| Wiosenny Squalius Cephalus cz.3-Z Wędkarskiego Pamiętnika |
|
|
|
| Wpisany przez Przemek Szymański | |||
| środa, 28 maja 2008 00:00 | |||
|
Odczekuję chwilę by wszystko wróciło do normy i ponawiam rzuty. Nic się jednak nie dzieje , więc rozpoczynam „owadzie” łowienie. Na początek Big Ant Rebela potem Raczek tejże firmy. Staram się rzucać jak najbliżej krzaków , ale na marne.Katem oka widzę wędkarza podążającego w moim kierunku. Szybkie spojrzenie na sprzęt. Widzę spinning ( lekki zestaw ) i obrotówkę jako przynętę. Jakoś nie dowierzam. Spojrzenie na owego Waszmościa uświadamia mnie , że to nie obywatel Anglii.Ów obywatel zagaduje mnie i tak się poznajemy. Grzesiek , bo o nim mowa przyjechał nad Grand Union Canal po przeczytaniu artykułów w pewnym internetowym serwisie i zwabiony ładnymi kleniami próbuje tutaj swojego szczęścia.Od tej chwili łowimy razem. Mój nowy kolega opowiada mi o wczorajszym dniu i jego pięknym połowie. Łowił na obrotówki i wyholował kilka pięknych kleni. W rozmowie wyjawiam mu , że trochę jestem zdziwiony jego wynikiem . Łowił przecież na obrotówki , na które Ja nie miałem , aż takich efektów w postaci „czterdziestaków”.Chyba jednak będę musiał zaopatrzyć się w kilka modeli Effzetów nr.1 i 2 i na jesieni spróbować czegoś innego.Wędruję na północ.Kilka pewnych miejscówek jest pustych. Dopadamy dobry zakręt koło pól golfowych The Grove Hotel.Kilka rzutów i zacinam pięknego klenia. Powiem szczerze , że klenie z tej miejscówki maja temperament i ciągną z siłą parowozu.Opanowuję sytuację i podbieram klenia. Wspólna fotka i wypuszczam zdobycz do wody. Kleń miał 48 cm.
Dochodzimy do miejsca koło 76 Locku.Jest tutaj ciekawie , ale trafienie porządnej ryby czasami graniczy z cudem. Mimo , że miejscówka jest piękna często wracam stąd o kiju.Grzesiek zaczyna tradycyjnie obrotówką. Zapina Effzeta nr.1 do agrafki i próbuje szczęścia mimo tego , że Ja łowię uparcie na swoje wobki różnej maści i wielkości.Kilka ładnych rzutów pod krzak i ma wreszcie branie. Gruby kleń walczy zaciekle , ale poddaje się szybko. Podbieram go Grześkowi i robię mu kilka pamiątkowych fotek.
Później pora na mojego „Prosiaka”. Zapinam go na mojego niezawodnego Lake’a firmy Dorado.Wziął na skraju podtopionego krzaka. I w tamtym terenie miał się na prawdę dobrze.Podbieram go szybko. Kolejna fotka do archiwum i mogę go wypuścić. Miał 47 cm.
Wędrujemy cały czas na północ. Mijamy Lock 76 i obławiamy prostkę.Na jej końcu łowię klenia. Wziął gdy wyjmowałem przynętę z wody. Miałem radochę , bo zaskoczyło mnie to branie całkowicie. Szybko holuje „trzydziestaka” i i jeszcze szybciej wypuszczam.Następne miejscówki za zjazdem na autostradę są kompletnie puste. Docieramy , aż pod samo Abbot Longley. Obławiamy ciekawe przewężenie kanału i ciekawy drugi brzeg. Tutaj mam dwa „dwudziestaki”. Podejmujemy decyzję o powrocie.Podczas powrotu zaglądamy jeszcze w kilka miejsc. Na jednym z nich mam potworne uderzenie w moją Rapalę JSR04SD. Nawet nie muszę zacinać. Kleń to robi za mnie. Od tej chwili mogę się rozkoszować długim odjazdem w stronę korzeni. Zatrzymuję ledwo rybę i próbuję przejąć inicjatywę , ale na marne. Kleń robi kolejny długi , ale powolny odjazd i się wypina.Stoję z luźną żyłką i czuję jęk zawodu. Być może wypiął się kleń życia??Na kolejnym miejscu Grzesiek zacina klenia. Szybki hol i ma go na brzegu. Kolejne zdjęcia trafiają do mojego archiwum. Miał 48 cm. długości.
Idąc w stronę River Gade rozmawiamy o wszystkim i o niczym.Docieramy wreszcie nad rzekę. Grzesiek łowi w przyujściowej części Gade. Ja idę pod nawisy.W pewnym momencie widzę go jak walczy z kleniem. Kij ostro się wygina i przywiera literę U. Mam pewność tego , że kleń jest przedniej marki i prędko się nie podda. Grzesiek po podebraniu mierzy rybę. 52 cm. Największy kleń wyprawy.Pod nawisami nic się nie działo , oprócz jednego wyjścia.Lecę na „dół”.Kilka rzutów i szybko łowię jedną sztukę. Mierzenie 41 cm.
Dołącza do mnie Grzesiek i łowimy jeszcze chwilę razem.Ta wyprawę musimy niestety skończyć. Obowiązki domowe wzywają , niestety. Było jednak udanie i może następnym razem padnie” sześćdziesiątak”. Zobaczymy.
***
Popołudniowa wyprawa z Maćkiem. Umawiamy się przed 18 koło mostu , tuż obok The Grove. Jeszcze przed przyjazdem Maćka łowię przed mostem i testuję kilka nowych przynęt australijskiej firmy River2sea. Firma ta jest znana z ekstrawaganckich przynęt. Ma w swoim arsenale pasikoniki , pszczoły , pająki , chrabąszcze , które oczywiście są sztuczne i wykonane są z plastyku. Te przynęty właśnie trafiły do mnie i mogę je przetestować. Szkoda , że nie mogłem ich mieć wcześniej.Na wspomnianym miejscu mam ostre huknięcie w Beee Cranka , ale ryba się nie zacina. Powód??? Wyciągam przynętę z wody i okazuje się , że dwie kotwiczki są spięte. To częsty przypadek i zawsze kończy się źle dla mnie. Przykład – brak zacięcia.Maćka odnajduję po drugiej stronie mostu. Nie zgadaliśmy się i łowił tuż obok. Od tej chwili łowimy razem. Zaczynamy na pierwszym zakręcie gdzie maciek ma swoje ulubione krzaczki.Nie mam żadnych miłych wspomnień z tymi miejscami , ale przystaje na propozycję wspólnego łowienia w tym miejscu. Co się odwlecze to nie ucieczce!Maciek ma swój dzień i w kilku rzutach zapina „czterdziestaka”. Dość szybki hol uwieczniony jest pewnym podebraniem ryby. Szybka sesja zdjęciowa i kleń trafia do swojego królestwa.
Przechodzimy na kolejne miejscówki.Naprzeciwko The Grove Hotel na moją cudną wręcz Rapalę JSR04SSD mam cudne wręcz przytrzymanie! Nie wierzę , w to co widzę , ale mam szczupaka na kiju!Nie żebym był zaskoczony , bądź uszczęśliwiony jak małolat , ale szczupak na kleniowym zestawie to mój wróg publiczny numer jeden. Delikatny kij , cienka żyłka , mała przynęta i brak przyponu to niuanse mojego łowienia kleni na GUC. Zębaty nie certoli się ze mną ani minuty. Tnie mi moją ostatnią Rapalę z tej serii i odpływa w kierunku swojej kryjówki.Mam lekkiego doła , bo nie mogę znaleźć tych przynęt ostatnimi czasy , a i zębaty cierpi pewnie jak diabli. Dobrze , że nie mam zadziorów.Ten dzień zakończyłem z zerowym kontem.Ale powiem , że było jak zawsze świetnie.
***
Na nowym odcinku… Tak bym zatytułował opowiadanie jakbym miał zamiar pisać je z tej wyprawy.Ten odcinek miałem wizualnie namierzony już po przyjeździe do Anglii w 2006 roku.Jeździłem wtedy dużo po okolicy rowerem w celu rekreacyjnym. Przyszła , więc pora na szukanie nowych odcinków na Grand Union Canal.Mam nadzieję , że nowe odcinki będą lub są bardziej atrakcyjne pod względem wędkarskim niż mój stary teren.A więc zaczynam łowienie.Na początek Lake Dorado. Potem Rapala JSR04 SSD. Próbuję złapać kontaktowe dno pod przynętą , ale jakoś nie mogę. Trochę się dziwię , więc dociążam wobler oliwką 4 gr. pół metra przed przynętą. To pozwala na szybsze zejście przynęty w głąb łowiska.Kilka rzutów i mam olśnienie!!! Ani razu nie puknąłem o dno nawet na środku kanału!!!Zakładam Rapalę Shad Rap Deep Runner’a 5 cm. i dociążam ją w ten sam sposób. Teraz dopiero mogę trochę opukać dno.Jestem ogólnie zadowolony. Taka głębokość łowiska sprawia , że można liczyć nie tylko na okazy klenia , ale także na piękne okonie i szczupaki.Ale , czy ta woda takowe posiada??Ogólnie stwierdzam , że odcinek jest trudny. Ta owa trudność objawia się równym brzegiem i brakiem większych podtopionych krzaków , które wcinają się w kanał. Brzeg porośnięty jest obficie roślinnością , drzewami , więc tak na ścisłość ryba może stać wszędzie i nigdzie.To jest duży minus tego odcinka , bo wizualna prostota i czytanie kanału ma wielkie znaczenie przy nowych odcinkach. Wydaje mi się , że tutaj nie osiągnę dobrych efektów z marszu. Będę musiał wiele godzin spędzić , żeby poznać wodę i jej rybostan.Na tym odcinku łowiłem około dwóch godzin.Mijałem i objawiałem wiele ciekawych miejscówek , które powinny mi dać upragnione branie , ale jednak tak się nie stało.Trochę jestem zdziwiony , trochę zmartwiony obrotem sytuacji. Najbardziej martwi mnie to , że nie wiem co mam w łowisku. Nie wiem nic , bo nic się nie działo. A powiem szczerze , że jak każdy pasjonata spinningu chciałbym wiedzieć co tutaj pływa. Widziałem co prawda spławiające się leszcze dochodzące na pewno do półtora kilograma wagi , ale pickera tutaj z pewnością nie postawię i nie pokuszę się o „patelnię”…Wracam się.Pozostało dużo czasu do zmierzchu , więc postanawiam pojechać na River Gade.Mam po części po drodze i mogę jeszcze przy okazji obejrzeć odcinek w Watford. Jest tam kilka ciekawych miejscówek , więc prędzej czy później pojadę i tam przekonać się co on kryje.Dojeżdżam na miejsce.Na początek w obroty biorę ujście. Od razu wstrzelam się w miejscówkę Rapalą JSR04 SSD. Pięknie chodzi i mam nadzieję , że coś tam uderzy pięknego.Kilka dobrych rzutów uświadamia mnie o tym , że nad wodą jest chyba za głośno i kleń czmychnął z tego odcinka w głąb kanału , bądź w dalsze odcinki River Gade.Podążam tropem i obławiam znane mi miejscówki dość dokładnie kombinując co prawda z przynętami , ale nie daję się zwariować.Dochodzę do mojego dołu.Czaję się w zaroślach i obławiam woblerami owadzimi płytką płań , która wieczorami jest stołówką kleni polujących na owady. Próbuję upolować coś moimi cudeńkami prosto z Australii , ale nie mam efektów.Co za dzień… Zapinam Rapalę JSR04 SSD i dociążam ją oliwką z przodu. Kilka rzutów i mam wreszcie piękne kopnięcie. Nawet nie tnę . Kleń robi to za mnie i w dodatku poprawia pięknym odjazdem wzdłuż rzeki.Zatrzymuję go siłą i zaczynam szybki pompowanie. Jeszcze chwila i mam go w podbieraku.Krótka sesja mierzenie i go wypuszczam. Miał 50 cm.
***
Ojjj… Wstyd mi wstyd. Miało być ekstremalnie , bo Maćka molestowałem, żebyśmy pojechali o 4 na klenie , aż tu nagle… Spałem sobie jeszcze smacznie w łóżku gdy o 4.40 budzi mnie Maćkowy sms mówiący , że spóźniam się już 40 minut!!! - Niech to szlag!!! Zaspałem!!!! – myślę sobie zrywając się z łóżka z szybkością paralityka. Robię to szybko , żeby nie obudzić żony i małej córeczki , która jak śpi jest kochana.Piszę szybko smsa , że już wychodzę. Ubieram się w przedpokoju i wychodzę.Sącząc jakiś płyn w białej butelce myślę nad tym jak to się stało. Dochodzę do skrzyżowania i dzwonię do Maćka , żeby po mnie przyjechał. Tak będzie szybciej. Zjawia się szybko i teraz mogę pokazać skruchę. Śmiesznie muszę wyglądać. Jedziemy w stronę Croxley , żeby zaparkować. Mamy wolny poniedziałek , więc nie udaje nam się znaleźć wolnego parkingu. Nie co zirytowani jedziemy w okolice The Grove i tam parkujemy. Będziemy łowić na starych śmieciach.Pada. Ciągle leje. Dobrze , że żonka wczoraj kupiła mi "gumaczki" i mając płaszcz po same łydki mam dobrą ochronę przeciw wodzie. Większość sprzętu zostawiam w samochodzie. Biorę tylko dwa pudełka swoich pewniaków i ruszamy.Pierw obławiamy okolice mostu. Maciek nie lubi pierwszej miejscówki , bo nic tutaj nie złowił. Przekonuję go jednak do pozostania tutaj na tych dziesięć minut. Nic się nie dzieje , więc robimy szybki marsz w stronę mostu i łowimy z marszu. Kolejne minuty upływają w ciszy. Zero brań.Robimy odwrót i przenosimy swoją obecność w okolice The Grove Hotel.Tak łowię i powiem , że nie mogę się skupić na łowieniu. Po pierwsze mam wyrzuty sumienia za poranek , a po drugie nie mogę się obudzić. Marzy mi się gorąca kawa.Mam pierwsze branie!!! Tak to kleń i to nawet ładny prosiak. Szybki hol , szybkie podebranie. Mierzę… 47 cm. Nie robię zdjęcia. Boję się o mojego Kodaka , tak mocno leje.Idziemy dalej.Kolejne miejscówki i kolejne puste miejsca. Dochodzimy do kolejnej miejscówki. Kilka rzutów i Maciek ma piękne branie. Kleń fajnie walczy , ale nie ma za bardzo szans z Maćkowym sprzętem i opanowaniem. Robię kilka fotek i zaczynam ponownie próbować.
Testuje wobki Dorado , Rapala , Rebel… Na marne.Tymczasem mój kolega szaleje!Pierw kleń…
…potem ładny okoń… Wracamy się , bo czasu dzisiaj nie mamy za bardzo. Maciek zagląda w kilka miejsc i poprawia jeszcze raz kleniem.Szaleniec z niego dzisiaj.Zaglądamy na River Gade.To jest jedno z tych miejsc , które czasami nie zawodzą.Pierw jak zwykle obławiamy ujście rzeki do kanału. Praktycznie wszystko robię już automatycznie i nie testuje już nowych przynęt. Trzymam się uparcie Rapali Jointed JSR04.Jednak bez brań.Deszcz nawet nie ustaje na chwilę. Może to i dobrze. Dobrze z tego względu , że nikt się nie kręci , a aura sprawia wrażenie ospałej… … ale nie dla Maćka.Maciek ma kolejne branie i swą świetną formę udowadnia kolejnym kleniem. Krótka piękna walka poparta jest skutecznym podebraniem klenia.
Robię Maćkowi kilka zdjęć i „prosiak” odzyskuje wolność.Sprawdzamy jeszcze dół i kilometr górnego odcinka , ale nic się nie dzieje.Czas wracać.Wypogadza się.Dobry zwiastun przed rodzinnym wieczorem.
Przemek Szymański
|






Kolejny świt nad wodą. Mam problemy, żeby wstać o umówionej przez siebie godzinie. Dojeżdżam nad kanał jeszcze lekko zaspany. Rozkładam sprzęt i wykonuję pierwsze rzuty Raczkiem MisterTwister. Ma świetną agresywną akcję, która podczas tej pory dnia może mi tylko pomóc.
Jeśli chodzi o mnie to potrzebowałbym teraz prawdziwej kawy. Moje rzuty daleko odbiegają od normy , więc klnę pod nosem i próbuje się skupić.Teren do mostu jest pusty.Przenoszę się na prostkę za most i powtarzam scenariusz z poprzedniego odcinka.Mijam kilka ciekawych miejsc , które powinny trzymać klenie. Sprawdzam kilka przynęt , dwie techniki prowadzenia ich i stwierdzam , że będę musiał się dużo nałazić zanim coś złowię.Dochodzę do drugiego mostu.Staję nad swoją pewną poranną miejscówką i zaglądam do pudełek. Mam kompletny mętlik w głowie. Nie wiem co zapiąć do agrafki. Jeszcze chwila zastanowienia i wybór pada na poczciwego białego twistera. Sam nie wiem co uderzyło mnie by spróbować na przynętę , która czasami dawała mi chwilę radości. Może brak brań?? Może monotonność łowienia na woblery?? Sam nie wiem.Twistera zbroję w „moją główkę” i posyłam pod krzaki w miejsce gdzie zaczyna się głębsza rynna.Próbuję łowić na klasyczny opad z przytrzymaniem by opóźnić go. Dobra metoda na klenia , ale nie zawsze skuteczna. Nic się nie dzieje. Trochę z przekory zmieniam przynętę na ostro schodzącego woblera firmy …Nigdy na niego nic nie złowiłem. Ma dobre zejście w dół , więc jest skuteczny w głębokich miejscach zaraz po starcie.Ledwo dwa rzuty i przy krzakach mam piękne uderzenie!!!Tnę w tempo i widzę jak kleń zaczyna mi wybierać żyłkę. Lubię ten moment , bo wiem , że ryba jest nie tuzinkowa i zapowiada się fajna zabawa.Kilka odjazdów i przejmuję inicjatywę. Jeszcze chwila i mam go w podbieraku.Szybko ustawiam aparat i robię dwa zdjęcia. Fajnie wyszedł… Miał 50 cm.


















