i Łukasz) oddali ostatnie rzuty i złożyli swój sprzęt. Tymczasem nadszedł czas na punkt kulminacyjny spotkania – szampan. Nasz samozwańczy sommelier Sławek otworzył opisany cyrylicą na etykiecie trunek, Paweł poratował mnie statywem i efekt plus nasze zadowolone facjaty możecie podziwiać poniżej.
Już za chwilę
Czas toastu
Chwilkę jeszcze porozmawialiśmy sobie, degustując jednocześnie szampana, krótkie toasty i plany na przyszły sezon. Z mojej strony wypada już tylko podziękować całej czwórce za bardzo sympatyczne spotkanie na dolnośląskiej ziemi i jeszcze raz życzyć – tym razem już wszystkim czytającym ten tekst, w imieniu całej redakcji serwisu, wszelkiej pomyślności w nadchodzącym roku i być może do zobaczenia gdzieś nad wodą!
Tekst, zdjęcia - Arkadiusz Kubale (arhuku)
Podyskutuj o tym spotkaniu w temacie na naszym forum.
|



Koniec roku to nie tylko okres krótkich podsumowań, ale także czas spotkań w doborowym towarzystwie. Świętuje się sukcesy, mijający rok, możliwość wspólnego spotkania, a także planuje po mału ten rok, który niebawem nadejdzie.
Wrocławskie towarzystwo chyba właśnie po to się spotkało...














