| Wakacyjne Opowieści cz.1 |
|
|
|
| Wpisany przez Przemek Szymański | |
| piątek, 06 lipca 2007 00:00 | |
|
…lub fascynacji tak jak tydzień wcześniej. Zakładam ostro z chodzącego Górala o wściekłej kolorystyce i grzebię w tej rynnie. Nic.Potem kolej znowu na Sieka… Też to samo… Ani wyjścia. Ale wiem , że tam coś stoi. Tamto miejsce jest stworzone dla grubego leniwego klenia. Może kolejnym razem się uda. Dopadam zakręt i już twardsze żwirowate dno. Pierwsze rzuty wykonuję pod prąd i prowadzę przynętę w prądem rzeki. Jest walnięcie!!!
Jak na razie mój największy z River Gade.Następną miejscówkę dopadam po kilkuset metrach. Jest to spokojna prostka , a dno tej prostki porośnięte jest zielskiem.Są tu ryby.Po kilku rzutach łowię klenia 27 cm. długości. Kolejne rzuty i stwierdzam , że kleń jakby spokorniał i bierze już półgębkiem , a potem brania zanikają. Musiałbym odejść stąd na jakieś pół godziny i wrócić tutaj z inną przynętą , ale na to nie ma już czasu.Idą w stronę deptaku zaglądam jeszcze w trzy miejscówki , ale tam tylko kilka krótkich kleni.Dochodzę do deptaku i widzę Angielskiego wędkarza brodzącego z lekką matchówką w wodzie. Przypomina mi to film z Johnem Wilsonem jak pan John łowił właśnie klenie na jednej z Walijskich rzek. Zero błędów , całkowite rozeznanie w terenie. Istny majstersztyk!!Patrząc na jego poczynania próbuję łowić , ale jakoś nie mogę się skupić na tym co robię i bardziej patrzę na jego technikę. Wreszcie daję za wygraną i idę odwiedzić jeszcze jeden próg wodny.Myślę o kleniu jak zawsze , ale tam stały tylko okonie. *** Kolejna niedziela nad River Gade. Jakoś straciłem nadzieję na dobre kleniowe połowy nad Grand Union Canal. Nie wiem czemu tak się dzieje , że nie mogę złowić nic porządnego. Wiem jedno…Pokarmu kleń i okoń ma w brud , więc to jest na pewno połowiczne rozwiązanie problemu.A nie rozwiązuje tego problemu do końca.Podczas tej wyprawy daruję sobie różne eksperymenty i łowię w myśl zasady „wojny błyskawicznej”.Szybko się przemieszczam , łowię na znanych mi barkówkach i stosuję najbardziej skuteczne przynęty.Jest niedziela , nie jest za cicho nad wodą , co jakiś czas przejedzie wygłodniały rowerzysta , przebiegnie pies , a za nim jego właściciel , więc i ja pobiegam…Pierwszą miejscówkę , którą obławiam to prostka za pierwszym mostem. Po kilku rzutach siekiem i spięciu ładnego okonia wykonuję dobry rzut ( jak mi się to udało?? ) pod nisko zwisające gałęzie pobliskiego drzewa. Uderzenie było natychmiastowe! Kleń ładnie walczył mimo nie za dużych rozmiarów. Pewny chwyt na dolną wargę i jest mój. Mierzę… 35 cm.Mimo tego , że nie był długi to był strasznie gruby. Ciekawe ci zjadł?? Dochodzę do zwaliska. Może tutaj…. Kilka rzutów „góralem” i mam uderzenie. Szybki hol i mam klonka na brzegu. Miał 26 cm. Ciekawe gdzie podziały się czterdziestki, które wcześniej okupowały to miejsce. *** Piątek trzynastego! Nie daję się dzisiaj zwariować i nie myślę o pechu. Nie myślę o tym , bo wpędzi mnie to w kompleksy. Po pracy , szybko pędzę nad wodę , szybko rozkładam spinnera i zaczynam łowić.Mam kilka godzin na tą wyprawę , więc nie śpieszę się z niczym. Po półgodzinie przypominam sobie o aparacie , który leży na półce w pokoju. Nie! Pierwsza myśl to taka , żeby dzisiaj nic porządnego nie złowił. Bo oprócz wspomnień nie będę miał nic , a fotkę bym chciał mieć.Pierwszy kontakt z rybą mam na prostce. Po spięciu ładnego okonia , wiążę bezpośrednio do żyłki moją biedronkę , czyli mojego killera na bardzo niską Wiślaną wodę. Godzina łowienia aż do zwaliska przynosi mi kilkanaście brań i zero skutecznych zacięć. Jeden kleń miał grubo ponad trzydzieści centymetrów.Dochodzę do zwaliska. Tu , albo nigdzie. Zapinam ostro schodzącego „Górala” i penetruję tą rynnę.Mam tylko jedno uderzenie. Kleń miał 27 cm. długości , ale i tak dał mi kupę radości. *** Nareszcie odwiedza Nas rodzina. Teść jest maniakiem spinningu i nie wypadałoby nie pokazać mu mojej Angielskiej sadzawki , bo w porównaniu do prawdziwych Polskich łowisk , łowiska w Watfordzie wyglądają jak sadzawki. Na początek zabieram go nad Grand Union Canal. Pokazuje mu pobieżnie kanał i okolice , a następnie idziemy nad River Gade. Tu zamierzam spinningować i złowić klenia jako dowód tego , że tutaj są ryby , bo teść jakby nie dowierza , że coś tutaj pływa.Po przejściu przez parkowy odcinek rzeki dochodzimy do ciekawego zakola gdzie ostatnio miałem zębatego na kiju. Mając nadzieję , na brak współpracy z jego strony posyłam w nurt nowe prezenty w postaci przelewowych woblerów firmy Salmo. -Jak chcesz – pada odpowiedz , a ja zapinam „Górala” do agrafki i w pierwszym rzucie łowię małego klenia co uświadcza mnie w przekonaniu , że jednak dobrze zrobiłem.Po minięciu mostu i płytkiej rafki napotykamy na naprawdę złoty zakręt z ładną choć płytką rynną. Są tutaj zawsze klenie , ale nie zawsze żerują. Woda jest podniesiona i zmącona , więc zapinam agresywnego „Górala” o jasnych bokach. Dwa może trzy dobre rzuty i w polaroidach widzę jak do woblera podnosi się piękny kleń , którego wcześniej tutaj nie widziałem. Ładne uderzenie i po chwili następuje piękny odjazd w dół rzeki. Zatrzymuję klenia siłą i zaczynam mozolne podciąganie pod ostry nurt rzeki. Nie lubię takiej walki , ale inaczej nie mogę się ustawić do szalejącej ryby.Po kilku minutach mam klenia przy brzegu. Chwytam go za dolną wargę i wynoszę go na chwilę na brzeg. Robimy sobie fotkę , a klenia wypuszczamy. Miał 44 cm.
*** Weekend.Nie ma sensu siedzieć w domu , więc Dominika wyciąga mnie do parku. Postanawiam do plecaka zapakować spinnera i jedno pudełko woblerów. To tak na wypadek jakby okazało się , że jest sens łowić.W parku wybieramy drogę i kierujemy się nad Grand Union Canal. Wędrujemy w stronę pól golfowych.Jest tam pewien krótki odcinek River Gade , który można w około godzinkę obłowić , więc nie namyślając się długo idziemy tam.Pogoda w dniu dzisiejszym dopisuje. Świeci słońce i jest przyjemnie ciepło. Może nie długo zacznie się wreszcie lato… tego lata.
Wracamy się w stronę parku i już parkowego odcinka River Gade. Idąc w tamta stronę mam nadzieję , że nie ma hałasu nad wodą. Dosłownie kilka rzutów i pod przeciwległym brzegiem mam uderzenie klenia. Następuje natychmiastowy odjazd w dół rzeki , a ja za bardzo z tego miejsca nic nie mogę zrobić , żeby zatrzymać klenia płynącego w roślinność podwodną. Na szczęście kleń jest bardzo leniwy i wychodzi do powierzchni. Wykorzystuję to i zaczynam pompowanie. Udało się. Przy brzegu kleń trochę jeszcze się ożywia , ale … Przemek Szymański
|






Zaraz po pracy , czyli o godzinie 16 wybieram się na klenie na River Gade. Może to i szalone, bo zero odpoczynku, ale dla mnie wędkarstwo to idealny odpoczynek. Mimo, że cały czas na nogach, że cały czas człowiek przedziera się w poszukiwaniu nowych miejscówek, że trzeba kombinować.
To idealne oderwanie od codzienności. Daruję sobie dzisiaj eksperymenty z paprochami, bo po pierwsze ich nie wziąłem, a po drugie trochę mam za mało czasu na takie igrce i zabawy. Jutro trzeba iść do pracy, więc będę łowił w miarę szybko i mam nadzieję skutecznie. Zaczynam kilkadziesiąt metrów za pierwszym mostem. Jak już wspomniałem wcześniej tutaj jest już dużo głębiej. Moim zdaniem można się tutaj spodziewać brań większych kleni.Tylko zastanawiam się jak duże są klenie na River Gade. Ma on połączenie z Grand Union Canal, więc wpływać tutaj mogą naprawdę olbrzymie kleniska. Z rozmyślania wyrywa mnie pierwsze uderzenie klenika.






