| Jesienny Poranek |
|
|
|
| Wpisany przez Przemek Szymański | |||
| środa, 18 listopada 2009 00:00 | |||
|
…49 cm. Szkoda , że nie ma ponad pół metra.
Wędruję dalej wzdłuż brzegu i zaglądam do ciekawych miejscówek. Jest tu ich cała masa , więc nie nudzę się znajomością wody , która w tym okresie jest wyjątkowym przeciwnikiem. Klenie są rozbiegane. Mają na tyle dużo pokarmu , żeby być wybrednym , ale nigdy nic nie wiadomo.Zaglądam na Gade. Deszcz nie ustaje , a rzeka wita mnie kawą z mlekiem i zerową widocznością. Nie ma sensu zagłębiać się dalej i po obłowieniu dołka wracam się na szlak.Mijam poprzednie miejscówki i kieruję się w stronę The Grove. To są bankówki i nie ma sensu się dekoncentrować. Dorado , Rapala , River2Sea… Znowu Rapala … Mam fajne przytrzymanie. Tnę z nadgarstka. Nie potrzebowałem zamaszystego zacięcia gdyż plecionka daje ten komfort. Ryba jakoś nie walczy kleniowo i muruje do dna. Po około minucie ukazuje się piękny garbus. Czuję , że mój rekord wisi w powietrzu. Okoń pięknie walczy i na ultralightcie może pozwolić sobie na wiele. Nie pozwalam mu jednak na to , bo okaz musi żyć. Jak najszybciej podholowuję go w moją stronę i ląduję na brzeg.Ma 43 cm. Dobre zakończenie wyprawy.
***
Znowu mam piękną pogodę. Zawsze tak mówię jak niebo spowiją ciężkie ołowiane chmury , jest prawie bezwietrznie , a deszcz wisi w powietrzu. Jeszcze lepiej jak leje i nikomu nie chce się wyłonić z domu. Wtedy najlepiej czuję się nad wodą , bo jest cicho i skupić mogę się nad jednym.Zaczynam o świcie. Podchodzę do pierwszej miejscówki. Raczej skradam się. Podejrzewam obecność kleni , ale nie jestem pewny. Tak , czy inaczej wolę chuchać na zimne. Zastygam w jednym miejscu i wykonuje wolniejsze ruchy. Wczesny ranek pomaga mi w tym niezmiennie. Jestem śpiochem z natury i ciężko mnie rozbudzić z rana nawet mocną kawą. Rozkładam spina , mocuję kręcioła , przewlekam plecionkę przez przelotki i znowu klęczę nad pudłem pełnym kleniowych smakołyków. Patrzę , cmokam , mruczę coś jak zwykle do siebie i znowu Rapala Jointed Shad Rap SD04 wędruje do wody.Ledwie pierwszy rzut idealnie pod krzaki… Jak ja to zrobiłem to nie wiem po dzień dzisiejszy… Mam piękne wyjście klenia do nie ruchomego woblera. Zdążyłem tylko zaciąć widząc klenia wąchającego mój wabik. Walka była przepiękna , a kleń nie należał do kanałowych leni. Kilka razy przy odjeździe ostro przygiął mi kij do granic możliwości. Plecionka niestety nie amortyzuje zupełnie mocnych i dynamicznych odjazdów kleni.Grubaska ląduję ręką. Szybko go mierzę i robię sobie pamiątkowe zdjęcie. Miał 49 cm.
Teraz już zupełnie spokojnie obławiam okolice miejscówki i czekam na kolejne brania. Idąc wzdłuż brzegu obławiam zdaje mi się bankowe miejscówki. Są tam podtopione krzaki , w których lubią czaić się piękne klony , które o tej porze roku wolą mięsny pokarm.Kolejne wyjście okazałego klenia mam za mostem. Prosiak wychodzi zdecydowanie , ale daję mu po nosie. Niestety za szybko zaciąłem. Ciężko łowi się na czuja pod krzakami. Często ryba atakuje przynętę ułamek sekundy po wpadnięciu do wody i gdy miejsce jest zacienione nie ma szans na poprawne zacięcie. Ryby po prostu nie widać w takich sytuacjach.Wędruję nad Rriver Gade. Obserwuje nie żerujące klenie pod nawisem okolicznego drzewa. Stoją sobie w rynnie pod drugim brzegiem i nic ich nie rusza. Zostawiam je w spokoju i przenoszę się znowu na moje miejscówki nad Grandem , ale dzisiaj już więcej nic się nie wydarzyło.
***
English Weather – czyli deszcz i porywisty wiatr , który zacina i nie pozwala się schować nigdzie tak będzie zapewne wyglądało moje dzisiejsze wędkowanie. Jednak nie martwię się tą pogodą. Już podczas moich spinningowych początków lubiłem ekstremalne łowienie pełne nieprzewidywalnych zdarzeń. Lubiłem oberwania chmur , silne wiatry dochodzące do 100 km/h , które wyrywały spiner z dłoni i uniemożliwiały płynięcie łodzią na wiosłach pod wiatr. Lubiłem burze i siedzenie na tyłku na między walu nad samiutką Wisłą. Miałem wtedy pietra jak nigdy. Kije węglowe leżały wtedy poziomo , a Ja w płaszczu i woderach czekałem na koniec nawałnicy. Serce biło mi wtedy szybciej niż zazwyczaj… Dzisiaj nie ma tak ekstremalnych warunków , ale english weather to swoiste kuriozum. Lubię je i chodzę wtedy na ryby ze zdwojoną przyjemnością. Poszukiwania sześćdziesiątaka zaczynam od mostu i przesuwam się w stronę Gade. Jednak nie mam zamiaru tam dzisiaj zaglądać. Zima to czas spokoju na tej rzece.Rozkładam ultralighta , zbroję go w kołowrotek zaopatrzony w cienką plecionkę i zapinam Lake Dorado. To dobry wabik na ten płytki odcinek , który daj mi w godzinę jednego trzydziestaka.Przechodzę na moje bankówki . Mam nadzieję na grubego pięćdziesiątaka.Kilka rzutów i mam piękne wyjście. Widzę pięknego klenia jak podąża szybko za moim woblerem i z impetem ładuje się na niego. Nie muszę nawet ciąć. Plecionka daje mi taki komfort. Staram się szybko holować klenia , ale jest silny i daj duży opór. Kilka minut i mogę pstrykać zdjęcie. Potem wypuszczam go delikatnie. Chwilę oddycha mi na dłoniach i powoli odpływa…
Podążam na północ i odwiedzam kilak dobrych miejscówek. Są puste. Myślę o nowych miejscówkach i wypatruję choćby gałęzi w wodzie na drugiej stronie kanału. Namierzyłem jedną na nie ciekawym odcinku. Kilka rzutów Rapalą JSR04SD i mam kopniaka. Szybko ten gdyż odległość jest nie mała. Dość szybki hol uwieczniony zostaje pewnym podebraniem ryby.
Zdjęcie i do wody. Kolejne ryby są dowodem na dobry dzień . Podczas wędrówki za spinningiem łowię jeszcze siedem ryb o długości do 35 cm.Wracam się… Coś mnie kusi by pójść jeszcze na moją poranną miejscówkę. Idę… … mam branie w drugim rzucie. Kleń jest nie co mniejszy od porannego , ale i tak jest piękny.Płyń po dziadka…
***
Dzisiaj jest na prawdę ciepło. Ponad 10’C. Mam czas , więc idę. Jakoś nie spieszę się z dojściem na łowisko o świcie. Mam lenia , który skutecznie opóźnia moje wyjście z domu do godziny dziewiątej.Po obowiązkowym śniadaniu ruszam w kierunku kanału.Dochodzę nad wodę… Dobrze , że jest spokojnie. Jakoś dzisiaj nikogo nie widać. Sobota robi swoje. W niedzielę jest bardziej tłoczno. I miejscowi „ tyczkarze „ wolą bardziej ostatni dzień tygodnia.Pierwsze rzuty wykonuję Rapalą Shad Rap. Miejscówka jest wąska i wymaga ostrzej schodzącego woblera , który musi zacząć pracować przy dnie jak najbliżej drugiego brzegu , który na domiar tego jest silnie zarośnięty. To miejscówka na grube klenie , które często odwiedzają to miejsce , ale na trafić na nie i skusić je do brania to już inna historia.Brak brań uświadamia mnie , że tym razem nie byłem wart pojedynku.Pędzę dalej. Kolejne miejscówki. Mam taką jedną fajną. Z pozoru martwa woda , nie ciekawe stanowisko. Nic mylnego. Tam czają się klenie , które na płytkiej wodzie zastygają w bezruch , gdy ktoś jest nie uważny i zbyt nonszalancko się zachowuje. Ale czy i Ja też tak się teraz zachowałem??Za mostem palę wydawało się pewne branie , które musiało skończyć się powodzeniem. Niestety tym razem partolę dobrze wykonaną wcześniejszą robotę. A powiem , że udało mi się „ grubaska „ wywabić z tych korzeni.Wracam się.Pędzę prosto przez ścieżkę , mijam kilka łodzi. Jedna jest wybebeszona jak okręt w stoczni. Widać remont w pełni. Zatrzymuję się na zakręcie i podziwiam posiadłość obok. Zawsze mi się podobała.Strzał w woblera przypomina mi gdzie jestem. Holuję szybko i nie pozwalam mu chodzić po otwartej przecież wodzie. Podbieram jeszcze walczącą rybę. Mierzę i wypuszczam. Miał 44 cm.
Kolejne ryby trafiam kilometr dalej. Z widzianych w polaroidach kilkunastu ryb!!!
Wyciągam jedną sztukę. Prosiak miał 50 cm. Co za widok…
Przemek Szymański
|






Pogoda wróży mi dzisiaj ciekawy dzień. Dość wieje z zachodu. Po niebie przeciągają się ciężkie ołowiane chmury. - To musi być ten dzień – myślę i podążam w ciszy w stronę Grandu . Jest sobota, dużo osób pracuje, Ta pogoda.
Powinna być cisza. Zaczyna padać. Przy tym wietrze dość mocno zacina. Schodząc nad łowisko przygotowuje płaszcz i czym prędzej go zakładam. Wydaje mi się , że nie zdejmę już go dzisiaj. Szybko rozkładam Lamiglasa, podpinam Techniuma i przekładam plecionkę przez przelotki. Mam jeszcze dylemat z przynętą. Klęczę nad pudłem i wślepiam się w nie w nieskończoność. Otrząsam się i do agrafki zapinam Jointed’a ze stajni Rapala. Dobry wybór… Kilka rzutów i w mojej bankówce mam ostry strzał. Nie muszę ciąć. Sam to zrobił i teraz chce schować się w zaczepy, które obficie chronią drugi brzeg. Jest silny i pewnie sam wie, że tylko tam ma szanse. Wiem to i Ja. Odciągam go siłą zestawu. Chwytam go po chwili za gruby kark i wytarabaniam go na brzeg. Fotka i mierzenie…











