| Złów i Wypuść-Błędy i Zagrożenia |
|
|
|
| Wpisany przez Rafał Kubicki | |
| sobota, 06 marca 2010 00:00 | |
|
Na początek spróbujmy się zastanowić, kto przede wszystkim jest głównym propagatorem metody Złów i Wypuść – z moich obserwacji wynika, że przede wszystkim są to wędkarze łowiący dużo i bardzo dużo ryb i to w większości dużych ryb. Wędkarze, który w swoim życiu nałowili się już ryb, być może wiele z nich kiedyś także zabierali ze sobą, a teraz nie pozwalają innym nacieszyć się wędkarstwem takim jakie oni znali – teraz wszystko należy wypuścić do wody - czasami mam nawet takie wrażenie (mam nadzieję, że mylne), że należy wypuścić tylko po to, aby właśnie oni mieli co łowić. To wszystko to właśnie doskonali specjaliści danej metody połowu, często nawet wędkarskie autorytety. I teraz trzeba by sobie zadać pytanie dlaczego to robią – moda, strach przed byciem okrzykniętym mianem „mięsiarza” czy „mordercy”, rzeczywista wędkarska etyka, czy może coś jeszcze innego np. zwykłe lansowanie swojej osoby poprzez wykorzystywanie do tego C&R ? Ale na pytanie „dlaczego stosuję C&R?” to już każdy z nas musi sobie sam odpowiedzieć. I teraz kolejna sprawa – przeżywalność wypuszczanych ryb. Wpływ na nią ma bardzo wiele czynników począwszy od przygotowania wędkarza, poprzez obchodzenie się ze złowioną rybą, a na temperaturze i natlenieniu wody, co jest związane z porą roku kończąc. Ale nawet zakładając, że wszystkie elementy tej układanki są najbardziej optymalne dla ryby i dają jej największe szanse na przeżycie, badania naukowe pokazują, że przeżywalność ryb w najbardziej optymalnych warunkach wynosi około 95%. Nie trzeba być wielkim matematykiem, żeby obliczyć, że na każde 100 złowionych i wypuszczonych ryb właśnie te około 5 sztuk po prostu ginie – z różnych przyczyn: stres, nadmiar kwasu mlekowego, spowodowany zbyt długim holem etc. Tak więc jeśli czytam na różnych forach, jak niektórzy super wędkarze w tym sezonie złowili ponad 3 tysiące okoni i oczywiście wszystkie wróciły do wody to aż mi się niedobrze robi, bo ci sami wędkarze potem opluwają innych tzw. mięsiarzy za pokazanie zdjęcia z jakimś ładnym okoniem na tle tej nieszczęsnej meblościanki. I tu nasuwa się pytanie – kto bardziej negatywnie wpływa na ilość ryb pływających w naszych wodach ? Tu chyba zaczynamy dochodzić do kolejnego niebezpiecznego moim zdaniem zjawiska, a mianowicie wychowywanie młodego pokolenia wędkarzy, dla których wędkarstwo to tylko C&R. Oni już nie potrafią odróżnić wędkarza, biorącego do „siaty” kilka płotek od „wędkarza” pakującego do bagażnika 8 czy 10 sandacza – jeden i drugi to mięsiarz, bo bierze ryby (no może ten drugi to jeszcze „kłusol” na dodatek). Nie można szykanować każdego, kto zabiera rybę do domu i nie można od razu stwierdzać, że niszczy on populację ryb i jest mięsiarzem. Bezkrytyczne potępianie każdego, kto zabiera rybę do domu to po prostu zwykły szowinizm (czyli skrajnie radykalny „no killizm”), który nie powinien mieć miejsca wśród wędkarskiej braci. Wszyscy mówiąc o C&R przywołują za przykład Szwecję, Holandię czy Kanadę. Zapominają niestety, że w tych krajach żyją Szwedzi, Holendrzy czy Kanadyjczycy a nie Polacy. Tam nie tylko dlatego jest więcej ryb, że stosują metodę C&R – to w głównej mierze kwestia mentalności społeczeństwa i ich podejścia do ochrony przyrody, wody czy ryb. Polacy dopiero zaczynają się uczyć, że państwowe oznacza nasze wspólne a nie niczyje jak to było w dawnym ustroju, gdzie wszystko się załatwiało, kombinowało, przynosiło z pracy – nikt nie nazywał tego po imieniu , czyli po prostu zwykłą kradzieżą. Jakiś procent z nas widząc łamanie prawa (w naszym przypadku mówimy o kłusownictwie i jego wszelakich odmianach) zgłasza to odpowiednim organom – dopiero od kilku lat powoli się tego uczymy. Kto z nas widząc, że ktoś w jakiś sposób zatruwa czy zanieczyszcza wodę zgłasza to jako przestępstwo. Takie zachowania są na razie w Polsce w powijakach i nie łudźmy się, że nagle stosowanie przez wszystkich metody C&R cudownie uzdrowi stan naszych wód i będziemy mieli przysłowiowe wędkarskie eldorado. Tu trzeba zacząć od podstaw i niestety najpierw zmienić mentalność a dopiero potem reguły, bo w odwrotnej kolejności to nie przyniesie pożądanego rezultatu. Co z tego, że będziemy wypuszczać ryby, jeśli nasze wody są coraz bardziej zanieczyszczone, jeśli na brzegach walają się tony śmieci pozostawionych przez nas wędkarzy – czy wtedy będzie w wodzie więcej ryb? Moim zdaniem niestety nie i właśnie na tym traci cała, bardzo szczytna, idea metody Złów i Wypuść. Dlaczego nikt (no może nie nikt, ale większość) z tych wędkarskich autorytetów nie widzi innych, moim zdaniem dużo większych zagrożeń dla naszych ryb i wód? Bo tak jest po prostu najłatwiej – wmówić wędkarzom, przede wszystkim młodym, że wszystkie złowione ryby należy wypuszczać. Wtedy przynajmniej coś tych z ryb jeszcze w tych naszych wodach zostanie i ci najwięksi fachowcy będą mogli je jeszcze łowić. Dlaczego nie mówi się o tym, jak marnotrawione są nasze pieniądze, które wszyscy płacimy do PZW. Gdyby związek prowadził racjonalną gospodarkę rybami nikt nie musiałby nawet mówić o C&R – po prostu byłoby to oczywiste – kto by chciał, to by ryby zabierał, kto zgodnie ze swoją etyką chciałby ryby wypuszczać to by je wypuszczał. Po prostu gdyby w naszych wodach było dużo ryby nie byłoby problemu C&R – a każdym bądź razie C&R nie byłby problemem. O Złów i Wypuść mówi się bardzo wtedy, gdy już jest z reguły za późno – tzn. wtedy, gdy w wodzie nie ma ryb prawie wcale. Dlaczego nikt nie protestuje, gdy większość zarybień dokonywanych przez PZW wygląda tak…
Przykład bezmyślnego zarybienia zbiornika przez włodarzy jednego z kół wędkarskich.
Dlaczego nikt nie protestuje, gdy zarybień nie ma wcale, a jak już są to w większości odbywają się tylko na papierze. Dlaczego PZW oddaje w dzierżawę rybakom rybne jeziora, które oni przez kilka lat zamieniają w „pustynię” i przenoszą się na następne jezioro. Dlaczego we władzach PZW zasiadają niekiedy ludzie skazani prawomocnymi wyrokami sądu za kłusownictwo (czyli zostały uznane winnymi naruszenia zapisów ustawy o rybactwie śródlądowym). Takich i innych przykładów można by podawać niezliczone ilości, ale nie o to chodzi w tym artykule. Chciałem jedynie zwrócić uwagę, że jest wiele innych problemów, powodujących spustoszenie w naszych wodach i moim zdaniem stosowanie metody C&R niewiele tu zmieni, jeśli nie zmieni się podejście władz PZW przede wszystkim do nas wędkarzy – jeśli nadal będą uważać, że to my (wędkarze) jesteśmy dla nich a nie odwrotnie. Jak tak dalej będzie to niedługo będziemy mogli również metodę C&R między bajki włożyć, bo po prostu nie będzie co „release” ! Tak na zakończenie w roli podsumowania chciałbym, aby mój artykuł nie został źle zrozumiany – uważam metodę Złów i Wypuść za bardzo słuszną, etyczną i oczywiście sam ją stosuję (w zeszłym roku wziąłem do domu tylko jedną rybę, która moim zdaniem nie miała już żadnych szans na przeżycie). Chciałem tylko podkreślić, że są większe problemy niż zabieranie ryb z łowiska do domu i jeśli nic się nie zmieni to na wszystkich wodach w Polsce będziemy mieli tylko skarłowaciałe płocie, okonki, leszcze czy krąpiki. Dlatego nie mam za złe, jeśli ktoś bierze kilka ryb do domu na kolację i nie widzę w tym nic złego – jeśli tylko zachowamy w tym wszystkim umiar. Bo o to w tym wszystkim przecież chodzi – umiar, zdrowy rozsądek i rewolucja we władzach PZW – wtedy wszystko będzie dobrze!
Rafał Kubicki
|






Złów i wypuść – podstawa etycznego wędkarstwa, nowomoda, jedyny sposób na ratowanie polskich wód czy wreszcie łatwy sposób na lansowanie?
C&R, czyli „Złów i Wypuść” to temat wciąż wywołujący wiele kontrowersji i prowadzący do wielu ożywionych dyskusji w prasie wędkarskiej, ale przede wszystkim chyba na forach internetowych pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami tej metody. Jak to zwykle bywa i jedni i drudzy mają swoje racje, a że żyjemy w takim kraju jak Polska przekonanie kogokolwiek do swojej racji jest niezwykle trudne. Do C&R trzeba po prostu dorosnąć, a w zasadzie lepiej będzie chyba użyć sformułowania dojść samemu – nikogo nie można do tej metody zmuszać, bo skutek takiego postępowania może być zupełnie odwrotny. Przede wszystkim stosowanie C&R musi być w pełni świadome, czyli poparte odpowiednimi przygotowaniami przed połowem (dotyczy to przede wszystkim sprzętu, ale i również mentalnego podejścia do wędkowania) – wypuszczanie ryb nie może być po prostu przypadkowe. Mimo tych wszystkich trudności związanych z podjęciem tak trudnego tematu spróbuję jednak (oczywiście na moją wiedzę) przeanalizować fakty i mity o C&R.





