|
Dolna Wisła umiera. Umierają ryby małe i duże. Nie mam niestety dowodów naukowych. Nie popieram tego zdania nazwiskiem znanego ichtiologa.Nie mam takiej możliwości jeszcze. Prowadzę jednak szczegółowy dziennik, który obrazuje w sposób jednoznaczny zasób tego odcinka. Jadąc przez Grudziądz miałem sposobność chwilowej obserwacji poziomu wody na Wiśle na tamtejszym odcinku.
Nie napawało mnie to optymizmem , bo tak niski stan wody nie jest dobrym sprzymierzeńcem na moim odcinku Dolnej Wisły zwanej Leniwką. Mój odcinek Wisły poprzecinany jest wyłącznie ostrogami.

Opaski są dobrym łowiskiem tylko podczas średniego stanu wody. Jest dużo przykos , ale by tam łowić wodery lub spodniobuty są złym środkiem lokomocji. Tutaj potrzeby by było łodzi lub co najwyżej nowoczesnego lekkiego pontonu z silnikiem. No , chyba , że zdecydowałbym się na spływ pontonem poniżej Grudziądza do Białej Góry , więc wtedy silnik nie był by tak potrzebny. Wystarczyłyby wiosła. Ale to plan na przyszłość. Teraz muszę zająć się dzisiejszą wyprawą , którą zaplanowałem na popołudnie lub co najwyżej wczesny wieczór. Będę kończył łowienie z zachodem słońca. Niestety nie mam dzisiaj czasu na zostanie do 22 – 23 … Szkoda. Zjeżdżam samochodem w dole rzeki , poniżej Zapory w Białej Górze. Parkuję miedzy wałem , a rzeką w bezpiecznym miejscu i rozpakowuję sprzęt. Dzisiaj łowię lekko. Cel to kleń. Byłe wczoraj wieczorem nad wodą przejść się i odwiedziłem długą ostrogę na rozgałęzieniu Wisły z Nogatem. Widok mnie zszokował , bo takiego niskiego stanu wody nie widziałem już dawno. Dwa przelewy w okolicach środka ostrogi nie istnieją. Brzegi są zapiaszczone i śmierdzi rozkładającymi się racznicami. Jest nie zbyt przyjemnie. Sam nie wiem jak dzisiaj łowić. Miałem już takie sytuacje w życiu i to nie jeden raz , wiem , że to będzie trudny wieczór. Idę na pierwszą ostrogę poniżej zapory. Mam plan żeby obłowić tam rynnę naprzeciwko szczytu ostrogi , który i tak leży na piasku. Dochodzę do podstawy ostrogi i widzę wędkarza , który obławia przystawką okolicę warkocza. Witam się na początek i idę dalej. Dochodzę do drugiej ostrogi i na początek obchodzę ją w celu sprawdzenia czyjejś obecności. Na szczęście nikogo nie ma. Podchodzę na kolanach do podstawy szczytu ostrogi , który jest tutaj bardzo krótki i dobrze zamaskowany wysokimi trawami i krzakami. Na szczycie jest bardzo płytko , nurt leniwie ciągnie. Decyduję się na łowienie tonącym Dorado Lake 3 cm. Jest ciężki , można nim daleko rzucić i ma dość agresywną akcję. Liczę tutaj na klenie. Mimo , że nie ma dość ostrego nurtu można założyć , że kleń obierze tutaj swoje rewiry. To oczywiście tylko teoretyczne założenia. Często się jednak sprawdzały. Rzuty robię najpierw krótkie , kilku metrowe. Potem je stopniowo wydłużam i dzięki temu mogę obłowić większy obszar łowiska. Takie wachlarzowate łowienie dobre jest szczególnie latem gdy trzeba dobrze zaprezentować przynętę rybie. Po półgodzinie zmieniam stanowisko. Nie było brań , więc pora poszukać odpowiedniej ostrogi. Idąc na trzecią ostrogę mam mieszane uczucia. Przy tak niskim stanie wody nie spodziewam się tutaj kleni.

Mimo wiadomej jednak decyduję się zrobić kilka rzutów. Na początek Lake – Dorado potem Raczki Rebela , owady River2sea… Niestety ciągle jestem bez brań…


Czas na czwartą ostrogę. Tutaj mam podobną sytuację. Nie ma przelewu , szczyt jest odsłonięty. Może jednak tuż za szczytem w warkoczy czai się kleń?? Kilka w taki sposób złowiłem , więc czemu nie teraz?? Próbuję mimo wewnętrznych obiekcji. Powinienem uparcie szukać przelewu , uparcie , aż do skutku. Nawet pod groźbą przejścia wzdłuż brzegu kilku kilometrów. Ale czy przy tak niskiej wodzie jakiś jeszcze istnieje?? Mam jeszcze około pół godziny łowienia , więc uderzam na piątą ostrogę. Jest tam trochę płyciej na szczycie. O zmierzchu powinno tam coś się pojawić i polować na drobnicę.

Zakładam biedronkę River2sea. Ma świetną agresywną , powierzchniową akcję , żółty brzuch … Kilka rzutów w nurt. Przynętę prowadzę , około metra od brzegu. Jest tutaj kilka głazów , więc może teraz… Branie następuje zaraz po zbliżeniu się biedronki w okolice głazów. Klenia zacinam , ale ryba ma szczęście i spina mi się chwilę później. I na tym koniec … Niestety. Często zastanawiam się nad tym zjawiskiem i nie będę się ośmieszał twierdząc , że coś nowego wymyśliłem. Winni są dzierżawcy wód , rybacy …

… i My wędkarze. Kłusownicy to nie tak duży procent ludzi tępiących ryby. Myślę , że pojęcie kłusownik powinno być zmienione , bo jeśli osoba , która nie posiada uprawnień wędkuje w imieniu prawa jest kłusownikiem to jak nazwać "wędkarza", który posiadając niezbędne pozwolenia nie zna pojęcia wymiar i okres ochronny, a o metodzie złów i wypuść już nie wspomnę. Powinniśmy się nad tym zastanowić. Mam okazję wyskoczyć na Wisłę , więc korzystam. Upal straszny. Ponad 30’C w cieniu. Na słońcu można dostać kręćka. A Ja mam możliwość połowu tylko miedzy 13, a 16-stą !!! Nikt nie mówił , że będzie lekko. Odległościówka w garść , przynęty w plecak i ruszam w poszukiwaniu kleni.

Cieszy mnie wyższy stan wody , tzn. wyższy od poprzedniego i lekko ponad pół metra. To i tak mało jak na ten odcinek rzeki. Szkoda , że do optymalnego stanu brakuje 20-30 cm. Połowy kleni głównie są ukierunkowane właśnie stanem wody , więc dlatego tak biadolę o tej wodzie , aż do znudzenia. Mam mało czasu , więc pędzę na trzecią ostrogę. Tutaj mam największe szanse na oszukanie tutejszych kleni. Mimo za „ małego ” stanu wody w nurcie mogą czaić się grupki kleni i jazie. Siadam u podstawy ostrogi w wysokiej trawie i wykonuje pierwsze rzuty Lakem Dorado. Po minucie na chwilę przerywam łowienie , bo słońce tak mocno pali , że muszę ściągnąć kamizelkę i plecak , który trochę ciąży. Na tej ostrodze testuję wszystko co mam. Woblery River2sea , Rebela , Rapali , Dorado , Salmo , chrząszcza A.Lipińskiego… Ale na marne. Trochę się zawiodłem , bo w oddali widzę moje wiosenne kleniowe ostrogi pozbawione przelewów. Czyli , czeka mnie latanie do 16 w poszukiwaniu chociaż kilku kamyków w nurcie. O 15 z minutami znajduję kilka metrów przelewu , które mogą dać mi chociaż cień szansy na kontakt z czymś żywym co mieszka w wodzie. Próbuje zaszaleć Rapalą JSR04SD. Mam świetną akcję w tych miejscach , więc co mi tam. Za przelewem jest dół na 2-3 metry , więc może tam?? Próbuję … … niestety. Woda podskoczyła znacznie od mojego ostatniego wypadu na ten odcinek Królowej Polskich Rzek.

Mimo tego i tak jest za niska by ożywić większość kleniowych przelewów. Z resztą w dzisiejszym dniu mam trzy zestawy spinningowe , które dają mi dużo możliwości w tak trudnym okresie. Po dojechaniu na łowisko , rozpakowuję sprzęt , a następnie po zamknięci auta pędzę na drugą ostrogę w dole rzeki. Jest to krótka ostroga i na zapływie posiada ciekawy uskok , który potrafi obdarzyć szczupakiem. Biorę w garść średni spinning i próbuję swojego szczęścia. Zestaw zabezpieczyłem obowiązkowo przyponem wolframowym , a na jego końcu zapinam rippera Mannsa w kolorze perłowym o długości 10 cm. Trochę grubo , ale gruba ryba warta jest większej przynęty w tym okresie. Kilka rzutów i mam tępy opór. Niestety zaczep. Ciągnę za plecionkę o wytrzymałości 100lb i rwę przypon. Chyba pozostałość rybackiej sieci … Niestety Ci panowie nadal działają na tym odcinku rzeki. Kolejne rzuty i znowu ten sam scenariusz … Cholera!! Znowu ciągnę z plecionkę. Niestety nie mogę wyciągnąć tego czegoś. Jednak kątem oka widzę sznurek wchodzący do wody przy podtopionym krzaku. Wiem już wszystko. Ciągnę za plecionkę , a sznurek się naciąga. Sieć kłusownicza. Decyzja jest tylko jedna. Rozglądam się powoli w około , czy czasami nie mam towarzystwa … Wyciągam nóż z kamizelki , wyciągam kilkunastometrową sieć i tnę ją na kilka części. Wycofuję się z tego miejsca i obserwując bacznie okolicę udaję się na następne miejsca. Cisza… Nie słychać bolenia , który jeszcze kilka lat temu pięknie ganiał na śródrzecznych łachach , nie widać szczupaka , który zawsze czaił się na pograniczu dołu na zapływie , nie potrafię zlokalizować kleni i jazi na moim pięknym przelewie , który posiada wgłębienie w środkowej części , gdzie odkłada się pokarm niesiony nurtem rzeki… A gdzie okoń??? Próbuję paprochów … Delikatny kij , cienka żyłka , masa główek o różnej gramaturze… Nie ma. Na kolejnym przelewie oszukuję patelniaka. Wypuszczam go delikatnie. To może prekursor wiślanych okoni…

Popadam w zadumę … Myślę o moich nie tak dalekich wiślanych początkach i setkach pięknych kleni. O boleniach , które miałem zostawić sobie na później , gdy poduczę się kleniowania. O szczupakach … To bez sensu. Już chyba za późno na ratunek.

Piękna , ale pusta. Czy można ją jeszcze uratować???
Przemek Szymański
|