| Początek Jesieni |
|
|
|
| Wpisany przez Przemek Szymański | |||
| czwartek, 02 października 2008 00:00 | |||
|
Idę szybko pod nawisy. Czas mi ucieka , więc nie podchodzę długo klenia i ładuję się w to miejsce najlepszymi przynętami.Nie ma niestety brań. Albo kleni tam nie ma , albo po prostu coś nie tak zrobiłem.Jakoś nie daje mi spokoju dół kilkadziesiąt metrów dalej i idę tam spróbować szczęścia. Przechodzę przez gąszcz pokrzyw i spoglądam na rzekę. Dzisiaj uchodzi do River Gade więcej wody , jest większy przepływ i mam nadzieję , że coś się będzie dziać.Zakładam ostro schodzącego woblera i penetruję ten dół. Mam branie okonia. Fajnie zaczęło się.Niestety okoń przy brzegu schodzi. Szkoda. Był ładny , ponad trzydzieści centymetrów. Rzucam ciągle i nagle mam całkiem ładne kopnięcie!!! To na pewno kleń. I to ładny. Odjeżdża mi z prądem kilka metrów i staje w nurcie. Nie będę się z nim bawił , bo teren jest trudny , a ja mam krótki kij , więc pompuję. Idzie , ale powoli. Mam go już przy brzegu i w tym momencie kleń schodzi do dna w korzenie.A niech to!!! Ciągnę ile sił i udaje mi się go wydostać ,ale kiedy kleń był już przy powierzchni to wobler po prostu strzelił mu z pyska.. Niestety… A ładny był…taki złocisty… Prosiak.Dociążam woblera śruciną 2 gr .i w ten sposób schodzę do dna. Mam zaczep! A niech to szlag! Napinam kij do granic możliwości… I co to?? Zaczep rusza i kieruje się pod prąd!!! Z taką porażającą siłą nie spotkałem się już na prawdę bardzo długo. Ja ciągnę rybę w swoją stronę , a to na niej nie robi żadnego wrażenia!!! To prawie nie możliwe.. Jaki to może być kleń??!! 3-4 kg??!! Sam nie wiem. Wiem tylko , że mam ogromna rybę na końcu kija i nic nie mogę zrobić. Walka dobiega już końca. Podciągam rybę pod sam brzeg , ale jej nie widzę. Przy brzegu są te nieszczęsna korzenie… Niestety ryba o tym wiedziała… wchodzi w nie całą swoja siłą. Zatrzymuję ją jak mogę…Kij wygina mi się już przy rękojeści i udaje mi się ją początkowo wydostać , ale moja ryba życia była za słabo zapięta i tak jak poprzednie dwie ryby tracę i tą.
***
Kolejne podejście. Cały dzisiejszy dzień myślałem o tamtej rybie. Może to był kleń może brzana , nie wiem. Wiem jedno. Dzisiaj muszę tam jechać znowu i spróbować szczęścia.A więc po pracy jadę. Prostkę w parku obławiam tak od to. Żeby nie było. Woda jest katastrofalnie niska , więc nie ma szans na grubego klenia. Łowię „rodzynkami” i mam efekty w postaci trzech kleni 25 cm. , 29 cm. i 31 cm. Nie wytrzymuję dalszego łowienia tutaj i jadę na nawisy pod pola golfowe. Po dojechaniu zakładam wściekłego woblera. Pierwsze rzuty wykonuję pod most i mam piękne wyjście grubego okonia do nie ruchomego woblera który spływał. Tnę w tempo i trafiam. Ma kontakt z rybą. To piękny okoń , który popisuje się kilkoma sztuczkami. Jest mój. Robię mu zdjęcie i ostrożnie wypuszczam. Miał 36 cm.Pod nawisami nic się nie działo. Dziwne. Widocznie kleń opuścił te miejscówki.Pędzę ile sił na mój ulubiony dół. Znowu parzę sobie nogi w tych pokrzywach i docieram na miejsce.Kryję się za nędzną wierzbą , która daje mi dobre schronienie i obserwuję w polaroidach wodę i płyciznę graniczącą z głębszą wodą. Widzę pierwszego klenia , który spływa spokojnie w dół rzeki.Wytrzymuję chęć połowów i przypatruję się dalej wodzie. W pewnej chwili widzę klenia , który przepływa około czterech metrów ode mnie. Jest naprawdę podekscytowany tym widokiem. Kleń na oko na pewno miał ponad pół metra!!! Zanim chwyciłem za spinnera kleń odpływa w dół rzeki w kierunku nawisów. Zastanawiają mnie te wędrówki kleni. Latem nie były one widoczne , ale teraz… To na pewno już oznaka jesieni , która przyszła w tym roku do Anglii znacznie wcześniej.Zbieram się do kupy po tym widoku i zaczynam próbować. Marzę o ponownym spotkaniu z „Wielką Rybą” , więc zmieniam „czternastkę” na „dwudziestkę”. Dzięki temu mam pewność , że mam szansę z gigantycznym kleniem lub brzaną zamieszkującą ten odcinek i ten dół. Jednak nic się nie dzieje , oprócz jednego ostrego huknięcia w moje magiczne Dorado. To był na pewno ładny kleń.
***
Załamanie pogody. To nie wróży nic dobrego. Jesienne załamania i nadchodzące nawałnice i obfite opady deszczu to nie najlepsze warunki do połowu kleni. Rozumiem latem kiedy zaraz po upałach nadejdzie deszcz , ale nie jesienią. Nie zrażam się jednak tym i próbuję dzisiaj . Mimo , że jest końcówka weekendu i nad wodą nie jest za cicho.
***
Z Maćkiem poznałem się przez Internet oczywiście. Jakimś zrządzeniem losu przeglądał moje reportaże na Forum Wędkarskiego Świata i znalazł kontakt ze mną. Mieszka kilka mil ode mnie , więc umówienie się na wspólną wyprawę nie stanowiło większego problemu. Umówieni jesteśmy na 16.05 koło Watford Underground ( stacja metra) stamtąd kieruję Maćkiem , żeby bez problemu dojechał nad River Gade.
Maciek wypuszcza zdobycz , a Ja zabieram się wreszcie za łowienie. Do agrafki zapinam mojego ostro schodzącego „Górala” i …w tym momencie Maciek ma drugiego okonia. Tym razem dużo mniejszy. Trzeci , może czwarty rzut i mam branie. Coś większego , chyba… Po zacięciu , ryba wychodzi do powierzchni i to niestety jest szczupak. A myślałem , że kleń… Zrządzenie losu sprawia , że zębaty jak na zębatego przystało ucina mi wobka i tym samym obala mit , że na tym odcinku rzeki szczupaków nie ma. Zębate są , ale na pewno nie w dużych ilościach.Idziemy dalej i obławiamy miejscówki , które jeszcze nie tak dawno pachniały grubymi kleniami. Teraz niestety świecą pustką. Za drugim mostem łowię pierwszego klenia. Miał około trzydziestu centymetrów.Wychodzimy z lasu i już praktycznie o wczesnym zmroku obławiamy odcinek rzeki przy deptaku za trzecim mostem.
***
Tą wyprawę planowaliśmy kilka dni. Nie było co prawda szczegółowych planów takich jakie podejmuje się podczas wyjazdów na kilka dni , ale umówić się tutaj w Anglii na wspólny spinningowy rekonesans nie jest łatwo. Spotykamy się na Watford Junction ( stacja pociągów zamiejskich ) o godzinie 14.45. Oczywiście spóźniam się dwie minuty i Maciek błądzi tuż koło stacji. Szybki telefon do niego i mówie mu , ze jestem już na miejscu. Po chwili podjeżdża swoim Peugeotem i możemy ruszać nad Grand Union Canal w okolice jednego z najlepszego Brytyjskiego Hotelu „The Grove Hotel”. W okolice kanału dojeżdżamy bez trudu , pozostaje jeszcze zaparkowanie auta i ruszamy w stronę łowiska. Dzisiaj zaczniemy łowić tuż przy Locku 71 , więc jest trochę do przejścia.Wędrówkę umila nam pogawędka na temat tutejszego łowiska , zamieszkujące je ryby , no i piękna wczesno-jesienna pogoda , która mnie na prawdę szczerze zaskoczyła.Docieramy wreszcie na Nasze miejscówki. Szybko przygotowujemy sprzęt i zaczynamy łowienie.Dzisiaj nie ma za dużo spacerowiczów w tym rejonie , więc liczę po cichu na coś większego.Głównie to dzisiaj chcę sprawdzić , czy kleń w swoim rozbieganiu nie zapędził się już w te okolice. Połowy rozpoczynam lekko. Na pierwszy ogień idzie głęboko schodzący „Góral”. Nie dociążam go w ogóle , bo i woda nie jest głęboka , a bardziej zależy mi na łowieniu w pół wody.Maciek rozpoczyna ostro. Łowi dwa okonie i dwa klenie.
Mimo nie tęgiej miny szyper pomaga w odczepieniu przynęty , co widać na zdjęciach , a Maciek może cieszyć się jeszcze przynętą. Po mizernych początkach dzisiejszego popołudnia przenosimy się za autostradę w moje królestwo , gdzie zaliczyłem wiele pięknych brań , nie tylko kleni. Powoli zaczyna się ruch na wodzie pływa co raz więcej łodzi i mam mieszane uczucia co do dzisiejszego połowu. Nigdy podczas takiego nasilającego się ruchu jednostek nie miałem zadowalających wyników. Może dzisiaj to przełamię?? Wątpliwe.
Do najlepszych bankówek chciałbym dojść nie co później , kiedy się uspokoi i kleń zacznie aktywność.Początek na tym odcinku nie jest najlepszy , nie mamy brań i zaczynam mieć pesymistyczne myśli , ale nadal wierzę w wieczór i w zmierzch. Dwadzieścia minut łowienia może dać więcej niż siedem godzin spinningowania w dzień. Nie raz tak miałem , więc żyje nadzieją w cud , który ma realne szanse się ziścić.Zaczynamy obrabiać prostkę.Do agrafki zapinam mojego killera , czyli Dorado i dociążam go lekko oliwką o masie jednego grama.
Po tym okoniu bierzemy się do roboty i skupiamy się na maxa. Nie kombinuję już z przynętami i pozostaję przy moim „Dorado” , aż do zmierzchu. Całe popołudnie kombinowania nie przyniosło rezultatu , więc daję już za wygraną.
W samym środku tego odcinka mam kolejne branie okonie.
Takie chciałbym łowić cały czas.Powoli zbliża się koniec Naszych połowów.Dochodzimy do mostu przy drodze w kierunku na Kings Longley i czeszemy wodę już raczej bez wiary w potężne uderzenie ładnego klenia.W pewnym momencie mam zdecydowane przytrzymanie. Tnę instynktownie i stwierdzam , że to piękny okoń. Jednak po minucie zaciętego holu przy kolejnym odjeździe stwierdzam , że mam klenia.
Widzę , że Maciek cieszy się na widok ryby. Zaczął nie dawno przygodę z Grand Union Canal i na razie czeka na swojego czterdziestka , który moim zdaniem padnie już w najbliższych dniach. Klenia szybko mierzymy , obowiązkowo robimy zdjęcie i w dobrej kondycji wypuszczamy.Miał 45 cm.Zaczynamy się wracać i do absolutnej ciemności łowimy na bankowej prostce. Jednak bez efektu.Na sześćdziesiątaka muszę jeszcze poczekać..
***
Jest piękny jesienny dzień. Można by było powiedzieć Piękna Polska Złota Jesień , ale jestem w Anglii i to określenie nie ma tutaj miejsca. Jedynie mogę stwierdzić , że to Piękna Angielska Jesień , która jest tutaj rzadkością. Grand Union Canal przynosi mi dwie sztuki szczęścia po 25 cm , każda. Nie mam dzisiaj głowy do dużych kleni. Nie mogę ich tutaj rozgryźć na tym nowym odcinku. Wiem , że tutaj są duże klenie , bardzo duże. Nie daleko uchodzi do kanału River Gade , moja kleniowa mekka , więc kanał to ich ostoja. Są tutaj , a ja nie mogę tak jak za The Grove Hotel ich oszukać. Będę cierpliwy. Muszę być.Ujście River Gade.Stoję w krzakach i piorę mini warkocz małym „Góralem” o ostrej , drobnej akcji. Tu musi być kleń.Pod warkoczem znajduje się gliniasto-żwirowate dno , więc to dodatkowo mnie motywuje. I do tego jeszcze ta rynna.Mam wreszcie kopnięcie!!! Kleń spływa szybko w stronę mostu , a ja nie wiele mogę zrobić i tylko zatrzymuję świszczącą szpulę palcem. Odjazd był naprawdę imponujący i na początku nie wiedziałem jak duży jest kleń. Zatrzymuję go i przejmuję kontrolę. Zawsze muszę to zrobić jak najszybciej jak chcę wypuszczać ryby w dobrej kondycji. Mam go przy brzegu. Jeszcze jedna , druga próba wejścia w przybrzeżne korzenie i podbieram go ręką. Szybka fotka , mierzenie i wypuszczam go delikatnie. Lubię jak startują z dłoni. Fantastyczne uczucie.Miał 47 cm. I czeka na mnie w tej rynnie. Polecam. Mam już mało czasu , więc ekspresowo obławiam prostkę z nawisami. Nie mam ani wyjścia.Idę , więc na mój ulubiony dół. Tym razem woda płynie znacznie szybciej , więc mam realne szanse na klenia życia.Klęczę w chaszczach i szukam kontaktowej ryby. W tym czasie widzę kilka czterdziestaków spływających spokojnie w dół rzeki. Wiem , że jestem nie widoczny , więc łowię i patrzę.
Przemek Szymański
|






Lubię jesień. Poświęcam jej więcej czasu niż innym porom roku. Kocham ten czas gdy zaczynają się złocić liście i potem leżą jak kołdra na ziemi. Jest w tym coś magicznego.
Coś co nie długo przeminie i dlatego staram się brać z tych chwil jak najwięcej.Potem będzie już o wiele gorzej.Kolejny dzień na kleniach. Jakoś miałem wątpliwości co do dzisiejszego dnia , bo to po pracy , bo żonka mówi , że powinieneś wypocząć… A niech tam!!! Jadę…Mam mało czasu na ogólne i drobiazgowe łowienie , więc będę się śpieszył i zapowiada się tzw. „zero kombinacji”. Rozpoczynam na prostce za pierwszym mostem. Na agrafce przypięty jest mój „Dorado” , który przynosi mi mnóstwo brań i nie zapomnianych chwil. Pierwsze rzuty wykonuję ostrożnie pod drugi brzeg. Sprawdzam ogólnie pracę przynęty i czy czasami coś mi jej nie odprowadzi.













