Start

Główne menu

Relacje

Sprzęt

Portal

Menu Użytkownika

Reklama

Sponsor Lure Factory 2012
Złota Rybka
Reklama
Reklama
Sponsor...
Reklama
...Lure Factory 2012
Początek Jesieni PDF Drukuj Email
Wpisany przez Przemek Szymański   
czwartek, 02 października 2008 00:00

Lubię jesień. Poświęcam jej więcej czasu niż innym porom roku. Kocham ten czas gdy zaczynają się złocić liście i potem leżą jak kołdra na ziemi. Jest w tym coś magicznego. Coś co nie długo przeminie i dlatego staram się brać z tych chwil jak najwięcej.Potem będzie już o wiele gorzej.Kolejny dzień na kleniach. Jakoś miałem wątpliwości co do dzisiejszego dnia , bo to po pracy , bo żonka mówi , że powinieneś wypocząć… A niech tam!!! Jadę…Mam mało czasu na ogólne i drobiazgowe łowienie , więc będę się śpieszył i zapowiada się tzw. „zero kombinacji”. Rozpoczynam na prostce za pierwszym mostem. Na agrafce przypięty jest mój „Dorado” , który przynosi mi mnóstwo brań i nie zapomnianych chwil. Pierwsze rzuty wykonuję ostrożnie pod drugi brzeg. Sprawdzam ogólnie pracę przynęty i czy czasami coś mi jej nie odprowadzi.
Są klenie.Są ostrożne…Nieufne…
I chyba będzie ciężko. A z czego to wnioskuję?? Ano z tego , że mało jest dni kiedy kleń płynąc za przynętą podpływa do niej na odległość kilku centymetrów i po przyglądnięciu się jej odwraca się od niej ogonem.
Mam założone polaroidy i doskonale widać te wydarzenia. Po około półgodzinie łowienia przepraszam się z „rodzynkami” i wiążę bezpośrednio do żyłki małą biedronkę o długości półtora centymetra. To moja tajna broń na takie kleniowe dranie. Dochodzę do zakrętu.
Wykonuję pierwsze rzuty moją tajną bronią i są od razu pewne brania , ale kijek mam nie ten co trzeba i nie ma szans na szybkie zacięcia , które w tym przypadku są potrzebne jak woda rzece.
Mój kijek ma włosową węglową szczytówkę idealną do paprochów ,a przy coblerach czasami nie nadążam z zacięciami. A zwłaszcza jak są brania z powierzchni na małe przynęty.
Ale trzy razy udaje mi się skutecznie zaciąć i mam już na koncie trzy klenie 26 cm. , 27 cm. , i 32 cm.
Małe , ale cieszą , bo złowione zostały na przynętę własnej roboty. Pędzę dalej.
Resztę parkowego odcinka River Gade omijam ze względu na bardzo niską wodę i jadę połowićna odcinku rzeki vis a vis pól golfowych. To dobry odcinek rzeki. Przekonuje się o tym na samym początku łowienia łowiąc ładnego okonia o długości 32 cm.

 

 

 

Idę szybko pod nawisy. Czas mi ucieka , więc nie podchodzę długo klenia i ładuję się w to miejsce najlepszymi przynętami.Nie ma niestety brań. Albo kleni tam nie ma , albo po prostu coś nie tak zrobiłem.Jakoś nie daje mi spokoju dół kilkadziesiąt metrów dalej i idę tam spróbować szczęścia. Przechodzę przez gąszcz pokrzyw i spoglądam na rzekę. Dzisiaj uchodzi do River Gade więcej wody , jest większy przepływ i mam nadzieję , że coś się będzie dziać.Zakładam ostro schodzącego woblera i penetruję ten dół. Mam branie okonia. Fajnie zaczęło się.Niestety okoń przy brzegu schodzi. Szkoda. Był ładny , ponad trzydzieści centymetrów. Rzucam ciągle i nagle mam całkiem ładne kopnięcie!!! To na pewno kleń. I to ładny. Odjeżdża mi z prądem kilka metrów i staje w nurcie. Nie będę się z nim bawił , bo teren jest trudny , a ja mam krótki kij , więc pompuję. Idzie , ale powoli. Mam go już przy brzegu i w tym momencie kleń schodzi do dna w korzenie.A niech to!!! Ciągnę ile sił i udaje mi się go wydostać ,ale kiedy kleń był już przy powierzchni to wobler po prostu strzelił mu z pyska.. Niestety… A ładny był…taki złocisty… Prosiak.Dociążam woblera śruciną 2 gr .i w ten sposób schodzę do dna. Mam zaczep! A niech to szlag! Napinam kij do granic możliwości… I co to?? Zaczep rusza i kieruje się pod prąd!!! Z taką porażającą siłą nie spotkałem się już na prawdę bardzo długo. Ja ciągnę rybę w swoją stronę , a to na niej nie robi żadnego wrażenia!!! To prawie nie możliwe.. Jaki to może być kleń??!! 3-4 kg??!! Sam nie wiem. Wiem tylko , że mam ogromna rybę na końcu kija i nic nie mogę zrobić. Walka dobiega już końca. Podciągam rybę pod sam brzeg , ale jej nie widzę. Przy brzegu są te nieszczęsna korzenie… Niestety ryba o tym wiedziała… wchodzi w nie całą swoja siłą. Zatrzymuję ją jak mogę…Kij wygina mi się już przy rękojeści i udaje mi się ją początkowo wydostać , ale moja ryba życia była za słabo zapięta i tak jak poprzednie dwie ryby tracę i tą.
Siadam na pniu. Już nie łowię… Szok…

 

***

 

Kolejne podejście. Cały dzisiejszy dzień myślałem o tamtej rybie. Może to był kleń może brzana , nie wiem. Wiem jedno. Dzisiaj muszę tam jechać znowu i spróbować szczęścia.A więc po pracy jadę. Prostkę w parku obławiam tak od to. Żeby nie było. Woda jest katastrofalnie niska , więc nie ma szans na grubego klenia. Łowię „rodzynkami” i mam efekty w postaci trzech kleni 25 cm. , 29 cm. i 31 cm. Nie wytrzymuję dalszego łowienia tutaj i jadę na nawisy pod pola golfowe. Po dojechaniu zakładam wściekłego woblera. Pierwsze rzuty wykonuję pod most i mam piękne wyjście grubego okonia do nie ruchomego woblera który spływał. Tnę w tempo i trafiam. Ma kontakt z rybą. To piękny okoń , który popisuje się kilkoma sztuczkami. Jest mój. Robię mu zdjęcie i ostrożnie wypuszczam. Miał 36 cm.Pod nawisami nic się nie działo. Dziwne. Widocznie kleń opuścił te miejscówki.Pędzę ile sił na mój ulubiony dół. Znowu parzę sobie nogi w tych pokrzywach i docieram na miejsce.Kryję się za nędzną wierzbą , która daje mi dobre schronienie i obserwuję w polaroidach wodę i płyciznę graniczącą z głębszą wodą. Widzę pierwszego klenia , który spływa spokojnie w dół rzeki.Wytrzymuję chęć połowów i przypatruję się dalej wodzie. W pewnej chwili widzę klenia , który przepływa około czterech metrów ode mnie. Jest naprawdę podekscytowany tym widokiem. Kleń na oko na pewno miał ponad pół metra!!! Zanim chwyciłem za spinnera kleń odpływa w dół rzeki w kierunku nawisów. Zastanawiają mnie te wędrówki kleni. Latem nie były one widoczne , ale teraz… To na pewno już oznaka jesieni , która przyszła w tym roku do Anglii znacznie wcześniej.Zbieram się do kupy po tym widoku i zaczynam próbować. Marzę o ponownym spotkaniu z „Wielką Rybą” , więc zmieniam „czternastkę” na „dwudziestkę”. Dzięki temu mam pewność , że mam szansę z gigantycznym kleniem lub brzaną zamieszkującą ten odcinek i ten dół. Jednak nic się nie dzieje , oprócz jednego ostrego huknięcia w moje magiczne Dorado. To był na pewno ładny kleń.
Mojego giganta niestety nie ma. Być może jest , ale nie potrafię dzisiaj go oszukać.
Może następnym razem…

 

***

 

Załamanie pogody. To nie wróży nic dobrego. Jesienne załamania i nadchodzące nawałnice i obfite opady deszczu to nie najlepsze warunki do połowu kleni. Rozumiem latem kiedy zaraz po upałach nadejdzie deszcz , ale nie jesienią. Nie zrażam się jednak tym i próbuję dzisiaj . Mimo , że jest końcówka weekendu i nad wodą nie jest za cicho.
Zaczynam u ujścia River Gade do kanału Grand Union.
Skupiam się nad tym miejscem dobre pół godziny. Zaczynam nie pozornie , czyli gumową żabką Manna o długości 6 cm. Trochę wielka ta żabka , ale wielki kleń lubi wielkie kąski. Żabką uzbrajam w lekką główką , po to , żeby móc delikatnie łowić w dryfie wykorzystując siłę nurtu. Rzuty wykonuję w poprzek rzeki i ściągam przynętę łukiem do brzegu. Nic się nie dzieje. Zmieniam żabkę na perłowego rippera o długości 5 cm. Łowię tym razem agresywniej , ale też nie skutecznie. Próbuję na „Górala”. Jest wściekły w paski i już nie raz oszukał ładnego okonia. Cisza… Kolej na Dorado prowadzone w pół wody. Może tak poprowadzona przynęta skusi klenia?? Łowię tak około dziesięciu minut , ale bezskutecznie.
Idę pod nawisy i próbuję już tylko na sprawdzone woblery. Łowię aktywnie i często zmieniam warstwę obławianej wody jak i przynętę. Ale i tym razem bezskutecznie. Zastanawiam się gdzie się podziały te klenie. Przenoszę się na płyciznę tuż powyżej nawisów. Przypominam sobie o spływających kleniach , więc maskuję się i wykonuję długie rzuty płytko schodzącym woblerem. Cisza… Tylko to mi się nasuwa na myśl podsumowując ten teren i połowy na nim. Docieram do mojego magicznego miejsca i tak jak ostatnim razem obserwuję wodę w polaroidach siedząc miedzy krzakami. Jest już szaro , więc widzę tylko dwa piękne klenie spływające w dół rzeki. Widok niesamowity i nie zapomniany.
Zmieniam szpulę w kołowrotku na grubszą żyłkę , dociążam mojego ostro schodzącego killera i zaczynam oranie dna , aż po same ciemności. I właśnie już prawie w tych ciemnościach mam niesamowite uderzenie i ładnego klenia na haku. Krótki i dynamiczny hol uwieczniony jest skutecznym podebraniem ryby. Szybko robię fotkę i mierzę klenia. Równe 45 cm. Jest piękny…

 

 

 

***

 

Z Maćkiem poznałem się przez Internet oczywiście. Jakimś zrządzeniem losu przeglądał moje reportaże na Forum Wędkarskiego Świata i znalazł kontakt ze mną. Mieszka kilka mil ode mnie , więc umówienie się na wspólną wyprawę nie stanowiło większego problemu. Umówieni jesteśmy na 16.05 koło Watford Underground ( stacja metra) stamtąd kieruję Maćkiem , żeby bez problemu dojechał nad River Gade.
Jeszcze tylko znajdujemy bezpłatny parking dla jego Peugeota i możemy przejść nad rzekę. Na początku opowiadam zdawkowo o tym odcinku River Gade i mówię od razu , że woda jest niska i ciężko jest o jakikolwiek dobry wynik z okresu letniego. Maciek nie zraża się moim pesymizmem i rozkłada sprzęt , który stanowi kij o długości 3.0 metra. Może mieć problemy nad taką rzeką , ale moje obawy On szybko rozwiewa i pokazuje dobre i planowane rzuty lekką przynętą. Łowimy , więc i rozmawiamy. Częściej o rybach i Naszych wodach niż o życiu i mniej przyjemnych sprawach. Maciek ma doświadczenie głównie w połowie ryb w jeziorach. Ja to typowy „rzeczniak” , który i tak się wychował na jeziorami. Pomagam koledze i opowiadam o wodzie , ale w tak niskim poziomie wody i tak wszystko widać.
Nie łowię na tym odcinku na przynęty większe niż 20 mm. Kombinuję , więc z moimi „ rodzynkami” i nie mam w ogóle ostrych brań. Są co prawda lekkie pobicia i odprowadzenia mich wabików , ale to typowe dłoniaki. U Maćka też cisza. Łowi on nieco grubiej niż ja i przez to na pewno taki ma wynik.
Zbliżamy się do mostu. Tutaj jest zdecydowanie głębiej i woda lekko zwalnia. Próbuję z przekory łowić w przemiale z progiem. Są brania , ale to znowu „dłoniaki” , więc daję spokój.
Maciek też nie ma efektów przed progiem , więc kolejna zmiana miejsca stała się faktem.
Docieramy do pierwszego mostu.
Ja gadam o wodzie i rybach , stoję na moście , a Maciek łowi zacięcie i przynosi to pożądany rezultat.
Na jego wściekle żółty wobler skusił się ładny okoń. Szybka i emocjonująca walka i pasiak jest już na brzegu. Szybko robię dwie fotki a następnie mierzymy okonia. Ma równe 32 cm. długości.

 

 

 

Maciek wypuszcza zdobycz , a Ja zabieram się wreszcie za łowienie. Do agrafki zapinam mojego ostro schodzącego „Górala” i …w tym momencie Maciek ma drugiego okonia. Tym razem dużo mniejszy. Trzeci , może czwarty rzut i mam branie. Coś większego , chyba… Po zacięciu , ryba wychodzi do powierzchni i to niestety jest szczupak. A myślałem , że kleń… Zrządzenie losu sprawia , że zębaty jak na zębatego przystało ucina mi wobka i tym samym obala mit , że na tym odcinku rzeki szczupaków nie ma. Zębate są , ale na pewno nie w dużych ilościach.Idziemy dalej i obławiamy miejscówki , które jeszcze nie tak dawno pachniały grubymi kleniami. Teraz niestety świecą pustką. Za drugim mostem łowię pierwszego klenia. Miał około trzydziestu centymetrów.Wychodzimy z lasu i już praktycznie o wczesnym zmroku obławiamy odcinek rzeki przy deptaku za trzecim mostem.
Maciek skupia się na progu wodnym , a Ja łowię z marszu i mam drugiego klenia dnia ,który jak jego poprzednik miał nie więcej niż 30 cm. O zmierzchu witamy na ostatnia miejscówkę dzisiejszego dnia. Jest to mini śluza regulująca ilość przepływanej wody. Poniżej śluzy rzeka wymywa ciekawą rynnę , która na pewno trzyma jakieś ryby.
Zakładam ostro schodzącego woblerka w naturalnym kolorze i łowię przy dnie. Efekty mam natychmiastowe i z jednego miejsca wyciągam cztery okonie. Brania szybko jednak ustają , więc przenoszę się tuż obok na płytką płań i po kilku minutach doławiam klenia wielkością przypominającą dwa poprzednie. Maciek ma dużo brań , ale niestety nie może zaciąć. To go chyba rozzłościło , więc łowi z okolicy śluzy , ale bez efektu.
Deszcz już niestety naprawdę zaczął padać , więc dajemy za wygraną. Umawiamy się wstępnie na następna wyprawę już w niedzielę , więc zobaczymy… Jestem dobrej myśli.

 

***

 

Tą wyprawę planowaliśmy kilka dni. Nie było co prawda szczegółowych planów takich jakie podejmuje się podczas wyjazdów na kilka dni , ale umówić się tutaj w Anglii na wspólny spinningowy rekonesans nie jest łatwo. Spotykamy się na Watford Junction ( stacja pociągów zamiejskich ) o godzinie 14.45. Oczywiście spóźniam się dwie minuty i Maciek błądzi tuż koło stacji. Szybki telefon do niego i mówie mu , ze jestem już na miejscu. Po chwili podjeżdża swoim Peugeotem i możemy ruszać nad Grand Union Canal w okolice jednego z najlepszego Brytyjskiego Hotelu „The Grove Hotel”. W okolice kanału dojeżdżamy bez trudu , pozostaje jeszcze zaparkowanie auta i ruszamy w stronę łowiska. Dzisiaj zaczniemy łowić tuż przy Locku 71 , więc jest trochę do przejścia.Wędrówkę umila nam pogawędka na temat tutejszego łowiska , zamieszkujące je ryby , no i piękna wczesno-jesienna pogoda , która mnie na prawdę szczerze zaskoczyła.Docieramy wreszcie na Nasze miejscówki. Szybko przygotowujemy sprzęt i zaczynamy łowienie.Dzisiaj nie ma za dużo spacerowiczów w tym rejonie , więc liczę po cichu na coś większego.Głównie to dzisiaj chcę sprawdzić , czy kleń w swoim rozbieganiu nie zapędził się już w te okolice. Połowy rozpoczynam lekko. Na pierwszy ogień idzie głęboko schodzący „Góral”. Nie dociążam go w ogóle , bo i woda nie jest głęboka , a bardziej zależy mi na łowieniu w pół wody.Maciek rozpoczyna ostro. Łowi dwa okonie i dwa klenie.
U mnie nic się nie dzieje. Nie mam nawet trącenia. Jakoś nie zależy mi dzisiaj na braniach małych kleni. Wolałbym jedno kopnięcie i porządną sztukę na kiju.
W pewnym momencie Maciek nie fortunnie rzuca i jego twister ląduje na gałęziach okolicznego drzewa. Ma jednak szczęście i prosi o pomoc w odczepieniu przynęty kapitana łodzi wypływającej z sąsiedniego doku.

 

 

 

 

 

Mimo nie tęgiej miny szyper pomaga w odczepieniu przynęty , co widać na zdjęciach , a Maciek może cieszyć się jeszcze przynętą. Po mizernych początkach dzisiejszego popołudnia przenosimy się za autostradę w moje królestwo , gdzie zaliczyłem wiele pięknych brań , nie tylko kleni. Powoli zaczyna się ruch na wodzie pływa co raz więcej łodzi i mam mieszane uczucia co do dzisiejszego połowu. Nigdy podczas takiego nasilającego się ruchu jednostek nie miałem zadowalających wyników. Może dzisiaj to przełamię?? Wątpliwe.
Stoimy na drugim stanowisku między krzakami i biczujemy wodę. Mamy jeszcze dużo czasu do końca dnia , więc nie spieszymy się ze zmianą miejscówek. Maciek w pierwszych rzutach wyrywa nie złego pasiaka i robi Nam nadzieję.

 

 

 

Do najlepszych bankówek chciałbym dojść nie co później , kiedy się uspokoi i kleń zacznie aktywność.Początek na tym odcinku nie jest najlepszy , nie mamy brań i zaczynam mieć pesymistyczne myśli , ale nadal wierzę w wieczór i w zmierzch. Dwadzieścia minut łowienia może dać więcej niż siedem godzin spinningowania w dzień. Nie raz tak miałem , więc żyje nadzieją w cud , który ma realne szanse się ziścić.Zaczynamy obrabiać prostkę.Do agrafki zapinam mojego killera , czyli Dorado i dociążam go lekko oliwką o masie jednego grama.
Oliwkę umieszczam około pół metra przed przynętą. Dzięki temu oliwka nie zakłóca drobnej pracy woblerka. Pierwszy rzut na nowym odcinku i mam wreszcie okoniowe puknięcie w woblerka i zdecydowane przytrzymanie. Tnę całą szerokością ramienia i stwierdzam , że mam coś naprawdę ładnego.
Ryba uporczywie trzyma się dna i za bardzo nie mam nic do powiedzenia. Dopiero po podholowaniu do brzegu moim oczom ukazuje się dorodny okoń. Jeszcze kilka odjazdów i mogę go pochwycić za grzbiet. Udało się!!! Okonia wyciągam na brzeg i trzymając go w ręce włączam stojący na statywie aparat. Dwie fotki , mierzenie i wypuszczam mój okaz. Okoń miał 39 cm. Piękny…

 

 

 

Po tym okoniu bierzemy się do roboty i skupiamy się na maxa. Nie kombinuję już z przynętami i pozostaję przy moim „Dorado” , aż do zmierzchu. Całe popołudnie kombinowania nie przyniosło rezultatu , więc daję już za wygraną.
Maciek jak to Maciek , kombinuje i zmienia , ale niestety na marne. Przechodzimy całą prostkę bez najmniejszego puknięcia. Co prawda ruchu na wodzie już nie ma , ale dziwi mnie taki marazm na tym odcinku. Dochodzimy do zakrzaczonego odcinka , gdzie złowiłem swojego pierwszego „pięćdziesiątaka” w Anglii. Tutaj zawsze serce biło mi szybciej , bo woda jest bardzo ciekawa.

 

 

 

W samym środku tego odcinka mam kolejne branie okonie.
Klasyczne mini puknięcie i drganie szczytówki. Tnę i jest!!! Tym razem jest trochę mniejszy , ale i tak daje mi dużo emocji. Robimy sobie fotki , mierzymy rybę i ją wypuszczamy. Okoń miał 31 cm.

 

 

 

Takie chciałbym łowić cały czas.Powoli zbliża się koniec Naszych połowów.Dochodzimy do mostu przy drodze w kierunku na Kings Longley i czeszemy wodę już raczej bez wiary w potężne uderzenie ładnego klenia.W pewnym momencie mam zdecydowane przytrzymanie. Tnę instynktownie i stwierdzam , że to piękny okoń. Jednak po minucie zaciętego holu przy kolejnym odjeździe stwierdzam , że mam klenia.
I to ładnego klenia , ale do rekordu mu było jeszcze daleko. Kleń należy do tych leniwych i nie na walczyłem się z nim za długo. Odjechał mi na grającym hamulcu kilka razy i posłusznie podholowałem go pod moją klęczącą posturę.
Pewny chwyt z gruby mięsisty kark i mam go na brzegu.

 

 

 

Widzę , że Maciek cieszy się na widok ryby. Zaczął nie dawno przygodę z Grand Union Canal i na razie czeka na swojego czterdziestka , który moim zdaniem padnie już w najbliższych dniach. Klenia szybko mierzymy , obowiązkowo robimy zdjęcie i w dobrej kondycji wypuszczamy.Miał 45 cm.Zaczynamy się wracać i do absolutnej ciemności łowimy na bankowej prostce. Jednak bez efektu.Na sześćdziesiątaka muszę jeszcze poczekać..

 

***

 

Jest piękny jesienny dzień. Można by było powiedzieć Piękna Polska Złota Jesień , ale jestem w Anglii i to określenie nie ma tutaj miejsca. Jedynie mogę stwierdzić , że to Piękna Angielska Jesień , która jest tutaj rzadkością.
Słońce świeci , jest bezwietrznie , chcę się żyć. Taka pogoda jest potrzebna do zwalczania jesiennych „dołków” , jesiennych chandr i depresji. Nie mam na szczęście takich dolegliwości , ale ruch przy takiej pogodzie tylko może mi pomóc.
I jeśli do tego mógłbym zaliczyć odrobinę adrenaliny w postaci pięknego klenia to nic innego w tym dniu mnie nie ucieszy. Ale , żeby złowić takiego klenia trzeba nie tylko liczyć na odrobinę szczęścia , ale należy wykorzystać całe swoje doświadczenie w poszukiwaniu tej ryby.
Łowię dzisiaj wolno jak w letargu. Od początku próbuję na trok boczny. Przynęta to biały twister o długości pięciu centymetrów wspierany przez jedno gramową oliwkę zastopowaną około czterdziestu centymetrów przed przynętą. Ten twister Mannsa pracuje na takim zestawie znakomicie. Nie mam problemów z brakiem pracy ogonka i to mnie cieszy. Taktykę mam prostą. Rzut pod przeciw legły brzeg i powolne prowadzenie przynęty tuż przy dnie , czyli tam gdzie bytują duże , grube klenie. Jesienny kleń jest rozbiegany. Rozbiegany za pożywieniem , rozbiegany z powodu częstych zmian pogody. To trudny przeciwnik w tym łatwym okresie jak to niektórzy nazywają. Nic z tych rzeczy. Co raz bardziej klarowna woda i spadek temperatury wody jak i powietrza sprawia , że i te ryby mają mniejsze potrzeby pokarmowe. A co za tym idzie dużym kleniom nie opłaca się już ganiać za owadami , wolą polować na ryby , żaby lub ślimaki. To zwariowany okres dla łowców kleni.
Trzeba dostosować się pod tą rybę. Nie dostosowanie się grozi porażką. Porażką , która przy umiejętnym treningu w najbliższym czasie może wyeliminować poprzednie błędy i doprowadzi do wędkarskiego szczęścia. A więc do roboty…

Grand Union Canal przynosi mi dwie sztuki szczęścia po 25 cm , każda. Nie mam dzisiaj głowy do dużych kleni. Nie mogę ich tutaj rozgryźć na tym nowym odcinku. Wiem , że tutaj są duże klenie , bardzo duże. Nie daleko uchodzi do kanału River Gade , moja kleniowa mekka , więc kanał to ich ostoja. Są tutaj , a ja nie mogę tak jak za The Grove Hotel ich oszukać. Będę cierpliwy. Muszę być.Ujście River Gade.Stoję w krzakach i piorę mini warkocz małym „Góralem” o ostrej , drobnej akcji. Tu musi być kleń.Pod warkoczem znajduje się gliniasto-żwirowate dno , więc to dodatkowo mnie motywuje. I do tego jeszcze ta rynna.Mam wreszcie kopnięcie!!! Kleń spływa szybko w stronę mostu , a ja nie wiele mogę zrobić i tylko zatrzymuję świszczącą szpulę palcem. Odjazd był naprawdę imponujący i na początku nie wiedziałem jak duży jest kleń. Zatrzymuję go i przejmuję kontrolę. Zawsze muszę to zrobić jak najszybciej jak chcę wypuszczać ryby w dobrej kondycji. Mam go przy brzegu. Jeszcze jedna , druga próba wejścia w przybrzeżne korzenie i podbieram go ręką. Szybka fotka , mierzenie i wypuszczam go delikatnie. Lubię jak startują z dłoni. Fantastyczne uczucie.Miał 47 cm. I czeka na mnie w tej rynnie. Polecam. Mam już mało czasu , więc ekspresowo obławiam prostkę z nawisami. Nie mam ani wyjścia.Idę , więc na mój ulubiony dół. Tym razem woda płynie znacznie szybciej , więc mam realne szanse na klenia życia.Klęczę w chaszczach i szukam kontaktowej ryby. W tym czasie widzę kilka czterdziestaków spływających spokojnie w dół rzeki. Wiem , że jestem nie widoczny , więc łowię i patrzę.
Mam branie. To nie kleń , tylko ładny okoń. Szybka walka i mogę sobie zrobić z nim fotkę.
Miał 31 cm.
Łowię do zupełnych ciemności. Nie ma brania klenia życia , ale coś mi porządnie „wąchneło” woblera. Coś dużego.
Skąd wiem?? To się po prostu wie. A jesień dopiero się zaczyna…

 

Przemek Szymański

 

Społeczność

Rejestracja
Forum
Facebook

Działy tematyczne portalu

Filmy
Poradnik
Publicystyka
Relacje
Sprzęt
Warsztaty

Aktualnie on-Line

Naszą witrynę przegląda teraz 35 gości i 2 użytkownik 
  • RafiWRO
  • Konrad P

Redakcja - Przemek Szymański, Lesław Ruszała, Arkadiusz Kubale
Współpracownicy - Maciej Wieczorek, Piotr Flor, Paweł Brzuskiewicz, Rafał Kubicki, Remigiusz Kopiej, Kamil Rudnik, Dominik Kubisz, Mirek Świerkot, Darek Mrongas, Rafał Przybyła, Robert Szczepański, Sebastian Zdrojewski, Marcin Janaszkiewicz, Radosław Duszyński, Tomasz Cegiełka, Andrzej Walas i Jacek Grzeszczyk
Korekta tekstu - Arkadiusz Kubale (od 16.10.2011)
Moderatorzy forum - Rafał Przybyła, Lesław Ruszała, Arkadiusz Kubale, Przemek Szymański i Tomasz Palacz.
"Nakład" - www.naklenie.pl czyta miesięcznie średnio 28 000 osób (dane home.pl na luty 2012). Internauci generują w miesiącu ponad 3 000 000 wywołań portalu.
Copyring@2007-2012 www.naklenie.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone!
Materiały opublikowane w tym serwisie chronione są prawem autorskim.
Wykorzystywanie ich w całości lub w części, bez wiedzy i zgody redakcji, jest zabronione.
Realizacja pomysłu projektu:Websites Watford.
Szablon graficzny: templatka.pl
Portal istnieje od 01 lipca 2007 roku.




naklenie.pl naklenie.pl naklenie.pl naklenie.pl naklenie.pl